kalendarze na bloga

Centrum Terapii Uzależnień Duchowych
Blog > Komentarze do wpisu
LEKCJA VII

STYGMATY NICOŚCI

 O tym, że każdy z nas jest wyjątkowy i jedyny w kosmosie nie muszę chyba nikogo przekonywać. Wyjątkowość ta nie oznacza wszakże, iż wszystkim „dano” zdolności   Einsteina czy Chopina. Nie w zdolnościach i umiejętnościach bowiem rzecz, lecz w tym, że kimkolwiek jesteśmy winniśmy być przede wszystkim sobą. Bardzo pięknie wyjaśnia tę sprawę chasydzki cadyk Chaim, który na pytanie kogo dobrze byłoby naśladować odparł: Wzorem  jest Mojżesz. Wszelako wciąż pamiętam, że kiedy stanę przed Obliczem Pana, oby Imię Jego było błogosławione, Bóg nie zapyta mnie: „Czemu nie byłeś Mojżeszem?”, lecz: „Czemu nie byłeś Chaimem?”. Otóż to. „Znamiona” wyjątkowości „wyryte” są w naszej duszy na podobieństwo jedynych w swoim rodzaju i niepowtarzalnych linii papilarnych dłoni. Te ostatnie po prostu istnieją. Te pierwsze wymagają jednak pielęgnacji i starań. Wszystko zależy od tego, czy człowiek siebie odnajdzie, czy też siebie zagubi.
     Egregory zdają sobie sprawę, że ilekroć ludzka istota odnajduje w sobie samą siebie, tylekroć im się wymyka, im większą jej dusza zyskuje „nagość”, tym trudniej nią zawłaszczyć. Jak się temu przeciwstawić? Ano najprościej: trzeba odziać ją w „maski” i sprawić, by się z nimi identyfikowała. Trzeba wykorzystać wrodzoną wyjątkowość i wybudować na tym fundamencie gmach „ja” zapatrzonego w swoje „ja”. A jeszcze lepiej, jeśli owo zapatrzone w siebie „ja” miało pełne przekonanie, iż stanowi jedność z „ja” egregora lub że w nim się bezpośrednio odbija.
     Początki tej operacji zdają się być niewinne. Jakieś dziecko czuje ciążącą inność, potem zaczyna widzieć, jak bardzo różni się od rówieśników, aż wreszcie odmienność ta urasta do przekonania o swojej wybitności lub przeciwnie - znikomości. Stąd już niedaleko do poczucia wybrania i związanej z tym misji. Te dwa przesłania niemal zawsze towarzyszą manifestacji egregorów i na nich to człowiek buduje swoją „wieżę boga”, wierząc, iż przeznaczono mu jakąś niezwykłą i wspaniałą rolę. "Ja wiem, że Bóg chce, żebym założyła i prowadziła największe w Polsce centrum ezoteryczne – powiedziała mi kiedyś słuchaczka jednej z psychotronicznych szkół. – I wiesz, ja wiem, że to zrobię. Ja wszystko mogę zrobić. Ograniczenia nie istnieją". „Naprawdę? – udałem zdziwienie. – Siądź więc na ziemi i podskocz trzy piętra w górę”. Moja ironiczna uwaga rozsierdziła ją. „Ty nic nie rozumiesz! – wrzasnęła. – A ja i tak zrobię, co będę chciała”.
     Jedną z najważniejszych potrzeb człowieka jest określenie i rozumienie sensu swego życia. I oto i on. A razem z nim wybranie, misja do spełnienia oraz eskalacja woli. Czując się wybrany, wyjątkowy i lepszy od swego otoczenia człowiek „realizuje siebie”, dąży do duchowego „samorozwoju” i samowystarczalności. Miejsce „nagiej” duszy zajmuje nadęte do nieprzytomności ego; sztuczny twór równie sztucznego człowieka. Ów twór to oczywiście „maska” duszy, a dokładniej „maska wszystkich masek” będąca jego własnym, wewnętrznym „egregorem”. Maska może być pełna „pokory”, „świątobliwa”, „uduchowiona”, „altruistyczna”, śliczna i liryczna, zawsze jednak pozostaje maską. Im mocniej przylega do twarzy człowieka, tym bardziej czyni go ich „obrazem i podobieństwem”. Pozostawmy na boku stygmaty ( fenomen obserwowany nie tylko u chrześcijańskich świętych, ale i również u hinduskich joginów i buddyjskich mnichów ). „Nosicielstwo” cech egregorów wcale nie musi być zmysłowo postrzegane. Wyraża się ono na wielu płaszczyznach i ma różne stopnie „zainfekowania”, pozostając zawsze tym znamieniem odciśniętym w duszy, poprzez które egregory zyskują swą maksymalną „materializację”.
     Nicość bowiem, z której pochodzą dąży wszystkimi metodami do przeistoczenia się w byt, lecz ponieważ wciąż pozostaje nicością, miast kreować życie przynosi człowiekowi śmierć – dezintegrację, rozczłonkowanie, rozpad. Upodabniając go do siebie zamienia jednostkową jaźń w zbiór jaźni, czego najbardziej spektakularnym efektem jest „demoniczne” lub „boskie” opętanie, a najbardziej rozpowszechnionym – poznanie wcześniejszych „wcieleń”. Mniemając, iż zna swoje przeszłe życia i że jego dusza wielokrotnie uczestniczyła w obrotach reinkarnacyjnego koła człowiek najpierw zyskuje dystans do swego obecnego „wcielenia”, potem przestaje się z nim w pełni identyfikować, uznając je za rodzaj „maski” czy odgrywanej w danym czasie roli. Zdobywa ponadto potwierdzenie, iż jego dusza jest „starą duszą”, która bytowała w rozmaitych „ciałach”, nie tylko ludzi, ale i również jakiś duchowych bytów. Temu ostatniemu zjawisku często towarzyszy odczuwany w głębi serca „wewnętrzny smutek”, „męczenie”, brak jakiejś sfery tzw. wyższych uczuć, niwelacja ich spontaniczności i świeżości lub narastająca pewność, że choć fizycznie jesteśmy kobietą, nasza „dusza” jest „duszą mężczyzny” ( bądź na odwrót ).
      To tylko jedna z wielu form tej „infekcji”, którą wzmacnia szereg doznań mistycznych oraz wiara, iż człowiek składa się z rozmaitych „ciał” i „dusz”, z których każda funkcjonuje rozdzielnie tak w życiu, jak i po śmierci. Jednocześnie, im „wyżej” wznosimy się na „drodze ducha”, tym bardziej chcemy uwolnić się od wszelkich rodzinnych i innych „kodów”, jakie rzekomo nas krępują. Odcinając owe „pęta” zbliżamy się do „mistycznej pustki” albo tworzymy swój własny „rajski świat wolności totalej” ( jedno drugiego nie wyklucza ). Pewni, że w tejże pustce nie ma już żadnych egregorów zapominamy, że „duchy nicości” wcale nie muszą być „kimś”, gdyż wynurzając się z nihilo równie dobrze mogą jawić się jako wyższego rzędu „coś” ( egregory pustki buddystów, tao taoistów, ain sof kabały ). Opętanie pustką jest w środowiskach buddyjskich równie częstą przypadłością jak pośród chrześcijan opętanie Jezusem albo Matką Boską. Rzecz bowiem nie w tym, czy przepełnia nas „ktoś”, czy „coś”, lecz w samym opętaniu, za którym zawsze stoi  "duch" egregora będący duchem nicości - duchem Asura.
     Opętanie oznacza, że ów duch, który przecież wszystkimi tymi egregorami zawiaduje, wziął w swe posiadanie ludzką duszę ( jaźń ) i zwolna ( a czasami gwałtownie ) ją „wysysa”. Przejawów takiego „odmóżdżenia” jest wiele, a wśród nich dążność do samobójczej ( z reguły w imię wyższych celów ) śmierci. Szlachetny gest to najznakomitszy spektakl, jaki mogą sprokurować ludziom egregory rękami swoich nie mniej szlachetnych ofiar, zwłaszcza jeśli towarzyszy temu „demoniczna” sceneria okoliczności, które są tejże ofiary przyczyną. Teatr przyciąga widzów pewnych, iż mają do czynienia z prawdziwym dramatem, co poniekąd jest prawdą, ale nieco inną niż im się wydaje. Śmierć niekoniecznie zresztą musi być cierpiętnicza, a opętanie wprost ku niej prowadzić. Dezintegracja ludzkiej duszy przybiera różnorakie postaci, począwszy od choroby psychicznej, skończywszy na cynicznym wykorzystywaniu ludzi zniewolonych przez przywódców sekt i duchowych „mistrzów”. 
     Najtragiczniejsze w tym wszystkim jest to, że jak nie bez racji zauważył jeden z gości CTUD-u, egregorów nie ma. Otóż to. Istnienie „wpisane” jest w byt, a nie w niebyt i tylko do bytu się odnosi. Nicość nie istnieje. Jej po prostu nie ma. Oddając jej tedy hołd sami budujemy swe idole, po czym się nim kłaniamy, a czerpiąc rozkosz z tej duchowej masturbacji użyczamy im pozorów życia. Nicość zaczyna „być” o tyle, o ile ją sami z jakimś bytem identyfikujemy. I nie ma znaczenia, czy jest nim Chrystus, diabeł, anioł, buddyjska pustka, czy jakaś inna, egregorowata postać. Odwróceni plecami od świata, ze wzrokiem wlepionym w nieistnienie otwieramy „puszkę Pandory”, z której ulatują ku nam wygenerowane przez nas samych iluzje. W ten oto sposób zamiast w życiu tkwimy po uszy w oparach śmierci, która dopóty wydaje się rządzić światem, dopóki nie zrozumiemy, że coś, czego nie ma nie posiada żadnej władzy nad tym, co jest,  a więc i nad nami. Dopiero wtedy z błąkających się po ulicach widmowych miast „widzących ślepców” przemieniamy się w przebudzonych z upiornego zwyczajnych-nadzwyczajnych ludzi, którym do szczęścia zbędne jest to całe panopticum „bogów”, „demonów” oraz  innych „sennych przewodników”.

środa, 07 lutego 2007, suljan

Komentarze
2007/02/07 17:57:10
Ło matko, aleś mnie ogłupił :( , ale ten cykl, to perełka. Dzięki :) Mam parę pytań, ale najpierw wczytam się jeszcze kilka (-naście...) razy, może samej mi się rozjaśni.
-
2007/02/07 18:21:56
OK :-)
-
Gość: , cmj111.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/02/07 19:02:49
Ja dopiero zabieram się do czytania, ale już mnie cieszy jakie to urlop od dyrektorowania daje efekty. Czy lepiej by było złożyć w tym czasie kilkadziesiąt podpisów? Nie sądzę!
Zabieram się do czytania, ale czy zrozumiem? Mam pytanie - dlaczego 7 lekcji, czy to zamierzony manewr czy tak wyszło?
Lwi
-
2007/02/07 19:30:36
Tak wyszło... Ale ładnie brzmi, prawda?
-
Gość: wolny sluchacz, acus222.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/02/07 21:25:59
[']
-
2007/02/07 23:10:16
aż niektórzy zaniemówili, hi hi hi :-D
-
2007/02/08 09:27:27
Majstersztyk!!!

Dzięki wielkie.

Nie wszystko rozumiem z tym bytem-niebytem, ale nie dbam o to.
Elektryczności też nie rozumiem, ale tyle wiem, żeby nie pchać palców w gniazdko.

Pozdrawiam
-
2007/02/08 10:15:53
"coś, czego nie ma nie posiada żadnej władzy nad tym, co jest, a więc i nad nami"

No i tego newsa mi brakowało do całości. Teraz już wiem, jak działać, a raczej jak nie działać - czyli, że trzeba ignorować (bo ignorancja jest nie-działaniem) te wszystkie mniej lub bardziej "pocieszne" fenomeny. Wiedziałam przecież, że tak trzeba robić, ale brakowało mi tej jednej kluczowej informacji - że tak NAPRAWDĘ tego nie ma.

Dzięki.



-
2007/02/08 12:01:06
Przypadek św. Antoniego, o którym wspominasz w lekcji IV stał się inspiracją dla krótkiej i barwnej powieści Gustava Flauberta. Dzieło znanego francuskiego pisarza figurowało nawet w kościelnym Indeksie Ksiąg Zakazanych.

"Kuszenie Świętego Antoniego", podobnie jak "Białego Dominikanina" G. Meyrinka, wydała nota bene, powiązana z Lectorium R.C. wrocławska Pracownia Borgis.

www.ezosfera.pl/sklep/zdjecie_produktu/281/2
-
2007/02/08 12:49:55
Kahvi, moze faktycznie nie trzeba tego rozumieć, byleby sie nie pchac tam, gdzie nie trzeba :-) Zresztą, czy ja to rozumiem? Słowa "byt-nie byt" to tylko porównania...

Annago1 - w tym tkwi istota terapii SDU: "niedziałanie" wzgledem egregorów, no bo po co "dzialac", skoro de facto ich nie ma, a kiedy działamy ( jakkolwiek ) to im "papu" i "życie" prokurujemy?

Rozlin, wszak dla KK postawa apofatyczna to zgroza i heretycki dekadentyzm. KK "stoi" na obrazach ( i egregorach )...
-
Gość: smi9c, chello062179091051.chello.pl
2007/02/08 13:26:28
tak. ten cytat o braku wladzy tego-co-nie-ma nad tym-co-jest jest bardzo zgrabny

ale jak nazwac ludzi opetanyh egregorami* - trzeba by muwic ze ih podmiotowosc tez "niecalkiem" jest ;p dobrze rozumuje ?

* - swoja droga mam wrazenie ze niekture egregory tak mocno scalily sie z cywilizacyjna psychokultura ze staly sie wrecz filarami cywilizacji
-
2007/02/08 14:46:46
"ale jak nazwac ludzi opetanyh egregorami* - trzeba by muwic ze ih podmiotowosc tez "niecalkiem" jest ;p dobrze rozumuje ?"


Mysle, ze trzeba ich nazywać "nieszczęśnikami" po prostu ( choc wielu z nich uważa sie za szczęśliwców" ).
Owszem, ich "podmiotowość" jest "nie całkiem tego", co nie oznacza, iz jej nie posiadaja. Otóż posiadają ją nieposiadając jej zarazem: działaja po stronie bytu, choć są we władzy "nie bytu". Taki rodzaj "kanałów" łączących te sfery. Dzieki tym "kanałom" nicość niestety staje sie częścia bytu.


"* - swoja droga mam wrazenie ze niekture egregory tak mocno scalily sie z cywilizacyjna psychokultura ze staly sie wrecz filarami cywilizacji..."

Oczywiście, że tak :-) Wszystko zalezy od tego, czy te filary "absolutyzujemy" czy nie...

-
2007/02/08 16:16:56
Ha! No i właśnie z tym mam jakby problem. Bo całośc jest bardzo przekonująca, zresztą mnie nie trzeba było specjalnie przkonywać, by trzymać się od tych stworów czy pokrowców na stwory z daleka, tylko z drugiej strony (jak mawiał reb Tewje mleczarz) od neandertalczyka jakoś ludzkość jest z nimi powiązana. Innymi słowy, jak to ugryźć historiozoficznie? Większa część ludzkości to ogłupiałe owieczki idące do strzyżenia? Dojne krowy? Czy nie ma niczego pozytywnego w tym związku ludzkości z egregorami? Może to, co dla jednostek jest źródeł UD, dla społeczeństw jest warunkiem "rozwoju"? Takie swego rodzaju duchowe opodatkowanie na rzecz całości.
-
Gość: wolny sluchacz, acuk190.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/02/08 16:20:08
Po tych wykładach możesz już spokojnie odejśc na emeryture mistrzu sulijanie ;)
-
2007/02/08 17:27:46
Suljan, a'propos Antoniego i Gustawa Flauberta. Jak czytam to, co napisane jest na tylnej okładce książki (zob. link, który wyżej podałem), to odnoszę wrażenie, iż sam Flaubert miał niezły odjazd z egregore'ami, skoro utożsamiał się ze swoimi postaciami literackimi, wręcz stawał się nimi, kontaktował się z zaświatem i pisał we śnie... Podobno nawet miewał wizje podobne do św. Antoniego.

Może nie bez racji w niektórych środowiskach ezoterycznych uzyskał przydomek "nieświadomego okultysty". Tak czy owak pisarz to świetny, choć niełatwy do lektury.

A co się tyczy wykładu - czy pozostawiłeś jeszcze cokolwiek na kurs?
-
2007/02/08 22:25:07
Mavanger, o naturalnej ciągacie homo sapiens ( a wczesniej neandertalczyka ) pisałem juz w ctud.blox.pl/2007/01/KORZEN-SDU.html
W 7 LEKCJACH starałem sie tez zaznaczyc, iz stopień "zainfekowania" ludzi egregorami bywa różny i jest, poniekad, naturalny, bo wynikający z przymiotów naszego umysłu. Czy "Większa część ludzkości to ogłupiałe owieczki idące do strzyżenia"? Poniekad tak. Czy jest cos pozytywnego w naszym, zwiazku z egregorami - tak, kultura, sztuka itp. Wszystko ma 2 strony i z 2 stron co najmniej trzeba na to patrzeć. Równiez z tej, iz ludzkość znajduje się na bardzo niskim "stopniu rozwoju" i dopiero, byc moze, zwolna wychodzi zx oparów "dzieciecej bajkowosci"... Ale to wszystko gdybania... Mnie raczej interesuje to, iz jestesmy ledwie ogniwem w "kosmicznym łaćuchu pozywienia", co chyba dobrze wiedziec, choc to zapewne niezbyt miła informacja dla wiekszosci przedstawicieli gatunku homo sapiens :-)

Gosciu "wolny słuchaczu", czyli Dado29, jak sie domyslam, cierpisz na zwielokrotniona osobowość? Na emeryturę? Tak, bedzie jakas kaska, wolny czas do pisania itp. Moge byc bogatym rentierem, nie nudziłbym sie ani chwilki, bo mam mnóstwo rzeczy do zrobienia :-)

Rozlin, spoko, na kurs zostalo mnostwo rzeczy, to tylko wierzcholek gory lodowej i ledwie "zajawka" :-)
A co do Gustawa Flauberta to tak, wiem o tym, częsty przypadek u artystów ( vide Salvadore Dali i wielu innych )...
-
2007/02/09 11:45:54
Świat ducha jako łańcuch pokarmowy ! Genialne! A zatem, jak śpiewał Kaczmarski: strzeżcie się wilki, strzeżcie się przynęty... i potrzasków!
-
2007/02/09 15:01:51
>Gosciu "wolny słuchaczu", czyli Dado29

To nie ja Suljanie.

Mi zarzucają "bycie Sobą nawt jak nie powinnam"

Dokonujesz projekcji własnego wyobrżenia o mnie na mnie :-)
-
2007/02/09 15:05:03
a na temat tego ttomowego wykładu dam znać, bo rzyznam, że mam coś do powiedzenia, ale teraz muszę zarobić na życie, więc trochę cierpliwości- może wszechświat się nie zawali :-)
-
2007/02/09 15:07:29
>Gosciu "wolny słuchaczu", czyli Dado29

To nie ja Suljanie.

Mi zarzucają "bycie Sobą" nawet jak nie powinnam...

Dokonujesz projekcji własnego wyobrażenia o mnie na mnie :-)

A poza tym przecież mnie odblokowałeś?????

-
2007/02/09 15:10:17
a na temat tego 7 tomowego wykładu dam znać, bo przyznam, że mam coś do powiedzenia, ale teraz muszę zarobić na życie, więc trochę cierpliwości - może wszechświat się nie zawali :-)

klawiatura mi szwakuje, albo mózg i palce, więc proszę o usunięie dwóch pierwszych wpisów :-)
-
Gość: wolny sluchacz, acus95.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/02/09 18:39:35
Owszem, moja osobowość jest wieloraka i jeszcze dużo miejsca zostało na nowe podosobowosci :)

Jak to w końcu jest z Człowiekiem. Czy jest nad-ergregorami czy pod nimi. One nawet nie sa 'kimś' wg VII lekcji, a człowiek jakoś tajemniczo tożsamy z niepojętym Bogiem(z braku lepszych słów).
-
2007/02/09 20:17:18
Acha, "wolny" to nie Dada, sorki Dada za to podejrzenie, ale nie wynika ono z "projekcji", choc moze bys tego chciala, hi hi hi :-)

"Wolny słuchaczu", czlowiek moze byc "nad" i "pod" egregorami, wedle woli :-)

Mavagner, świetny cytat, wielokrotnie go sobie powtarzalem w pewnych okoliczniościach... :-)
-
2007/02/12 16:20:47
A skąd właściwie wiadomo, że reinkarnacja nie istnieje?
-
2007/02/12 22:21:40
A skąd wiadomo, ze istnieje?

A poza tym, czy napisałem, że nie istnieje? Napisałem tylko, ze egregory starają sie nas epatować wieściami o wcześniejszych "wicieleniach", co utrudnia nam samoidentyfikację z naszym "tu i teraz"...
-
2007/02/13 10:31:18
>A skąd wiadomo, ze istnieje?

Na 100% to nic nie wiadomo.

>A poza tym, czy napisałem, że nie istnieje?

Takie odniosem wrażenie.


>Napisałem tylko, ze egregory starają sie nas epatować wieściami o wcześniejszych "wicieleniach", co utrudnia nam samoidentyfikację z naszym "tu i teraz"...

Czyli jak pewna wiedźma oznajmia mi, że w poprzednim wcieleniu poległem jako Gruzin na Kaukazie, to tak naprawdę egregor siedzący jej na ramieniu szeptał jej to do ucha?
-
2007/02/13 11:09:15
"Takie odniosem wrażenie..."

Wrażenia bywaja mylące :-)

"Czyli jak pewna wiedźma oznajmia mi, że w poprzednim wcieleniu poległem jako Gruzin na Kaukazie, to tak naprawdę egregor siedzący jej na ramieniu szeptał jej to do ucha?"

A skąd mogę to wiedzieć? Może plotła trzy po trzy i tak sobie?

-
2007/02/13 12:42:42
"A skąd mogę to wiedzieć?"

No właśnie? Skąd można to wiedzieć?
-
2007/02/13 20:31:38
Ty w tym uczestniczyłeś, ja nie, więc skąd mam wiedzieć?

Stwierdzenie, że ktos jest "podczepiony" pod egregora wymaga weryfikacji w oparciu o szereg danych. To, ze ktos np. wrózy o niczym jeszcze nie świadczy. Wiem, ze chciałbys, by wyszlo tak, iż oceniam ten fakt tylko w oparciu o 1 przesłankę ( baba kładła karty i cos tam mowiła ). Przykro mi, ale Ciebie zawiode. To nie takie proste, jak próbujesz to sobie i innym przedstawić :-)
-
2007/02/14 13:11:12
Primo: "baba" nie kładła kart tylko widziała trzecim okiem (or compatible); byłem u niej z bólem kręgosłupa, bo polecono ją jako skuteczną masażystkę-bioenergo. Rozmowa o karmie i wcieleniach była efektem ubocznym.
Secundo: wcale nie chcę, żeby coś wyszło tak czy inaczej; po lekturze tego bloga czuję się zagubiony - odnoszę wrażenie że wszystkie przejawy zjawisk paranormalnych są wynikiem aktywności egregorów.

Pozdrawiam serdecznie!
-
2007/02/14 16:09:20
Dlatego napisalem, ze trudno mi ocenić "babę" i jej działalnośc, bo ani przy tym nie byłem i dysponuje zbyt małą iloscia danych :-)

Mysle, ze albo za mało Pan czytał o tym, co w CTUD-zie piszę, albo zbyt prosto Pan to rozumie. Nie twierdzę i nigdy nie twierdziłem, ze "wszystko przez egregory". Akurat tak sie złozyło, ze teraz zamieścilem tu tekst "7 lekcji", jako jeden z wielu tekstów. Ponadto nie twierdze i nie twierdziłem, ze " wszystkie przejawy zjawisk paranormalnych są wynikiem aktywności egregorów", lecz co najwyzej, ze sa one wykorzystywane przez nie i często ukierunkowywane. Płaszczyna dzialań egregorów jest jedna z wielu "planów świata", a zwiazek z nimi ma rozmaity charakter, co tez nadmieniam. Relacje sa skomplikowane i różnorodne, staja się niebezpieczne jesli przybierają postać uzaleznienia (człowieka) od nich. I tym właśnie typem uzależnień sie zajmuję i do nich odnoszę sporo tego, co o tu piszę. Nie ma więc co trąbic larum i wolać, że komus siedza na ramieniu egregory albo, że wszystko przez egregory... :-)
-
2007/02/14 22:12:49
Krótko i zwiężle. hi hi
Pozdrawiam
Jula
Ps.Forma mi się poprawiła
-
2007/02/15 00:03:52
Cieszę się z poprawy formy :-)))
-
2007/02/15 11:26:54
Przyznaję, że czytałem hurtowo, a kiedy czytam szybko to "tu wlata - tam wylata". Wcale nie trąbię larum :) tylko zastanawiam się, czy jest jakiś pewny spósób na sprawdzenie, czy np. za masażystką nie czai się jakiś złowrogi astral.
Pozdrawiam
-
2007/02/15 12:36:14
Pewnego sposobu nie ma :-) To się "czuje", czasem "widzi", czasem "rozumie", czasem "przewiduje", a czasem "wnioskuje" z kontekstu dzialań... A najlepiej wszystko na raz :-)))
-
2007/02/15 13:50:30
A co jeśli nagle, zupełnie niespodziewanie (bo jesteśmy nastawieni na przeżycie czegoś wspaniałego ) zobaczymy coś, co nas na moment przerazi, a potem czujemy już coś zupełnie przeciwstawnego, cudownego ? Skąd możemy wiedzieć, że ten "zły" obraz nie był wytworem naszych lęków ?
Odpowiedź jest dla mnie bardzo istotna, bo nigdy nie byłam z tych "widzących" a właśnie raczej "czujących" a spotkanie na którym to się wydarzyło wywarło na mnie ogromne,pozytywne wrażenie, tylko ta "wizja" ...

A więc: jak to jest z tymi naszymi lękami, mogą mieć wpływ na takie wizje ?
-
2007/02/15 21:11:15
Przyczyn może byc wiele, a i mnie niejednokrotnie się cos takiego zdarzało... Z drugiej strony nie tylko ów straszny obraz może być wyrazem naszych leków. Równiez i to dobre, cudowne odczucie może stanowić projekcję naszych wewnętrznych oczekiwan. Powiedziałbym tak: lęki "przeszkadzają", ale i tez informują o czymś. Zwłaszcza jesli są wywołane "pierwszym wrażeniem". Wyroastaja z podświadomosci, są także "odruchami duszy". Dlatego jakiekolwiek jest wrażenie najpierw i potem trzeba sie temu zjawisku ( osobie itp. ) dokładnie przygladac.
To tak na gorąco, reszta na kursie, hi hi hi... Naprawdę nie da rady tego krótko i treściwie ując :-)

No moze da: trzeba pracowac nad 1/ świadomoscia rozróżniająćą, 2/ rozeznaniem duchów; 3/ wewnętrznym ukierunkowanmiem. O tym ostatnim napomykałem, ale niezbyt dużo pisałem :-)
Pozdrawki...
-
2007/02/16 00:18:53
Bardzo dziękuję :).Taka odpowiedź, z konieczności skrótowa, w zupełności mi wystarczy. Coś takiego przytrafiło mi się pierwszy raz, a że mną mocno wstrząsnęło, zupełnie nie wiedziałam co o tym myśleć (dlatego przez kilka miesięcy odsuwałam to od siebie, ale mnie to męczyło).Teraz chociaż mam pojęcie, jak to "ugryźć" :). Jeszcze raz serdeczne dzięki.
Również pozdrawiam...
-
2007/02/16 00:37:39
Proszę bardzo :-)
-
Gość: , nat1.mnc.pl
2007/02/18 21:31:02
czy lekcje o egregorach są cześcią przygotowywanej książki o SDU?
-
2007/02/18 22:05:10
tak :-)
-
2007/02/20 00:32:26
Wiesz Suljanie przemyślałam te twoje nauki - wybacz, ale jak dla mnie wieje w nich intelektualna pustka - bo to faktycznie przestrzeń egregora, opisujesz hybrydy, które konstruuje umysł na podstawie ludzkich wyobrażeń, żadna z tych opowieści nie dotyka przestrzeni Sacrum, której spoiwem jest po prostu szczera miłość.
-
2007/02/20 00:38:31
Egregory "żywią się" także miłością, a przestrzeń sacrum to ich ulubiona domena :-)
-
2007/02/20 01:35:31
>Egregory "żywią się" także miłością,

Suljanie, sęk w tym, że bez miłości nie ma życia :-)

Egregor to nie jest całokształt świata, to tylko jego wycinek, a miłość jest wszędzie nawet tam gdzie nie ma egregorów , jeśli jej nie ma, to jest to już zupełnie bezduszny egregor i jedynie istniejąca w nim miłość pozwala go przetrwać :-)



-
2007/02/20 09:04:57
Dada29, piszesz rzeczy oczywiste... Jasne, że świat egregorow ( dobrze, że przyjęłaś, iz taki istnieje, to juz sukces ) to tylko wycinek rzeczywistosci. Trudno jednak, bym w tekscie poswieconym wycinkowi świata zajmował się całym światem lub pisał o miłosci, która stanowi najważniejszy fundament zycia. Czepiasz się dla samego czepiania, bo zawsze mozna komus powiedzieć: o! a o tym nie powiedziałeś czy nie napisałeś, to pominąłeś, a tamto jest najważniejsze. To tak, jakby ktoś napisał instrukcje do obsługi jakiego urządzenia, a Ty miałabys pretensje o to, iz nie jest to traktat o budowie wszechświata...
-
2007/02/20 11:24:26
Suljanie,
widzisz, to Ty się zabrałeś do opisywania dziury w całym i straszysz egregorami, a to są tylko dziury w całym, i to jest oczywste, dlatego za każdym razem chcesz odkrywać Amerykę, a przecież, to ona sama ukazauje się oczom wędrowca.

>( dobrze, że przyjęłaś, iz taki istnieje, to juz sukces )

Suljanie, czyj egregorów???

-
2007/02/20 13:47:43
Dada29, w odróżnieniu do Ciebie jestem przynajmniej konkretny, a Ty, wzorem Kolumba, wciąż mylisz Amerykę z Azją... :-)))

-
2007/02/20 14:21:44
O nie Suljanie, to Ty buddystów z katolikami itd mieszasz w jednym kociołku :-)

fakt, że można do Azji przez Amerykę i na odwrót ;-)
-
2007/02/20 16:12:13
Dada29, ta "przepychanka na słowa" ani niczemu nie służy, ani niczego nie buduje. Więc ją kończę... Narka :-)
-
2007/02/20 16:39:32
oczywiście, że tak :-)

a kogo miałaby budować, kolejną "egregorowatość"...
:-)


-
2007/03/02 15:09:41
"Wszystko ma 2 strony i z 2 stron co najmniej trzeba na to patrzeć. Równiez z tej, iz ludzkość znajduje się na bardzo niskim "stopniu rozwoju" i dopiero, byc moze, zwolna wychodzi zx oparów "dzieciecej bajkowosci"."Czy uważasz że na kontakty z astralem jest jeszcze za wcześnie dla ludzkości i że dopiero na następnych stopniach ewolucji bedzie to możliwe,tzn. poruszanie się w innych rzeczywistościach niż nasza fizyczna ("ziemska")?Może tak ma być że człowiek przekroczy kiedyś swą kondycję i pójdzie dalej (w astral lub inne światy)ale już bez uzależniania się od istot L-A?
-
2007/03/02 17:57:23
"Czy uważasz że na kontakty z astralem jest jeszcze za wcześnie dla ludzkości i że dopiero na następnych stopniach ewolucji bedzie to możliwe,tzn. poruszanie się w innych rzeczywistościach niż nasza fizyczna ("ziemska")?"

dokładnie na odwrot....

Może tak ma być że człowiek przekroczy kiedyś swą kondycję i pójdzie dalej (w astral lub inne światy)ale już bez uzależniania się od istot L-A?

nie jestem prorokiem, nie wiem :-)
-
Gość: , 100-dz3-1.acn.waw.pl
2007/03/03 21:48:24
Uważam, że Egregory są demonami, które służą swojemu Panu.Uważam, też że pismo zwane Biblią daje nam dużo wskazówek w jaki sposób dac odpór tym bytom.
Uważam , że najsilniejszym słowem do walki z Egregorami jest słowo JHWH.
-
2007/03/03 22:07:47
A umiesz wypowiadac to słowo?
-
2007/04/09 12:29:49
"Uważam , że najsilniejszym słowem do walki z Egregorami jest słowo JHWH."

Taaak, wielcy magowie, zwani żydowskimi rabianmi, myśleli podobnie :-). Nawet Persowie mieli respekt przed nimi za ich magiczne moce. Cały zakaz uprawiania magii w judaizmie pozostał w sferze teorii. Rabini uwielbiali przywoływać przemijające Imię IHWH dla walki z innymi demonami. To jest zresztą już wątek, o którym była mowa - wypędzenie egregora potężniejszym egregorem. :-)

Pozdr.
-
2007/04/09 14:07:29
Dokładnie :-)
-
2007/04/09 15:04:22
Hi, hi, a nie wiem czy wiesz, ale owo słynne powiedzenie o niesieniu krzyża w ślad za Jezusem w pierwotnym znaczeniu gnostycyzującego już od początku judeochrześcijaństwa oznaczało noszenie "Imienia Boskiego". Imieniem Bożym było IHWH, a większość judeochrześcijan zinterpretowała to imię dla Logosa-Archanioła Michała, który miał się inkarnować w Jezusie. Ci, którzy niosą krzyż, oznaczają tych, którzy noszą duchowe Imię w sercu.

Ciekawostką jest fakt, że w środowisku greckim synonimem imienia stał się krzyż, prawdopodobnie dlatego, że oznaczeni imieniem bożym nosili na czole symbol X albo T(au) - taką praktykę stosowali esseńczycy i część grup chrzcielnych, a później judeochrześcijanie. A pomyśleć, że ze współczesnych chrześcijan mało kto zdaje sobie sprawę z dawnego, mistycznego znaczenia tego wersetu.

Duchowe imię - pieczęć egregora :-D Ciekawy sposób znaczenia i połowu dusz. :-)

Pozdr.
-
2007/06/20 14:54:59
Czy ma sens np twierdzenie że człowiek zachodu ma swojego boga i nie powinien modlić sie do bogów hinduskich skoro i tu i tam mamy egregory.Chrystus i Sziwa to egregory pochodzące z tego samego źródła.New agerowcy mogą mieć na swój sposób rację mieszając ze sobą bogów i tradycje?Czy duchowość new age nie jest tyle samo warta co otrodoksyjne religie?Przecież new age równie skutecznie umożliwia kontakt z bogami?Jest to może tylko mniej wyrafinowane...
-
2007/06/20 23:11:14
Feniksx, jesli bardziej wolisz koktail zrobiony z piwa, szampana, wódki i denatruratu od lampki koniaku, to Twoja sprawa, mieszaj. Ja, mając do wyboru wybieram koniak, bo taka jest różnica między new ageowym koktailem a ortodoksyjną religia :-) Jesli zrozumiesz to porównanie, zrozumiesz także, czemu SDU to przypadlość przede wszystkim new ageowcow...
-
2007/06/21 09:07:40
ok....to co napisałeś odnosi się do new agerów.A co w przypadku osoby która jest wychowana w kulturze zachodu i zyje w niej i decyduje sie przejśc np na buddyzm.Czy w takim przypadku zagrożenie SDU także wzrasta?Jesli tak to dlaczego?Jest to też koktajl ale z mniejszą ilościa składników...bo nie da się być w takiej sytuacji tylko buddystą,coś z kultury chrzescijańskiej zawsze w takiej osobie pozostaje.Ale taka decyzja nie prowadzi jak sądzę do duchowości równie kiepskiej i niebezpiecznej(w sensie wystawiania się na SDU)jak new age?
-
2007/06/21 19:53:32
SDU nie jest zależne od rodzaju tradycji, lecz od stopnia i rodzaju duchowego ukierunkowania. Z tej racji osoby zmieniające duchowoą opcje, tj. dokonujące świadomego wyboru zmiany wynikającej z potrzeb są oczywiście bardziej narazone na SDU.
-
2007/06/24 20:56:28
Czy jest możliwe że egregory to istoty pochodzace z innych światów (planet) które posługuja sie po prostu bardzo zaawansowaną technologią która nam się wydaje cudem i boską interwencją?Czy ich działalnośc i obecność to sprawa techniki czy czegoś zupełnie innego co wykracza poza taki "techniczny" styl myslenia?
Jak wiesz to dość rozpowszechniony sposób myslenia o bogach w naszych czasach.... :-)
-
2007/06/24 22:31:01
"Jak wiesz to dość rozpowszechniony sposób myslenia o bogach w naszych czasach..."

Raczej malo rozpowszechniony, wziąwszy pod uwage, ze świat liczy ponad 6 miliardow ludzi, z czego znikomy procent słyszał o Daenikenie ( czy jak mu tam )...

Feniksx, nie pisze ksiązek science fiction, ale wszystko jest mozliwe, takze to, ze jesteśmy fragmentami kosmicznego komputera...
-
2007/06/25 10:51:56
"Raczej malo rozpowszechniony, wziąwszy pod uwage, ze świat liczy ponad 6 miliardow ludzi, z czego znikomy procent słyszał o Daenikenie ( czy jak mu tam )... ".....oczywiście miałem na myśli środowiska ezotero lub ludzi lubiacych sobie pomyśleć (niekoniecznie profesjonalnie)o czyms więcej niż np.Wielki Plan Zakupów Weekendowych.W skali globalnej to rzeczywiście niewielki procent...odnosiłoby sie to także do myślenia w ogóle :-)
-
2008/05/28 18:40:36
(Wpisalam swoj komentarz ale chyba cos nie wyszlo wiec wpisuje znow)
Wyglada na to, ze ten caly dlugi tekst to wyraz holdu dla pewnego egregora, najsilniejszego , a jest nim STRACH.
Podobno nie ma nic, czego mozna sie bac- oprocz strachu.
Pozdrawiam.
-
2008/05/29 10:04:10
Wydaje mi się, że źle się Ci wydaje :-)
-
Gość: punk_raca@poczta.fm, abme55.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/07/31 16:02:28
Hmm.. cięzko cokolwiek mi teraz napisać..moze troszkę przeszkodziło, że zaczełam czytac komentarze teraz zamiast od razu zaczać. Lubię Pana blog - tak jakoś od wczoraj.. a szkoda. jutro też nie będzie dla mnie tym czym jest dziś i tego też szkoda. Niemniej - Dziękuję. Zbyt wiele tego co tu napisane mnie dotyczy - czy osobiście i czy mnie dosłownie? :D - więc będe to trawić powoli i napewno wielokrotnie wracać. Zapewne aż straci sens.. pocieszające, że "blog" sie rozwija, zdaje sie żyć. Dzięki takim tekstom nawet niemając świadomości tego "co tu sie (piii) dzieje" ( :) ) można.. a nawet trzeba - sie "pilnować". Choć jeden dzień.. może dwa. U mnie obecnie (poza tzw praca z ciałem czyli głównie hatha-jogą) to co mnie trzyma przy życiu to poezja Rumiego.. chodzi mi po głowie to co przemkneło gdzieś na blogu o Imionach Boga.. mam takie przemyslenia od wczoraj, że moze niekoniecznie o to Imie brzmiące dowolnie chodzi ale o Przymioty, czyli jakim Go Widzimy - Znamy.. moje ostatnio ulubione to Ab Alim.. tak mi się zdaje - pamięta ;) że dopóki potrafię wymieniać przymiotniki doputy jest wszystko OK :D:D Może dlatego plotkowanie tak "uspokaja" ;)
Pozdrawiam czujących klimat
-
2008/07/31 16:16:46
Jak będziesz miał trochę czasu to spróbuj coś napisać o swoich doświadczeniach...to może byc ciekawe
Pozdrawiam
-
2008/08/02 20:10:28
Cóż.. ciekawe by być mogło gdyby było nikomu nieznane.. niczego takiego nie doznałam - zawsze znajdzie się ktoś kto TO czy OWO "poznał" na własnej skórze. U mnie kilka lat temu na skutek zbytniego przeżywania omal nie otworzyła sie skóra po wewnętrznej stroni dłoni - do tej pory nielubie marcowo-kwietniowych świąt.. tylko teraz powątpiewam czy chodzi o ludzi, którzy poddają się "mimowolnie" przedwielkanocnym przemysleniom - czuje, ze chodzi o coś innego. Może 5% ludzkości zdaje sobie z tego sprawe ale jeszcze nie spotkałam nikogo ktoby powiedział o tym wprost. Podejrzewam, że to w pewnym sensie bezpieczniejsze dla jakiejs czesci mnie. Jeśli chodzi o inne "ciekawostki", które przydarzyły sie w owym czasie -2001rok- to napisze tylko jak smutno sie to dla mnie skonczyło. Pusciłam całą energię i odczuwałam to tak jakby wylewało sie ze mnie i trwało to kilka dni.. może kilkanascie, a stawiając kroki "to" wychlapywało nawet przez palce stóp.. koniuszki paluchów wypełnione były zastygła tuż pod naskórkiem krwią. Waga spadła do 38kg z i tak niewielkiej, bo zaledwie 45..i do tej wagi jeszcze mi się nie udało powrócić. Nie będe opisywać jak wyglądała twarz - po wszystkim jeszcze długo borykałam się z lekkim porażeniem jednostronnym, które samodzielnymi masażami udało mi się wyleczyć. Jesli chodzi o to co działo sie w głowie.. chyba nikogo nie zdziwi, jesli napiszę, że nic. Ale jak spiewa lider "Elektrycznych gitar" - w rytmie zachodów- w słowach kamieni- w spojrzeniach ptaków -w mowie przestrzeni rodzi sie spokuj,[tu powinna byc długa przerwa chyba] po jednym roku lecza sie myśli - mnie to nie bierze.. To co moge o sobie teraz powiedzieć, to to, ze jestem swiadoma swojej nieswiadomosci.. i sie tego czasem nawet niewstydze.. pozdrawiam blogowiczów
-
2008/08/02 20:38:58
ahm.. oczywiście to, że feniksx odebrał mnie jako mezczyznę mimo tekstu niedziwi nic :D na codzień ludziska czasem stają i długo drapią sie po głowie zanim dojdą. A i czasem odchodza ze słowami na ustach "ki pieron?" i zamaszyście machajac nikiedy za mna reka.. Jak miałam lat nascie działało to na mnie jak czerwona płachta na byka.. teraz z rzadka też ręką -nieszkodliwie- machne i mam to gdzies.. I noszenie długich włosów dawniej, a i teraz bardziej obcisłych bluzeczek niczego nie zmienia..
-
2008/08/03 22:34:15
..no tak..przegapiłem koncówkę -łam
co to znaczy że puściłas całą energię?
-
2008/08/03 22:49:24
Nie tyle pusciłam, bo chciałam. Raczej czułam jak ze mnie wypływa i działało to b.osłabiająco. Nie wiedziałam tak naprawde co sie działo.
-
2008/08/04 14:57:06
Czy masz jakies wytłumaczenie tego zjawiska wypływu..czy to moze być sprawka egregorów?Co w ogóle sądzisz o pomyśle istnienia egregorów?
-
2008/08/04 17:00:36
zobacz mój komentarz tutaj ctud.blox.pl/2007/04/DUCHOWE-ROZEZNANIE-1.html
co myślę o pomysle?.. nie zastanawiaj sie czy w to wierzyć.. Ale nie uznaję tych bytów-niebytów za "złe"
-
2008/08/05 11:33:23
"hmm.. wszyscy sie zachwycają a mnie odcięło po kilku ostatnich zdaniach.. Skąd pomysł, że Mara się "podczepia"? "
Pomysł zapewne bierze się z przeniesienia doswiadczeń Suligi na doswiadczenie Buddy...interpretacja.
"nie zastanawiaj sie czy w to wierzyć"
dlaczego mam sie nie zastanawiać?? :-)
"Ale nie uznaję tych bytów-niebytów za "złe""
to jakie są?

-
2008/08/05 15:13:03
Może P.Suljan lepiej by to wyjasnił. Byty te w moim przypadku rozwineły moją zdolność akceptacji, empatii i współczucia bez wzgledu na wszystko. Podam Ci przykład jakim jest spotkanie z "nibyagresją" psów na jadącego człowieka rowerem. To czysta reakcja psia. Kiedy poczujesz co tak naprawde powoduje psem biegnącym tuż przy pedałującej nodze zauważysz, że to nie agresja a chęć zabawy- nierzadko w gryzienie :D. Ludzie nie bawią się w gryzienie.. hehe, no przynajmniej realnie :D to też mało trafne słowo. Dopóki nie dotrzesz do prawdziwej przyczyny "agresji" będziesz "odbijał" to co Ci się wydaje. Czyli wzbudzisz swój strach a to spowoduje reakcje łańcuchową u psa, szefa, teściowej, która walnie CIę patelnią :D .. tylkok po to, zbys poczuł wreszcie :D czy masz tesciową, szefa, świadomych tego co się dzieje czy nie..
-
2008/08/06 10:55:38
"oczywiście to, że feniksx odebrał mnie jako mezczyznę mimo tekstu niedziwi nic :D na codzień ludziska czasem stają i długo drapią sie po głowie zanim dojdą. A i czasem odchodza ze słowami na ustach "ki pieron?" i zamaszyście machajac nikiedy za mna reka.. Jak miałam lat nascie działało to na mnie jak czerwona płachta na byka.. teraz z rzadka też ręką -nieszkodliwie- machne i mam to gdzies.. I noszenie długich włosów dawniej, a i teraz bardziej obcisłych bluzeczek niczego nie zmienia.. "
Dlaczego?...czy wyglądasz jak facet??...męska twarz itp?
-
2008/08/06 14:36:39
nie - jestem drobna kobitką.. o to dlaczego musiałbyś spytać tych, którzy tak reagują ;]
-
2008/08/06 14:49:24
...rety..musi być jakis powód...niemozliwe by kobieco i/lub prawidłowo wyglądająca kobitka budziła takie strajki.....
dodam iz motyw "noszenie długich włosów dawniej, a i teraz bardziej obcisłych bluzeczek" zdaje mi sie intrygujący...........
-
2008/08/07 18:30:12
hehhe.. niejestem prawidłowo rozwinięta.. w znaczeniu, że chudzielec, ze mnie - ale to chyba nie jest dobre miejsce na roztrząsanie tego wątku (odebrania mojego pierwszego wpisu przez Ciebie jako od faceta) ;)
-
2008/08/08 10:38:46
"ale to chyba nie jest dobre miejsce na roztrząsanie tego wątku (odebrania mojego pierwszego wpisu przez Ciebie jako od faceta) ;)"
być może....ale wierzaj mi....dużo zdrożniejsze wątki były już poruszane na tym blogu bodziąc bogów i dobre obyczaje.....to się wręcz staje biblią szatana wodzącą młodzież na potracenie.....pisze to 8.8.2008 co nie jest przypadkiem lecz palcem....
Odebrałem Cie jako faceta ze względu na Imię:Punk_raca a to skojarzylo mi się zapewne z punkiem z kogutem co ma kij i rzuca racę......
-
2008/08/08 19:36:55
login przyszedł mi do głowy na wspomnienie Pankracego.. stąd żenska odmiana Pankraca z poczatkiem nawiązującym do Punków... bo lubię taką fryzurke.. leje i grzmi więc uciekam ;)
-
2008/08/09 18:37:18
...leje i grzmi??.....ucieczka...to mi nasuwa obraz scenerji wiejskiej z ludem bojacym się grzmotów i bogów :-O
-
2008/08/09 23:28:47
Dobrze wyczułeś miejsce, z którego piszę. Mieszkam chwilowo w Mogile - decyzję o wzniesieniu klasztoru w Mogile podjęto w 1222 - wsi, w której starych powyginanych biegiem czasu chałup jest prawie tyle co domów murowanych. Podobno pod koniec lat siedemdziesiątych prawie wszystkie z tych domów były kryte jeszcze strzechą. To miejsce, w którym czas zdaje sie stać w miejscu.. Sporą część ziemi Mogiły pochłoneła huta, która tu straszy swoim hukiem, kiedy powinno dać się słyszeć tylko wieczorne świerszczowe koncerty lub poranne pianie koguta.. Wkrótce kilka jej domów zniknie z powierzchni ziemi, bo jakieś 300m od domu, w którym mieszkam ma powstać jakiś węzeł dróg (u wylotu ul.Ptaszyckiego jesli cokolwiek znasz N.Hutę.. no chyba P.Suljan zna nieco). Huta straszy, ale takie są huciane tradycje tej ziemi, bo huty powstawały i działały tu już w początkach istnienia klasztoru. Grzmotów tu bać się nie trzeba ale dośc często w czasie burzy poprostu odcinają napięcie. A burze z racji tego, że to wzgórze nadchodzą niespodziewanie i częściej niż trochę niżej, a zaledwie kilka km stąd w stronę Centrum Nowej Huty. Zabobonna nie jestem, niemniej spadający deszcze prawie zawsze przynosi ulgę mojej głowie. Dość czesto czas przed "puszczeniem wody" przez chmury jest dobrym czasem na ważne pytania i przynosi konkretne odpowiedzi...
-
2008/08/11 15:07:59
Już sama nazwa wsi świadczy o niej...no cóż...pobyt w niej traktuj jako element inicjacji szamańskiej;pobyt w mogile.....pobliska huta tez by sie do czegoś przydała-ale czytaj u Eliadego w "kowalach i alchemikach".....
"spadający deszcze prawie zawsze przynosi ulgę mojej głowie"......wyczuwam wątek mokrego podkoszulka .....
Nie nudzi Ci sie w takiej wsi??..ja bym sie zbiesił....najwyraźniej miastowy jestem.....
-
2008/08/11 22:05:17
Taki sobie zakątek.. ludzie tutejsi niebardzo wiedzą co z sobą robic -dzieciaki niemają ani jednej huśtawki ani boiska.. rejon, który objety być powinien wysiedleniami przez skarzenie z huty..ale ludziska zostały.
Ja sama się nie nudzę, bo pracuję 22 dni w mies po 8h - ciągle nie na siebie. Ciągle dla kogoś. A jak się nudzę palę świeczkę moim egregorom :D hihi
Inicjajce chyba niezależą od miejsca ale od splotu wydarzeń raczej. Nie wiem o co chodzi z mokrym podkoszulkiem (??) - zdanie odn deszczu i uldze, kiedy już spadnie dotyczy mojego bólu głowy i naporu pytań tzw egzystencjalnych, które temu towarzyszy często, zapowiadających deszcz... lub inną nagłą zmianę pogody
Eliadego chętnie bym przeczytała.. tylko jedną jego pozycje łykłam sporo lat wstecz i nawet tytułu nie jestem w stanie sobie przypomniec.. :/
-
2008/08/12 09:59:58
"Nie wiem o co chodzi z mokrym podkoszulkiem (??) "
..otworzyłem kontemplacyjną przestrzeń perwersji...... :-O
" pracuję 22 dni w mies po 8h - ciągle nie na siebie"
...spłacasz kredyty bankowe??...a może dzieci masz?

-
2008/08/12 22:13:16
Cóż.. w takim zakładzie jak dawna huta Lenina ludzie pracujący powiedzmy 10 lat mają stawkę miesięczną kilkaset zł niższą od swoich kolegów i koleżanek pracujących kilka lat więcej, robiąc dokładnie to samo. Ewenement na skalę światową chyba. Licząc skromnie przez te 10 lat "huta matka" (jak ja nazywa mój tata) pozbawiła mnie około 36000 (licząc średnią stratę około 300zł miesięcznie jakie mogłabym zarobić gdybym miała "przeciętną stawkę" od 1998r). Pracowanie dla przedsięborcy nie jest jak dla mnie pracowaniem "na siebie". Niestety "mój Pan" (czyt. egregor) widzi narazie tylko taką dla mnie rolę. :D
-
2008/08/13 10:18:54
To może do Warszawy warto byłoby wymknąć się?Tam podobno praca zawsze znajdzie się.....tylko trzeba jakieś lokum mieć.....
-
2008/08/13 11:40:03
W Warszawie nikogo niemam więc po co? Na moje skromne potrzeby średnia krajowa wystarcza...
-
2008/08/19 15:37:55
A jak trafiłaś na tego bloga?Mnie tu skierwował podczas dramatycznej wymiany listów Max Bojarski sądnego 15 maja roku 2006 o godz.18.41 nie wiedząc w swej antropozoficznej ufności jaką feniksxjadę i apokryfjadę na ctud sprowadza....
Skomentował także kilka dni później moją wymiane listów z JWS gdzie Suliga pytał dlaczego zajmują sie praktykami duchowymi:
'Jestem pełen uznania dla pytania JWS: "Jeśli z potrzeby, to prosze zlokalizować na swoim ciele miejsce, gdzie się ona najsilniej wyraża... " - myslę, że dotyka sprawy podstawowej. Np łączy się z kwestią czy jest to to samo miejsce, w którym czuje się Pan najbardziej sobą'
-
2008/08/27 22:04:32
Hmm.. troszkę mnie niebyło. jak trafiłam? zupełnie przypadkowo szukając jakiegos hasła zapewne przez google lub przeglądając blogi. Oj, maj2006? to dość długo tu gościsz. Hmm.. co do cytatów: praktyka duchowa jako potrzeba ciała? czy dobrze zrozumiałam?
-
2008/08/27 22:08:18
nie nie...ciało jako wskaźnik,narzedzie do diagnozy tego o co naprawdę chodzi ,tego co dzieje się...
-
2008/08/28 13:24:56
Wiesz.. dla mnie ciało (fizyczne do mentalne) to mądre zwierze, które zrobi wszystko aby przetrwać.. nie zwarzając na przeszkody ani na to do czego dąży "cała reszta"mnie - Nic więcej. Na tym co ciało "może" wskazywać można się nieźle przejechać. M.in. ufając tzw egregorom. Jesli chodzi o wskazanie miejsca w ciele (ciałach), w którym czułabym sie najbardziej sobą - gdybym je znała wbiłabym tam nóż. ;)
-
Gość: Marcin, ppp-58-9-152-136.revip2.asianet.co.th
2009/07/14 14:32:57
Bardzo zaciekawil mnie temat tych lekcji i mam trzy pytania w zwiazku z tym:
Pierwsze pytanie:
Skoro egregory kryja sie pod roznymi systemami "rozwoju" np. Chrzescijanstwo, Buddyzm, Taoizm, Hinduizm (nie dzielac tego jeszcze na "rodzaje drog" to jaka duchowa "aktywnosc" najlepiej uprawiac w celu rozwoju, samodoskonalenia co jednoczesnie bedzie "zdrowe" pod wzgledem egregorow (bedzie ograniczalo kontkt z nimi, ich wplyw, itp.).?
Drugie pytanie:
Czy np. ludzie praktykujacy Zen, Yoge, Vipassane, Tai Chi itp. sa skazani na egregory wraz z wszystkimi "batami" z racji samej praktyki (czy bedzie to dla nich cos toksycznego, "niezdrowego", wyniszczajacego) czy zalezy to od tego jak to praktykuja?
Trzecie pytanie:
Jesli odp. na drugie pytanie brzmi "zalezy to od tego jak to praktykuja" to na co powinni zworcic uwage zeby robic to "zdrowo" i z kozyscia?
-
Gość: jamgru, dynamic-78-8-26-221.ssp.dialog.net.pl
2009/07/29 00:17:51
No cóż, autor na podstawie kilku czy kilkunastu przypadków ludzi, którym jakaś terapia reinkarnacyjna się niepowiodła i pewnie jakichś opowieści, bo sam takich doświadczeń nie posiada próbuje jako specjalista wypowiadać się o tym jak to ludziom majacym wspomnienia reinkarnayjne odwala. jak świat, praca, rodzina czy związek staja się nieważne. To jest dość powszechna "schizofreni w społeczeństwie europejskim bez wspomnień reinkarnacyjnych.
Ja natomiast znam pewnie kilkadziesiąt albo i więcej ludzi, którzy dzięki oczyszczeniu przeszłej traumy uwolnili się od braku zainteresowania swoim życiem i wzięli za nie odpowiedzialność. Tak więc ta część klasyfikacji autora z cz. VII jest zbudowana na niedostatecznych źródłach, więc jest nieprawdziwa.
Ale cały cykl ciekawy.
-
2009/07/29 20:29:08
Te wpomnienia mogą mieć źródło tylko w podswiadomości...problemy z tego zycia ubrane w szatę reinkarnacyjną i symboliczną
Ale też....mogą być skuteczne i zarazem być inspirowane,tworzone przez egregory...po to zeby przyciągnąc w dalszej perspektywie ludzi do nich....czemu nie?
-
Gość: feniksx, nat1.mnc.pl
2009/08/09 17:17:34
Spotkałem się z opinią że Suliga głosi takie poglądy ponieważ w swoim poznaniu doszedł tylko do niższych światów,o niskich wibracjach,czyli był o ile dobrze pamietam w tzw. "bardo".
Jest to pogląd Beaty B. nauczycielki medytacji i psychoterapeutki z Łodzi.Bez wątpienia jest to osoba która wyróznia się w światku ezoterycznym.Idzie ona drogą serca,czyli bhakti i "uprawia" duchowość rzeczywiście na poziomie wyższym niż większość poszukiwaczy.Jest autentyczną reprezentantką duchowości....Komunikatywna, sympatyczna i panująca nad swoim życiem całkiem nieźle...nie wygląda na wariatkę czy opętaną....
Poglad który głosi może być prawdziwy....l ma to jakiś sens.
Jest tylko pewien problem....
Ta sam osoba wierzy,jest przekonana że Jezus żył w Indiach.Nie wiem czy ma na myśli przed ukrzyżowaniem czy po...może i jedno i drugie.Tak więc Jezus ma być reprezentantem duchowości indyjskiej a jego grób jest w Kaszmirze.Beata lubi się tutaj powoływać na Sai Babę. Ale szane że tak było są minimalne...taki pogląd kojarzy się z myśleniem opartym na iluzjach i życzeniach (Beata jest mocno związana z Indiami i uwielbia tam wyjeżdżać...)
Po drugie, kilka lat temu byłem razem z Beatą na warsztatach Mary i Alana Earle z Australii:
www.epokaserca.pl/index.php?/plain/nauczyciele_milosci__1/mary_i_alan_earle_pielgrzymi_milosci__1
Widziałem Beatę jak siedziała tuż przed Mary...można powiedzieć u jej stóp, w pozycji medytacyjnej z dłońmi skierowanymi wnętrzem ku górze.Czyli przyjeła pozycję uczennicy....co się normalnie nie zdarza,przeważnie jest odwrotnie...to Beata wystepuje jako autorytet i nauczyciel...
A nauczanie i opowieści Mary były takie: że spotyka się i rozmawia z Jezusem który przybywa do niej na złotych statku czy statkach w otoczeniu o ile pamietam innych istot,że Jezus uniknął śmierci i dokończył żywota w indiach itd. .....
W jednym z uczestników warsztatu Mary poznała swojego zmarłego wnuka (nową inkarnację zapewne).Chłopak był żebrakiem który podobno bardzo dużo przeszedł, na spotkanie dostał się przypadkiem....Otrzymał bardzo duże wsparcie ze strony orgaznizatorów warsztatów i przez przynajmniej pół roku żył "od nowa",robiąc wrażenie szczesciarza i innego czlowieka...Niestety po jakim czasie stoczył się z powrotem i wrócił do dawnego stylu zycia...
Mary jest sympatyczna i cieszy się bardzo dużym respektem...ale to co opowiada brzmi bardzo fantastycznie i dziwacznie
Po co się tak rozpisuję?...ponieważ taka opinia o Sulidze jest podejrzewam dość powszechna i brzmi całkiem nieźle, ale osoby które ją głoszą same wydają się zanurzone w dziwnym swiecie i głoszą coś co kojarzy mi się ze światem snu,fantazji,myślokształtów...czyli jakimś niskim astralem utkanym z naszych marzeń i lęków..a więc czymś w czym Suliga miałby się taplać
Coś co wydaje się w pierwszej chwili rozsądne i ok przy bliższym poznaniu robi wrażenie bardzo podejrzane.....to w końcu gdzie jest ktoś kto naprawdę był w wyższych światach?? :-))
Warto pozastanawiać się nad takimi sprawami.....Jak wysłuchasz opinii fajnej osoby czy fajnej grupy....czy też zapoznasz się z panujacymi ogólnie opiniami..usiądź spokojnie i włącz samodzielne myslenie i myśl kierując się żelazną logiką a nie wydeptanymi ścieżkami ;-)
To tyle pisaniny zrobionej w biegu......

-
Gość: suljan, afeb35.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/08/10 17:00:51
Feniksx, dzieki za ciekawą opowieść :-) Opiniamni ezoterykow o mnie sie nie przejmuje. Poza tym i tak siedzę w "niskim bardo", więc na nie zasługuję, hi hi hi...

Jamguru, nie twierdzę, ze reinkarnacja nie istnieje, nie twierdzę też, ze istnieje. Stwierdzam tylko, że ten rodzaj doświadczeń z reguly odcina nas od "tu i teraz". Piszac o ludziach, " którzy dzięki oczyszczeniu przeszłej traumy uwolnili się od braku zainteresowania swoim życiem..." sam nieopatrznie przyznajesz mi rację :-)
Doswiadczenia reinkarnacyjne mialem ( dla ścisłosci ).
Rozumiem, żeś "oswiecony", ale błagam - czytaj uwazniej moje teksty, jesli chcesz je krytykowac. Jesli nie - również :-)

Marcinie, na Twoje pierwsze pytanie odpowiadam w dziale DUCHOWE BHP ( rozeznanie duchowe, swiadomość rozrózniająca itd. ).
Pytanie 2 - duchowe uzależnienie nie zalezy od rodzaju praktyk.
Pytanie 3 - patrz p. 1.
-
2009/08/19 18:16:23
FESTIWAL....
czyli prostaczek u bram gnozy
lub
sielanka obrazoburcza
( migawki z XVII Łódzkiego Festiwalu Zdrowia, Wróżb i Niezwykłości z kwietnia 2009 roku i nie tylko)
www.mtl.lodz.pl/web/index/getpage/page/1285


Najbardziej utkwił mi w pamięci pan Kazimierz Karwot,
Kazimierz Karwot, breatharianin, czyli człowiek, który nie je, a odżywia się praną - siłą życiową czerpaną z wszechświata. W 2001 roku przeszedł 21-dniową inicjację, po której całkowicie zrezygnował z jedzenia, a jego ciało i duch weszły w nowy wymiar.
Braetharianin pochodzi z Górnego Śląska. Zanim zaczął "odżywiać się światłem" przez dwa lata żył na łonie natury. Próbował iść drogą świadomego rozwoju duchowego. Inicjacji poddał się żyjąc w bardzo skromnych warunkach na skraju wsi Pokrzydowo w Brodnickim Parku Krajobrazowym.
- Czas i przestrzeń dla mnie nie istnieją - tłumaczy to, co osiągnął. - Mogę się poruszać z prędkością światła, we wszystkich wymiarach równocześnie.
Kazimierz Karwot zajmuje się analizą zdrowia na poziomie fizycznym, psychicznym i intelektualnym. Specjalizuje się w zabiegach leczniczych, masażach, uzdrawianiu praną.
lodz.naszemiasto.pl/wydarzenia/919635.html

zob. też:
www.wm.pl/index.php?ct=nowemiasto&id=873665

Utkwił zarówno ze względu na aparycję jak i śmiałość tego co głosi....
Pierwsze wrażenie było trochę niepokojące gdyż pan Kazimierz wykładał głosem chropowatym, jaki mają osoby pijące alkohol ...to było moje pierwsze skojarzenie. Ale i wygląd pana Karwota budził skojarzenia z biednymi, proletariackimi dzielnicami, z mężczyznami okupującymi bramy takich kamienic (piszę o twarzy i sylwetce, a sylwetka tak w ogóle niepozorna bardzo).....ale wygląd oczywiście nie musi świadczyć więc zostawmy to.....wiem że nie powinienem tak pisać... Tak w ogóle to pan Karwot nie wyglądał na złego człowieka....
Na wykładzie zrobiło się gorzej a nastrój na sali poszedł w stronę chyba nie za bardzo po myśli wykładowcy kiedy pan Karwot stwierdził że niczego się nie boi i mógłby na przykład znaleźć się w grzybie wybuchu bomby atomowej i wyjść bez szwanku gdyż panuje nad każdym poziomem swojego istnienia, także materialnym...
Trzeba przyznać że Karwot wygłaszał takie rzeczy w sposób składny (a także skromny biorąc pod uwagę moce jakie posiadał ,stopień zaawansowania duchowego oraz to co mógłby zrobić gdyby tylko chciał...np. świsnąć mi kasę z portfela albo zedrzeć kiecki z kilku dupen... ee... to znaczy, kobiet na sali) i bez zająknięcia czy namysłu, tak po ludzku...naturalnie.... aczkolwiek przeważnie w sposób dość prosty, bez upiększeń ...językiem popularnym.....co wyglądało trochę komicznie...duchowość i oświecenie wykładane łopatologicznie językiem ludu...Przyznaję że słuchając wykładu i widząc wspomniane wcześniej fizyczne warunki pana Kazimierza nie byłem w stanie powstrzymać uśmiechu, co było widoczne dla wykładowcy...chyliłem głowę ile się dało ale i tak na pewno wszystko widział...mam nadzieję że Bóg mi wybaczy.
Nastrój wykładu popsuł także pewien niegodziwy śmiałek który zapytał wykładowcę, że skoro niczego się nie boi to dlaczego był taki podenerwowany na początku spotkania. Ja nie byłem na spotkaniu od początku ale zaiste pan Karwot przez cały czas przestępował z nogi na nogę, dopiero po tej uwadze swe manewry stopniowo opanował...Na uwagę słuchacza odpowiedział : -aj tam,.... I dalej wykładał...
O tym grzybie atomowym to pan Kazimierz wypowiedział się w kontekście czekających nas niebawem zmian ,czyli katastrofy którą przeżyją tylko nieliczne ,niezniszczalne wysokowibracyjne czyste osoby, m.in. także on.
Rzecz jasna pan Karwot od dawna nic nie je, ale to oczywiste na tle jego wszechmocy....
Opowiadał też że ma opiekunów duchowych i takie różne...normalka....
Na koniec wykładu kolejny niegodziwiec poprosił żeby pan Karwot włączył siłą woli telewizor stojący na sali ten jednakże szlachetnie odmówił twierdząc że tego typu moce nie służą temu żeby komuś imponować czy do popisów i zabaw......
-
2009/08/19 18:21:28
Po tym wstrząsającym spotkaniu udałem się w tłum by podziwiać stoiska (ach te długowłose, ciemnowłose ,wyminiówkowane, opalone wróżki....ale cóż; leżeć!: nie dla psa kiełbasa...) i oto spotkałem faceta (obecnie nie pamiętam imienia) którego mijam już chyba od 10 lat (kiedyś często w Astro-3) i bywa że zamieniam z nim kilka zdań. Jest to człowiek który podobno miał ciężkie przeżycia (dzieciństwo jak podejrzewam...tak w ogóle to nadal mieszka z mamą i podobno żywi się głównie suchymi bułkami...w co wierzę; jego oddech doprowadza mnie na skraj uduszenia z braku tlenu...a bułki jeść musi bo ma zdaje się kłopoty ze znalezieniem pracy... ) a od dawna już bardzo intensywnie wykonuje praktyki duchowe, m.in. mantry, wizualizacje... .
W związku z nim pamiętam takie historie: opowiedział mi kiedyś że był już w nirwanie ale wyszedł z niej (coś mu tam nie pasowało czy jakoś tak...).Innym razem tak intensywnie wizualizował światło (chyba spływające z góry) że zaczął się troszkę fajczyć. Kiedy indziej stwierdził że kiedy rozkłada karty z aniołami Cecudy to stawiają się wszystkie, tych aniołów jest chyba z 80, no to ma dużo znajomych! Ten pan to może być jedną z kluczowych postaci na naszej planecie jak się zdaje.....Na wszystko patrzy z góry, ale skoro był w nirwanie to się nie dziwię (....aczkolwiek ostatnio robił wrażenie mniej wyniosłego....no i pożyje jak twierdzi jeszcze tylko kilka lat...a to jest oznaką że nie jest na najwyższych wibracjach...ale o tym za chwilę...) Ma też wydaje się dużo do opowiedzenia na temat spisków i tajnych operacji rządu USA oraz grup terrorystycznych (tak w ogóle to należy do grupy wtajemniczonych która wierzy że ludzi zrobili przybysze z innych światów i że istnieje tajny rząd który steruje całym światem...znaczącym epicentrum tegoż towarzystwa jest astro-3...dopiero osoby na bardzo wysokim poziomie rozwoju rozumieją że bogowie to ufo jak obwieściła kiedyś pewna uczestniczka medytacji z Mirko Fernandezem Sanchezem na której też miałem zaszczyt być)
Mimo wszystko często przed nim uciekam lub udaję że go nie widzę gdyż o swojej duchowości, możliwościach i przygodach opowiada nie pytany i nie prowokowany (chciałoby się powiedzieć: oto mistrz szukający ucznia....) i mówi dużo i szybko (aż do piany w kącikach ust) i jest to istny potop duchowych wyczynów, wrażeń, informacji o końcu świata, piramidach... staje nad ofiarą i ani myśli przestać....(są tacy co chłoną jego słowo...ale o tym za chwilę...) Nachalność i wyniosłość...ciekawa mieszanka :-)
Uwaga: kiedyś byłem z nim kilka razy na medytacji w Astro-3 która polegała na tym że pewna dziewczyna siedziała sobie i śpiewała (całkiem ładnie...) w języku nikomu nie znanym (nawet jej samej) a my słuchaliśmy i każdy coś tam sobie majstrował. Cel medytacji nie był podany i nikt o to nie pytał, może też nikt go nie znał....Któregoś razu wracaliśmy z medytacji razem z tą dziewczyną , i oto nasz kolega obwieścił że pod Galerią Łódzką jest baza ufo...(po wahaniach robię tam zakupy nadal...i to na najniższej kondygnacji, czyli w Tesco...ufole są tuż tuż...a ja nic...rozumiecie?!....i tylko do koszyczka ładuję te wody mineralne, pastę do zębów, czekoladkę i inne takie i drepcę jak gdyby nigdy nic.....dacie wiarę??!) , dziewczyna słuchała z uwagą.....ja czułem pewien dyskomfort, ale wtedy jeszcze spychałem takie wrażenia na margines, na później.
-
2009/08/19 18:25:00
Może nie powinienem tak pisać, bo ten człowiek to widzi o czym mówi, przy tych wszystkich warunkach rzeczywiście jest w stanie jak sądzę, oglądać przynajmniej w jakimś stopniu aurę człowieka...tych ufoli też pewnie tak czy inaczej widzi. Kiedy opowiada swoje historie, oj tak się mocno przygląda...Wyczuwa rożne energie.....kiedyś zamiast czytać książkę okultysty Bo-Yin-Ra (który ma być wg niego największym okultystą świata) przesuwał dłonią nad tekstem ładując się energią. W środowisku łódzkiego okultyzmu jest to postać troszkę znana i ciesząca się chyba pewnym uznaniem czy uwagą, np. widywałem go przy poważnych rozmowach z panem Maciejem Ł. z Astro-3 (np. komunikował tak z rok temu panu Maciejowi co się dzieje z Bin Ladenem, komunikował jak się domyślam na podstawie spostrzegania pozazmysłowego. Maciej słuchał ku memu zaskoczeniu...mnie się nie chciało....) pewnie rozmawiają sobie dużo o naszych okupantach...czyli ufolach. (jakiś szacunek u Macieja ma skoro ten powoływał się na jego pozytywną opinię kiedy zastanawiałem się nad kupnem kart anielskich Cecudy) Może to jest taka jakaś duchowa partyzantka lub ruch oporu. Jak na razie nie przystąpiłem do nich choć już mieli na mnie baczenie czy może łapię na jakim świecie tak naprawdę żyję....
Ale wracając do festiwalu...
Więc...tym razem nie uciekłem bo miałem dużo czasu i byłem gotowy na wszystko. Zaczęliśmy rozmowę i już po chwili pojawił się temat kataklizmu w roku 2012.Otóż, coś tam mówiłem o tym co będzie za kilka lat a tu kolega obwieścił na to że będziemy wtedy parą...ups!... Przestań świntuchu!- zaprotestowałem, lecz wnet okazało się że kolega ma na myśli stan naszych ciał fizycznych po wielkiej przemianie w roku 2012...ulga!!....Powiedziałem mu na to że wrócimy jeszcze do tej rozmowy za 3-4 lata i przypomnę mu te objawienia.....Stwierdził że przeżyje tylko niewielka część ludzkości (nie pamiętam jaką podał liczbę, może 2000?).
Facet jest nie wykształcony a porusza tematy kosmiczne i ostateczne....mówi z lekka topornie, jakby troszkę dukając... jego opowieści robią w ten sposób dość szczególne wrażenie...ale mają wartość dla niektórych jak widziałem. I wyraźnie stawia na prostotę...prostaczka bożego....no bo cóż mu innego pozostało?...w ten sposób niestety bywało iż zdawał się pyszny...
Kiedyś Suljanie napisałeś:
Tak się jednak jakoś złożyło, że będąc z zawodu etnografem sporo na wsiach bywałem i ludzi prostych a mądrych poznałem, kilku z nich uznając wręcz za swoich "mistrzów" w tym sensie, iż nauczyli mnie paru rzeczy, w tym również tego, iż Boga nie znajduje się w księgach i kościołach, ale we własnym sercu, w ludziach i w świecie
Może to o to chodzi....taki prostaczek okultyzmu......
No i facet dużo może...podobno kiedyś obraził się na sklep spożywczy.... źle mu chyba wydano pieniądze...i zapowiadał że spali sklep, oczywiście za pomocą magii...aż ciarki przechodzą.... :-O
Ma dużą wiedzę o demonach.....bardzo zachwala książki pana Zbigniewa Jana Popko. Pamiętam jak rozpoznał w dzieciakach które przeszkadzały w pewnej wspólnej (takiej dla ogółu) medytacji demony.....
-
2009/08/19 18:34:01
A dalej.....
Udałem się na wykład Leszka Weresa największego astrologa Polski (a może świata?...lecz o tym niebawem...) który corocznie ozdabia swą obecnością targi.
Ludzie!!...Co tam się nie działo: ...widziałem gigantyczne fale zalewające miasta, widziałem śmierć tysięcy z rąk terrorystów islamskich, wędrówki ludów, ufoli...i to wszystko w niecałą godzinkę i za darmo! Usta pana Weresa wyrzucą z siebie każdą historię..... a umysł jego wchłonie nawet najbardziej nieprawdopodobne pomysły tak by to wszystko przemielić i wydać na świat siejąc zgrozę, trwogę, podziw i inne temu podobne reakcje! Wszystko do wszystkiego pasuje i wszystko siebie nawzajem wskazuje....a lud boży na kolanach słucha.....
Pan Weres roztoczył wizję zagłady porządku i cywilizacji ,co ma się stać już niebawem. Powodzie, zamachy terrorystyczne...wizja co chwila przerywana brawurowymi dygresjami ...ale generalnie przebieg spotkania był stonowany...w poprzednich latach bywało dramatyczniej i tłumniej...zwłaszcza po zamachach na WTC w USA (podobno Weres przewidział te zamachy na kilka dni wcześniej...tę informację mam od kogoś kto jest bardzo sceptyczny wobec Weresa i zna się na astrologii...ale inne jego przepowiednie nie sprawdziły się jak np. rozpad Szwajcarii-to też wiadomość z wiarygodnego źródła)
Pan Leszek nie raz dawał wyraz swym spostrzeżeniom i wiedzy iż jest obserwowany przez wrogie siły (rządowe, ufolskie, rządowo- ufolskie?) i są przeciw niemu knute spiski tak by nie wydał następnych książek i nie powiedział za dużo, bo to co mówi obnaża prawdę o świecie i jego władcach (on też należy do grupy wtajemniczonych ).Nawet wydawałoby się przypadkowe i błahe (dla prostych ludzi) wydarzenia odczytuje jako znaczące i być może wymierzone w jego znaczącą osobę...
I oto stało się!.... zauważył że kobieta siedząca w pierwszym rzędzie nagrywa wykład!! Zdenerwował się i kazał przerwać nagrywanie Po czym skomentował że nie wiadomo kto zapłacił tej osobie za nagrywanie. Niestety....o zgrozo!!.....dramaturgia sceny została popsuta przez dwie kobiety siedzące też w pierwszym rzędzie: zaczęły bezwstydnie chichotać i skomentowały że ta osoba po prostu sobie nagrywa. (obawiam się że to też mogły być agentki...rechotały dla zmylenia! rozumiecie?...precyzyjna akcja, majstersztyk, wszystko przewidziane; w razie wpadki plan B...) Na to pan Weres zirytował się ale dzielnie kontynuował wykład. Czy osoba nagrywająca mogła być szpiegiem np. ukrytego światowego rządu lub obcych, a może to ABW lub inne służby złaknione wiedzy mistycznej...kto wie...kto wie...?? Wyglądała zupełnie normalnie i milczała ale wiadomo że służby wywiadowcze mają świetnie wyszkolonych agentów o różnej fizjonomii. Moim zdaniem mogła to być również Obca albo Nefilim w skafandrze człowiekopodobnym.
Być może wszyscy byliśmy w tym momencie o krok od śmiertelnego niebezpieczeństwa i tylko zimna krew pana Weresa ocaliła nas....
-
2009/08/19 18:39:46
No ale pan Weres nie pierwszy raz był w tak straszliwej sytuacji.... Pamiętam jak mi opowiadał znajomy (jestem pewien że to prawdziwa historia) że kiedyś Weres na wyjazdowej szkole astrologii któregoś razu podczas wykładów źle się czuł i twierdził że poprzedniego dnia przeżył atak złych duchów (czy też mocy...).Mój znajomy widział poprzedniego dnia pana Weresa jak pijany nie mógł trafić kluczem w otwór zamka pokoju hotelowego....
No i ta historia opowiedziana przez pana Maćka Ł. (mam zaufanie do tej relacji...) o tym jak był na wykładzie Weresa (zapewne jeszcze w latach 90-tych) i jak Weres opowiadał jak to się dostał na teren tajnej bazy wojsk amerykańskich, został złapany i wyrzucony z niej. Wstrząsające!...mogli wszak pana Weresa zabić w tej bazie!!.... Pana Maćka zastanowiło to że opis bazy był powtórzeniem tego co zawierała właśnie świeżo przetłumaczona na język polski książka (nie wiem jaka, nie pytałem ale zapewne była to książka o bazach wojskowych lub tajemnicach rządu USA)
Tym razem na wykładzie pan Weres nie sprzedawał swoich książek .Dobrze są napisane te książki...
Ok. roku 2000 żona pana Maćka (jest zawodowym astrologiem) opowiadała mi że kiedy porównała jego Homo-zodiakus z nieprzetłumaczonymi na polski książkami słynnego astrologa Dane Rudhyara okazało się że w książce Weresa są całe partie tekstu przepisane z książek Rudhyara.
Ta kobieta twierdzi że cały czar mistrza prysł dla niej w tym momencie.....Ale ja myślę że jeśli tak jest to najpierw te kawałki napisał pan Weres a następnie egregory przeniosły się w czasie do tyłu i podpowiedziały wszystko Rudhyarowi...ok.?
Słyszałem też że za pomocą symboli astrologicznych Weres opowiada przeróżne rzeczy... dość śmiało manipulując faktami i datami...przypisze danej osobie to co trzeba i wszystko gra.....
Pan Weres jest dobrym mówcą i wykorzystuje to by wprowadzać na sali nastrój spiskowy, tak jakbyśmy wszyscy stali na skraju przepaści w którą wpadniemy niechybnie w ciągu najbliższych lat, sypie licznymi dygresjami, komentuje wydarzenia światowe sugerując że zawierają one w sobie drugie dno, ogólnoświatowy spisek i coś jeszcze...przeważnie nie dopowiada co ale czuję że jest to coś potwornego i boję się! Nie ma przypadków, wszystko jest zaplanowane i uknute! Większość jego wykładów (a troszkę bywałem od 97 roku) wyglądała tak że więcej energii i czasu szło na podkreślania jak mało mamy czasu na omówienie tematu, jak tematyka jest złożona, jak sytuacja że się spotkaliśmy jest doniosła (zaszczytna i niepowtarzalna), na dramatyczne wstępy i na inne wypowiedzi (często na tematy osobiste, np. zdrowie wykładowcy) które podgrzewały atmosferę i tworzyły nastrój wyjątkowości, spiskowania, ukrywania się, odkrywania przerażających sekretów (np. duże uszy rzecznika Jerzego Urbana i kardynała Józefa Glempa....sądzicie że to przypadek??...o naiwności ludzka!!!), tajemniczości, zagrożenia (czyhającego przede wszystkim na autora wykładów)....ale konkretów przeważnie było mało.

-
2009/08/19 18:43:19
Były też rozczarowania:
Niestety tym razem na targach zabrakło mistyka i uzdrowiciela na widok którego zawsze ogarniał mnie uśmiech: Andrzeja Nikodemowicza, który sprzedaje płyty cd z muzyką (głównie elektroniczną). Muzyka ta kojarzy mi się przeważnie z popłuczynami (jest tworzona przez niego lub innych wykonawców z kręgu jak mi się wydaje new age) ale pan Nikodemowicz zachwala ją jako dzieła niezwykle głębokie i duchowe o doniosłym przesłaniu...zawierające wyższe harmonie i precyzyjne konstrukcje (a robi to w niepowtarzalny sposób...z takim, powiedziałbym, wdziękiem...) W najlepszym razie ta jego muzyka to miły pop lub sterylne buczenie być może pozwalające łatwiej usnąć. Zabawne jest to że Nikodemowicz wierzy w to co mówi...takie mam wrażenie....a nawet jeśli chachmęci to jest to fascynujące na swój sposób.....To jego namaszczenie, kiedy włącza jakieś plumkanie lub elektroniczną kaszkę i wykłada że oto mamy do czynienia z dziełem cudownie duchowym przeznaczonym tylko dla wybrańców. Mnie już uznał za znawcę bo kupiłem u niego kilka razy drogie płyty sprowadzone z zagranicy ale to co kupiłem to produkcja w stylu np. Oliver Shanti....czyli duchowy pop, pseudoszamański, pseudoindiański...ale jak najbardziej sympatyczny oczywiście :-)
No ale przy tym wszystkim pan Andrzej jest jak się zdaje sprawnym handlowcem i interes się kręci
Kiedyś miał także wykład czy może warsztat w Astro-3 i podobno bardzo dobrze mu poszło....ludzie zrelaksowali się autentycznie czy jakoś tak....
Właśnie wszedłem na jego stronę
www.sekret-zycia.pl/
i od razu jest mi weselej :-))
Nikodemowicz jest współautorem Muzycznych witraży.. dzieła będącego od wielu lat w sprzedaży ..hi hi hi hi....Boże Okultyzmu.....przebacz mi... :-D
www.dobreksiazki.pl/b1453-muzyczne-witraze-zaginiona-atlantyda.htm
To połączenie piękna i harmonii natury, otwarcie się na bezgraniczną miłość. To również pozytywna przemiana jak dokonuje się w słuchaczu.
Słowa Andrzeja Nikodemowicza i muzyka Jacka Gałuszki stanowią jedną całość, która swoim brzmieniem urzeka i zastanawia. Przede wszystkim jednak koi, oczyszcza myśli, uwalnia pokłady optymizmu, wypełnia miłością i wiarą w siebie. :-DD
-
2009/08/19 18:48:18
Zabrakło mi też pana (imienia i nazwiska nie pamiętam ) który sprzedawał m.in. zdjęcia paranormalne pokazujące podobno niezwykłe zjawiska, objawienia....aczkolwiek ktoś się kiedyś przyczepił do tych zdjęć mówiąc że on może bez trudu sam spreparować takie efekty. No nic....
Ale za to ten człowiek widział na wykładach obok słuchaczy ich zmarłych krewnych...to co widział miało jakiś rzeczywisty związek ze zmarłymi bo osoby u których to opisywał były wstrząśnięte i potwierdzały informacje jakie posiadał...jakąś aurę też widział zapewne...W ogóle to był szczególny facet, wysoki, trochę dziwnie zbudowany, przeszedł śmierć kliniczną, pochodził ze śląska, raczej słabo wykształcony. I tak opowiadał po swojemu o duchowości i przedziwnych wydarzeniach...prosto i niewyszukanie :-)
Zawsze na spotkaniach dostrzegał u słuchaczy przedziwne rzeczy: np. krzyż na czole, stojące obok postacie i mnóstwo innych dziwów których już nie pomnę. Kiedyś stwierdził na wykładzie który był także zabiegiem energetycznym że jedna z siedzących na salom osób pozbyła się kamieni w nerkach...nie podał która. O ile pamiętam miał też intensywny kontakt z Jezusem i Ojcem Pio. Twierdził że zdarza się na wykładach iż jego ciało zmienia się...np. wydłuża ale osobiście nigdy tego nie widziałem.
Myślę że chciał dobrze dla ludzi i rzeczywiście coś widział ale to nagromadzenie symboli i postaci przytłaczało :-)
Niezwykła mieszanka chrześcijaństwa i okultyzmu.....

Oczywiście na festiwalach dzieję się też bardziej stonowane rzeczy jak np. zbiorowe zabiegi bioenergoterapii (przeważnie nuda...) i bywają osoby robiące normalne wrażenie...skupiłem się na tym co pikantne :-)

Generalnie w okultyzmie widać bardzo silne dążenie do niezwykłości, wyjątkowości, cudowności i zwykle dochodzi do przekroczenia granicy rozsądku....zaczyna się wierzyć we wszystko, wręcz kolekcjonuje się to co jest pod prąd i na przekór obowiązującym schematom.....podejrzewam że sytuację może jeszcze pogarszać jeśli okultysta żyje z okultyzmu i zamyka się w świecie własnych przeżyć i osób podobnie myślących.
Podłożem takiego podejścia jest często brak inteligencji i/lub braki w wykształceniu Ale też (i jak widziałem) tego typu informacje lub wizje przychodzą do człowieka z tamtej strony, czyli jak kto woli: od fałszywej jaźni, śmietnika podświadomości, złych duchów, egregorów....
Intencje nie mają znaczenia.....osoby z dobrymi intencjami też wygadują bzdury, tyle że pogodne i słodkie
Oczywiście religie też mają swój odpowiednik tego zjawiska: objawienia, uniesienia, cierpienia...co kto lubi...
-
2009/08/19 18:52:09
Tu mi się przypomniała dziewczyna którą poznałem przez internet jakieś 4 lata temu. Zanim w ogóle się spotkaliśmy miała wizje w której mnie ujrzała...Tak więc zanim się spotkaliśmy w realu już wiedziała jak wyglądam. Czy nasze spotkanie było przeznaczeniem i odmieniło nasze losy??, coś wynikło z tej wizji i znajomości ?...ano nic...Dziewczyna zupełnie nie w moim typie...w ogóle brzydka strasznie była...taki dziwny kształt czaszki....
Jakiś czas po zawarciu znajomości poszedłem do jej domu...tak sobie, posiedzieć, pogadać...cel miał być po prostu towarzyski .Jak już przyszedłem w domu pojawiła się dość szybko inna dziewczyna, zapłakana z powodu jakiś tam kłótni z rodziną. Moja znajoma należała od jakiegoś czasu do pewnego odłamu chrześcijaństwa...do baptystów z tego co pamiętam. Ta druga dziewczyna okazało się że też......
Obie zaczeły trochę przynudzać o swoim kościele. Moja koleżanka opowiedziała o wizji Jezusa jaką miała i o miłości jakiej w tym momencie zaznała. Dalej już było mniej miłości bo obie panie zaznaczyły że bogowie innych religii to istoty demoniczne a tarot to narzędzie złego.
Jeśli chodzi o koleżankę znajomej....dość szybko dowiedziałem się jaką miała przeszłość ta świeżo nawrócona chrześcijanka. Pobicia ze strony partnerów, poniżania, próba gwałtu przez grupę cyganów czy rumunów, oddawanie się facetom na prawo i lewo (jak powiedziała...w tych czasach noc bez faceta to była noc zmarnowana),poważne konflikty w rodzinie.
No ale teraz poznała mężczyznę z tego kościoła, jest mu oddana ale przede wszystkim jest oddana Jezusowi i w jego kościele znalazła spokój i ukojenie.....Jakoś nie cieszył mnie ten sukces i miałem poczucie obcowania z kimś na dnie. Z moją znajomą też było niezbyt dobrze (sama z dwójką dzieci, po kiepskich związkach...) w sumie kupa nieszczęścia...no i w tle ten ich Jezus.....dołujące to było kapkę...
Pamiętam mgliście opowieść o czymś takim że pewien związek był już jakby z góry dla kogoś z kościoła zaplanowany, że ktoś miał kiedyś wizję, w młodości, swojej przyszłej partnerki czy partnera i było to powiązane z Jezusem...niestety nie pamiętam już szczegółów...
Więcej już nie odwiedziłem tych dziewczyn...to dobro które poprzez nie prześwitywało jakoś mnie mdliło.....

Starczy...com zapamiętał ciekawego to napisałem....oczywiście trochę nieskładnie i na zasadzie strumienia świadomości....no ale ile mam nad tym siedzieć?...a czasu mało..
-
Gość: , 217.70.60.19*
2010/12/04 19:34:45
Piszę Pan że podają informacje o poprzednich wcieleniach a jednak czas biegnie u nich na odwrót.
-
2011/01/28 13:00:19
PATRZENIE JAK INNI NIE JEDZĄ
CZYLI
NASTĘPNE SPOTKANIE Z PANEM K
Czyli dalszy ciąg gnozowania turystycznego
Czyli II: Czyli ciąg dalszy wyjątkowej wypowiedzi z 2009/08/19 18:16:23

Pana Kazimierza Karwota[*] spotkałem ponownie na Targach wróżb i niezwykłości w Łodzi w roku 2010
Już nie sprawiał tak niepokojącego wrażeniasala była inna, inne oświetleniemoże przez to też, w sumie ok.
Ale natura jego opowieści pozostała niezmienna i niezachwiana:
-
2011/01/28 13:01:17
- Strach: Do roku 2012 runie wszystko: rząd, giełda.

- Poinformował o nowych odkryciach i badaniach naukowych:
Wstrząs 1:Drzewo wyrosło z ziarenka do dużych rozmiarów w ciągu 45 minut
Wstrząs 2: Noga człowiekowi odrosła (dowód: naukowy film w Internecie)
Refleksja: Na pewno wszystkie gazety w Polsce informowały o tym na pierwszych stronach tylko to przeoczyłem na skutek nieuwagi

- To już znane: Dalej bytuje ponad czasem i przestrzenią

- Zazdrość: Ma zawsze pusty umysł, jest zawsze wyluzowany, nic go nie boli, mało odpoczywa, ma dużo siły fizycznej, może zrąbać 10m3 Buku i nie ma nawet odcisków

- Zazdrość duchowa, rozdziawione usta: Posiada znak Śiwy na trzecim oku

- Wzruszenie: Przy porodzie jego córki asystowały anioły, poród przyjmował sam.
Wizja: Ale myślę że Ojciec też tam był.

-
2011/01/28 13:03:51
[*]

Jestem pierwszą osobą w Polsce, która odżywia się światłem
Nazywają mnie różnie światłożerca, elektryczny lekarz, ale ja najbardziej wolę 'Zaczarowany Dotyk Wiedzy Miłości'. Jestem pierwszą osobą w Polsce, która odżywia się światłem. Od stycznia 2001 roku odżywiam się praną i miłością. przeszedłem 21-dniowy proces inicjacji duchowej w odosobnieniu. Przygotowywałem sie do tej świętej inicjacji 2 lata. Żyję w innym czwartym wymiarze, ogladam inną rzeczywistość. Pomagały mi w tym procesie materiały, które otrzymałem od Kamili z Angli, która nie je od 1999 r. Byłem w Warszawie na spotkaniu z Jasmuheen kobietą, która od 7 lat nie je. Co można zyskać po przejściu na światło. To świadome wejście w czwarty wymiar. Osoba egzystuje nie w 7, ale 12 czakramach (dochodzi 5 antymaterialnych czakramów). Podczas procesu inicjacji duchowej "urodziłem się na nowo", otrzymałem znak na trzecim oku. Jasmuheen powiedziała że to znak Śiwy. Przed przystąpieniem do pracy nad sobą ważyłem 70kg - aktualnie 56kg czuję się wspaniale. przez 13 lat byłem wegetarianinem. Medytuję i ciągle pracuję nad sobą. Mieszkam w Brodnickim Parku Krajobrazowym. Nie obowiązuje mnie prawo przyczyny i skutku. Swobodnie podróżuję w czasie i przestrzeni. Czy to w dzień, czy w nocy przepływa przezemnie światło, a nim jest prana - boska energia wszechświata.

www.karwot1.pl/o_mnie.htm


Myśl: Nie wątpię że pan Karwot ma się super i może nawet wcina samo tylko słońce..
Jego domek ekologiczny:
www.karwot1.pl/ekologia.htm
może być ratunkiem dla przyrody i ludzi
Na pewno z żoną robią przetwory, zioła i inne takie.. które są: mniam..mniam

Okrzyk: Ale Karwot żyje w świecie który jest u przedsionka Wielkich Dobrych Duchowych Zmian, gdzie odrastają nogi i dzieją się inne sprawy tylko gdzie on jest?... no ten świat???!!

-
2011/01/28 17:35:45

ZAKOCHANY ANDRZEJ
CZYLI
SEKSUALNE TAJEMNICE ANDRZEJA OBNAŻONE
ALBO
ANDRZEJ W ZALOTACH
LUB
DMUCHAĆ ANIOŁA!

Na Targach wróżb i niezwykłości w listopadzie 2010 roku we Łodzi ponownie napotkałem mężczynę o którym byłem w swej niesłychanej łaskawości wspomnieć w mej wytwornej wypowiedzi z doniosłego dnia 2009/08/19 18:21:28

Mężczyzna ów, o imieniu Andrzej jak już teraz wiem, zechciał opowiedzieć mi cusik o prawdziwym seksie jak i dokonać egzegezy swych wcześniejszych objawień:

Trzeba na początek wyjaśnić że na targi zaprosiłem swoją znajomą, Kingę, by popatrzyła na gnozę i wisiory.
No i gdy tak chodziliśmy razem po hali chłonąc gnozę spotkaliśmy Andrzeja. Porozmawialiśmy troszkę, tzn. właściwie ja z Andrzejem, o jego podróżach w inne wymiary i temu podobnych osiągnięciach duchowych. Moja koleżanka trzymała się jednak z boku i w końcu poszła dalejnie wiem dlaczego.
Po jakimś czasie zostałem sam na targach i ponownie spotkałem Andrzeja. Był wyraźnie czymś zainteresowany zaraz wyszło czym. Kinga bardzo mu przypadła do gustu i pragnął bym spróbował poznać go z nią. Obiecałem że to uczynię. Andrzej co prawda nie ma większości zębów z przodu ale ma za to umysł który wspiął się na któryś tam setny (jak sam opowiada chętnie..) poziom duchowy. Więc szansa była duża
Zapewniał że koleżanka nie musi się lękać, ale też że nie tak od razu może być z tego stały związek i dziecko.
W pełni zrozumienia pomyślałem że Kinga, osoba po studiach, pracująca w różnych zawodach, m.in. jako dziennikarz w TVN (chyba w "rozmowach"), zdoła zapanować nad sobą i powstrzyma swe pożądanie.

Chyba że.
-
2011/01/28 17:44:32
Właśnie, bo Andrzej tego dnia pokazał mi swe inne oblicze, którego do tej pory nawet bym się nie domyślił
Otóż Andrzej to także duchowy podrywacz, eteryczny figlarz jak i bzykacz
Najpierw zaczął od tego jak poznał istotę z innej planety i kopulował z nią, oczywiście poza ciałem
Miał także to i owo z kobietami z tej planety. Jedną odwiedzał eksterioryzacyjnie jeszcze zanim go dopuściła do siebie, zdaje się że nie wiedziała nawet że to się dzieje.
Andrzej podobno potrafi robić świetne masaże i podoba się to dziewczynom. takim dużo młodszym, o ok. 20 lat. Ale Andrzej nie jest szybki i nie jest taki łatwy. Z całej opowieści wywnioskowałem że dziewczyny o których mówi są zakompleksione ale bardzo ładne, takie pulchniutkie.
Andrzej poznał także demoniczną stronę kobiecości.Widział kiedyś kobietę, na planie fizycznym, która miała wygląd gada czy też (już nie pamiętam.) zamieniła się na jego oczach w gada.

Poruszaliśmy również inne doniosłe tematy.
Andrzej pnie się coraz wyżej.. Zapytałem go o Astro-3, co tam słychać. Stwierdził że jego właściciel stał się "negatywny". Nadstawiłem uszu czekając na ciekawą historię o upadku moralnym i obyczajowym znanego mi trochę człowieka ale szybko wyjaśniło się o co chodzi.W pewnej chwili spytałem kto w Łodzi jest "pozytywny" i Andrzej wyjaśnił mi że tylko onwszystko jasne.
Słuchałem ze spuszczoną głową bo wiedziałem że nigdy nie wejdę do Królestwa Niebieskiego..
A kto jest na poziomie takim jak Andrzej? Na kuli ziemskiej tylko pewne dziecko z Ameryki i głodujący guru z Indii (chyba o nim coś było w TV)
Kto by pomyślał patrząc na tą prostą, z dużymi ubytkami w zębach twarz, i na ten sweterek opinający niezbyt zgrabną sylwetkę...
Z czego Andrzej żyje? Na planie fizycznym Andrzej rozbiera, jak powiedział, stare telewizory
Zdumiewająca ta rozbieżność: Tu skromny chłopina grzebiący w starych telewizorach a tam D*upy z Kosmosu, działanie na skalę całej planety i Ojciec raczy wiedzieć co jeszcze..
-
2011/01/28 17:45:49
Andrzej przeżył także ataki złych mocy.
Atak był taki że miał zablokowane wszystkie czakry, nic nie mógł robić, był całkowicie "zamknięty ", dopiero ktoś z zewnątrz, jakiś człowiek, mu pomógł

Poza tym..
Dowiedziałem się o pustce która zjada wszystko i która pochłonęła by część Łodzi. Astro-3 też by zjadła gdyby nie interwencja Andrzeja
UFO na pewno ma bazę pod Galerią Łódzką, w sensie fizycznym.
Skąd Andrzej to wie? Widział ich? Nie.. ale wyczuł to.

Tak więc, szanowne Panie, numer tel. do Andrzeja mam i podać mogę. Oferty spoza Łodzi równie mile widziane bo jest możliwość spotykania się w eterze.

Opowieść tę jak i wcześniejsze dedykuję wszystkim amatorom regionalnych skromnych guru
PS. Dedykuję także żołnierzom niemieckim, bohaterskim bojownikom o Stalingrad z lat 1942-43
-
2011/01/30 13:55:01
Amatorzy prowincjonalnych guru występują także wśród osób wykształconych.
A prostacza, chaotyczna akrobatyka, ciosanych siekierą i młotem pojęć i obrazów, które radośnie wydają na świat umysły guru, wprawia w zachwyt...
A Wewnętrzny Kogut w ekstazie pieje witając Jutrzenkę Nowej Ery......

Albowiem jest człowiek zewnętrzny i wewnętzny, ziemski i duchowy....
Ziemski może być niepozorny a duchowy wielki, ładne słowa nie są prawdziwe a nieładne są, geniusz szaleńcem może się zdawać nieoświeconym ignorantom, prosty lud więcej rozumie niż pyszni profesorowie zaskorupiali w swej wiedzy, itd. ....
-
2012/12/21 00:52:32
W 2009 roku miałem spotkanie na wysokoobrotowych płaszczyznach duchowości i opisałem je 2009/08/19 18:25:00 m.in. tak:

Zaczęliśmy rozmowę i już po chwili pojawił się temat kataklizmu w roku 2012.Otóż, coś tam mówiłem o tym co będzie za kilka lat a tu kolega obwieścił na to że będziemy wtedy parą...ups!... Przestań świntuchu!- zaprotestowałem, lecz wnet okazało się że kolega ma na myśli stan naszych ciał fizycznych po wielkiej przemianie w roku 2012...ulga!!....Powiedziałem mu na to że wrócimy jeszcze do tej rozmowy za 3-4 lata i przypomnę mu te objawienia.....Stwierdził że przeżyje tylko niewielka część ludzkości (nie pamiętam jaką podał liczbę, może 2000?).


A teraz w tym Dniu Ostatecznym dokończę opowieść:
Na początku listopada 2012 roku spotkałem Andrzeja na Targach Wróżb i niezwykłości. Zapytałem oczywiście o koniec świata 21.XII.2012. Był już gotowy do tematu i odparł że sprawa się przesunie. Z dalszej rozmowy wynikało że właściwie to on załatwił że końca nie będzie A było to tak:
Wraz z dziewczyną jakowąś podróże odprawiał duchowe i mieli kontakty z istotami duchowymi To było tak jakoś że ona widziała a on gadał do istot Weszli bardzo daleko no i Andrzej kłócił się tam z kimś i w końcu załatwił że końca nie będzie... tzn. jest przesunięty na rok 2013 Na razie będą zmiany energetyczne..
Myślę że Andrzej zaprezentował typowy zestaw na ten dzień. Nie wiem na ile robi to świadomie a na ile nie

-
2012/12/21 01:00:58
Andrzej twierdzi że osiągnął nirwanę i wszedł na milionowe i miliardowe poziomy duchowe więc znajomości na górze ma... Poza tym widzi/wyczuwa olbrzymie statki UFO nad łodzią i innymi miastami... Może te statki będą nas ewakuować dzisiaj właśnie??...