kalendarze na bloga

Centrum Terapii Uzależnień Duchowych
Blog > Komentarze do wpisu
JEDEN

     Pisanie o Żywym Bogu przychodzi mi z trudnością. Może dlatego, że Życia nie daje się opisać. Opisywane życie nie jest życiem, Bóg, którego próbujemy zdefiniować nie jest Żywym Bogiem. Dlatego lepiej mówić kim/czym On nie jest, niż jest. My wszakże lubimy nazywać Go „miłosiernym”, „świętym”, „najwyższym”, „odwiecznym”, „nieskończonym”, „wszechmocnym”, „królem”, „panem”, „ojcem” itp. Im bardziej przywiązujemy się do tych określników, tym potężniejsze nasz umysł produkuje wyobrażenia i myślokształty. Wówczas miejsce Żywego Boga zajmuje egregor. To ku niemu ślemy nasze modlitwy, do niego adresujemy prośby i uwielbienia. To w nim koncentruje się energia naszych medytacji. Już nie mamy doi czynienia z Żywym Bogiem. Uprawiamy idolatrię.
     Głównym problemem duchowej praktyki jest zatem nie tylko nazywanie Boga, ale i również odróżnienie kim On nie jest. Jak to czynić, skoro punkt odniesienia (Bóg Żywy) pozostaje niedefiniowalny? Kiedy spotykam jakiegoś człowieka pytam go o imię. Słucham tego, co mówi, odczytuję mowę jego ciała. Wszystko to sprawia, że zaczynam go poznawać, uczę się go, kształtuję w sobie jego obraz. Z Żywym Bogiem nie mogę tego uczynić. To znaczy mogę, lecz jaką mam pewność, że to właśnie z Nim mam do czynienia? Dlatego, że jawi mi się jako „miłosierny ojciec”? Bo mi pomaga, wysłuchuje modlitw, próśb, błagań? A jeśli nie? Jeśli pozostaje głuchy na moje wołania? Co wtedy robić? Jakim przyzywać Go imieniem?
     Pytanie to wciąż do mnie powraca, zazwyczaj wtedy, gdy mam do Niego jakieś pretensje. Weźmy prosty przykład. Zbliża się weekend, szykujemy się z Olą do wyjazdu na festyn, żeby tam handlować. Przez pięć dni tygodnia świeci piękne słońce, w sobotę zaczyna padać, pogoda robi się pod psem albo i pod dwoma. W czasach, gdy hołubiłem rozmaite egregory przyjąłbym ten fakt jako coś naturalnego. Nie żywiłbym do nich o to najmniejszego żalu. Przeciwnie. Czułbym dumę z tego, że zgadzam się z ich wolą i z uśmiechem na gębie pakowałbym do samochodu przemoknięty namiot. Teraz jednak coś buntuje się we mnie „Cholera jasna, czy nie mógłbyś przesunąć tego deszczu na poniedziałek? – burczę pod nosem. – Serdeczne dzięki za ten deszcz. Pogięło Cię, czy co?”. Tak, wiem, zachowuję się głupio i śmiesznie. Do Boga nie wolno żywić żadnych uraz. Właściwie niby dlaczego? Ponieważ jest święty, potężny i niepoznawalny? W porządku, niech sobie będzie. Ale niech sprawi, że zaświeci słońce. Mnie, do jasnej cholery, jest to bardzo, ale to bardzo potrzebne!
     W takich chwilach jestem zły na Niego i złości tej nie ukrywam. Skąd mi się to wzięło? Zapewne stąd, że odkąd pamiętam, mój stosunek do Boga wyrażał się silną potrzebą z Nim obcowania oraz całkowitym niemal brakiem wewnętrznej pokory. Pokorę owszem, czułem, lecz wobec rozmaitych egregorów, do których przez długie lata lgnąłem niczym ćma do lampy i mucha do miodu. „Dziej się wola twoja” – powtarzałem każdego poranka, im częściej zaś to mówiłem, tym większa ogarniała mnie nuda. Powiem wprost – nie znoszę nudy i nie jestem lemowskim Kobyszczem. Do bezkrytycznego wielbienia „Pana” nie nadaję się wcale. Bo ja, szanowni Państwo, lubię się z Bogiem pokłócić. Spierać się można tylko z kimś żywym. Egregory są martwe. Czułem to zanim jeszcze nauczyłem się je rozpoznawać.
     O egregorach napisałem sporo, nie ma więc po co do nich wracać, wspomnę tylko, że Bóg nie jest tym, czym one są, a że są takie, jakie są, niech spadają na drzewo. Ich zniknięcie nie rozwiązuje dylematu kim jest Ten, do kogo miewam pretensje. Jak Go poznać, określić, opisać? Trop biegnie w różnych kierunkach, ja wszakże nie byłbym sobą, gdybym nie szukał go w kabale. Nie dlatego, że jest to „jedynie słuszna” duchowa tradycja. Dlatego, że w przeciwieństwie do wielu innych, operuje ona precyzyjnym językiem nazywania Nienazywalnego.
     Punktem wyjścia będzie jeden z najistotniejszych fragmentów Tory, a dokładniej –  czwarty akapit szóstego rozdziału Księgi Powtórzonego Prawa ( Dewarim 6.4 ). Stanowi on początek  żydowskiego wyznania wiary i najważniejszej modlitwy, którą należy odmawiać kilka razy dziennie. Od pierwszych jej słów zwie się ona Szma Israel – „Słuchaj Izraelu”. Formuje ją kilka fragmentów Starego Testamentu. Oto ona:

Słuchaj Izraelu, JHWH jest naszym Bogiem, JHWH jest jedyny.
Będziesz kochał JHWH, twojego Boga - całym Twoim sercem, całą twoją duszą i z całej twojej mocy. I te rzeczy, które Ja przykazuję ci dzisiaj - będą w twoim sercu. Powtarzaj je twoim dzieciom i mów o nich, gdy będziesz siedział w domu, i gdy będziesz szedł drogą, i gdy będziesz się kładł, i gdy będziesz wstawał. Przywiąż je jako znak na twojej ręce i niech będą ozdobą pomiędzy twoimi oczami. I wypisz je na odrzwiach twojego domu i twoich bram.
( Pwt 6.4-9; Pwt 11, 13-21; Lb 15, 37-41 ).

W języku hebrajskim jej pierwszy akapit brzmi następująco:

Szma Israel, JHWH Elocheinu, JHWH Echad.

Na język polski tłumaczy się go różnie:

Słuchaj Izraelu, Pan jest Bogiem naszym, Pan jedynie! (Biblia Brytyjskiego i Zagranicznego Towarzystwa Biblijnego);

Słuchaj Jisraelu – Haszem jest naszym Bogiem, Haszem jest Jedyny (żydowski modlitewnik w tłumaczeniu Ewy Gordon);

Słuchaj Izraelu! Wiekuisty, Bóg nasz, Wiekuisty – jedyny! (przekład Tory Izaaka Cylkowa);

Słuchaj, Jisraelu – Adonai jest naszym Bogiem, Adonai jest Jeden [i ucz się, żebyś poznał, w jaki sposób jest Jedyny] (Tora Prades Lauder, przekład rabina Sachy Pecarica).

     Łatwo zauważyć, że różnica między tymi przekładami dotyczy dwóch słów. Pierwszym z nich jest imię Boga (JHWH), którego się nie wypowiada i zastępuje synonimami, takimi jak Pan (hebr. Adonai), Haszem (Imię) lub Wiekuisty. Drugim - jest słowo echad. Oznacza ono „jeden”, jednakże z teologicznych i, jak się zaraz okaże, praktycznych przyczyn, tłumaczy się je zazwyczaj jako „jedyny”. Tylko Sacha Pecaric przekłada echad jako „jeden”, lecz uzupełnia swoje tłumaczenie komentarzem, w którym radzi czytelnikowi, by uczył się poznawać w jaki sposób przejawia się boska jedyność.
     Dlaczego „jeden” (hebr. echad) zastąpione zostało „jedynością” (hebr. jachid)? Otóż dlatego, że słowo to mocniej uwypukla fakt, iż Bóg Izraela jest jedynym Bogiem i aczkolwiek wiąże się ze stworzoną przez siebie rzeczywistością  rozmaitymi swoimi emanacjami i energiami, to wszystko od Niego pochodzi i w Nim się tylko koncentruje. Ku Niemu jedynie należy słać modlitwy i ku Niemu się zwracać. Nie można mieć innych „bogów” obok Niego. Każde inne ukierunkowanie kończy się idolatrią.
     W pełni zgadzając się z treścią owego nakazu nie mogę oprzeć się wrażeniu, że temu, kto go sformułował, o coś więcej jednak chodziło. Gdyby chciał podkreślić wagę jedyności, użyłby słowa jachid – jedyny. On wszakże wybrał słowo echad ( jeden ) i uczynił to nieprzypadkowo. Dlatego w Szma Israel napisano:

Słuchaj Izraelu, JHWH Bogiem naszym, JHWH – jeden.

     Drobiazg? Nie dla kabalisty. Najpierw dlatego, że słowo echad ma tę samą wartość liczbową  co słowo ahab – miłość (wartość liczbowa – 13). Bóg jest Jeden, Jeden jest Miłością, Miłość domaga się od człowieka, by Ją całym sobą kochał. Nić bosko-ludzkiej relacji wysnuwa się z miłości i wyraża „usytuowaniem” boskich przykazań w sercu człowieka. Wtedy dopiero mogą być one przekazywane dalszym pokoleniom.
     Po wtóre z tego powodu, że „jeden” to liczbowa wartość litery alef, jedynej (nomen omen) samogłoski hebrajskiego alfabetu. Z literą tą wiąże się zapisana w księdze Zohar opowieść, wedle której Bóg oświadczył, że z alefem stanowi jedno. Przypomnijmy w tym miejscu, że każda hebrajska litera jest zarazem liczbą, co oznacza, że zapisany nimi tekst Tory to nic innego, jak jeden, wielki, matematyczno-słowny algorytm. Każda z jego litero-liczb ma wartości „dodatnie” i „ujemne”, co wyraża się tym, że początkuje znaczeniowo „dobre” i „złe” słowa. I tak, na przykład od litery szin zaczyna się boże imię Szaddaj (Wszechmocny) oraz szeker – kłamstwo. Natomiast pe niesie w sobie „dobro” słowa pode – odkupiciel, i „zło” słowa pesza – bunt, sprzeciw. Dwoistość ta dotyczyła niegdyś także alefa, początkującego słowa – anochi – „ja” (tak o sobie mówi w Torze Bóg) i arur – przeklęty. Według jednego z midraszy, dowiedziawszy się o tym alef pokutował (hebr. teszuwa) przez 26 pokoleń (26 to liczbowa wartość imienia JHWH). Dopiero wtedy Bóg oznajmił mu, że aczkolwiek Tora zaczyna się od litery beth ( wartość liczbowa – 2 ) i wszystko, co stworzone podlega prawu tej liczby, jedynie „Ja (hebr. anochi) jestem Jeden (hebr. echad) i ty jesteś jeden”. Wtedy też po raz pierwszy przejawiła się moc teszuwa – nawrócenia, które – obok Tory – legło u podstaw stwarzanego świata. To do niego odnosi się pierwsze przykazanie Dekalogu: „Ja (hebr. anochi) jestem JHWH, Bóg twój, który cię wyprowadził z ziemi egipskiej, domu niewoli” (Wj 20,2). Pierwszą literą tego przykazania jest „pierwszy nawrócony” - litera alef.
      Oto czemu alef (jeden) pełni w kabalistycznej arytmozofii (mistyce liczb) tę samą funkcję, co w matematyce zero. Zaciekawionych tą informacją odsyłam do znakomitej książki Amira D. Aczela Tajemnica alefów. Matematyka, kabała i poszukiwania nieskończoności (Poznań 2002). Tu starczy powiedzieć, że alef-jeden najpełniej odzwierciedla naturę Boga. Jej istotą nie jest „pojedynczość”, ani tym bardziej „samotność”, lecz „niezróżnicowana całość”. Kiedy mnie o nią pytają, porównuję ją do geometrycznego punktu. Nie ma niczego, w czym nie można by go odnaleźć. Nie istnieje nic, w czym by go nie było. Wszędzie ten sam - niemierzalny i nieuchwytny. Konkretny, a zarazem ulotny. Jak miłość.
     Tym właśnie różni się Bóg od wszelkiego stworzenia, które realizuje swój byt jako „całość zróżnicowanych części”. Z tej też racji daje się ono podzielić ( wewnętrznie skłócić ) i się dzieli - rozmnaża, multiplikuje. Ta pierwsza skłonność owocuje "grzechem" i „śmiercią”. Ta druga stanowi odpowiedź na boskie błogosławieństwo: „Rozradzajcie się i rozmnażajcie się i napełniajcie wody w morzach, a ptactwo niech się rozmnaża na ziemi” (Gen 1,22). Stworzenie jest przeto bytem ograniczonym biegunami swojej złożoności, podczas gdy Bóg jest Bytem Niezłożonym, a poprzez to – nieskończonym. Oba te byty dzieli nieprzebyta zdawałoby się przepaść. Lecz oto, jak czytamy w Szma Israel, ów Niezłożony Byt oznajmia nam, istotom niepełnym i podzielonym, iż jest „naszym Bogiem”. Nie „twoim”, nie „moim”, lecz Bogiem większej niż „ja” czy „ty” złożoności. Cóż to za złożoność? Jest nią „rozpięta” w przestrzeni i czasie zbiorowość dusz ludzkich. Wedle kabały każda z nich była niegdyś cząstką duszy Pierwszego Człowieka (hebr. Adam ha-Riszon). Czyżby zatem ludzkość miała być w oczach Boga jednym człowiekiem? Ciekawa konstatacja, bo przecież imię Adam zaczyna się od litery alef. Na dzisiaj starczy jednak „suljanowego kabalizowania”. Tą sprawą zajmę się  kiedy indziej.
Pozdrawki J

wtorek, 16 czerwca 2009, suljan
Tagi: kabała

Polecane wpisy

Komentarze
2009/06/17 10:01:53
czyli liczbowo jest jeden Bóg a reszta to egregory, jedyny najczęściej jest wybierany z wielu.
-
2009/06/17 10:40:57
Jawi się tu pewien problem. Otóż słowo "jeden" lub "jedyny" tak samo jak każde inne np. "coca cola" wywołuje określone ciągi skojarzeń w umyśle, tak działa ludzki mózg. Tworzymy swego rodzaju identyfikację "jedynki". Może wyrażać się ona jako personifikacja bóstwa, lub jako wyobrażenie pustki, lub jej doświadczenie poprzez medytację (nawiązuję do buddyzmu). To doświadczenie pustki tak samo jednak jak każda inna identyfikacja "jedynki" zdaje się być jedynie przefiltrowanym przez ludzki umysł obrazem rzeczywistości, obrazem, którego rozpiętość zdaje się wyznaczać nasza organiczna konstrukcja. Jawi się to jako swego rodzaju pułapka. Każda rama jaką tworzy umysł staje się w tym kontekście zaczątkiem egregora. Przekopując teksty na temat szamanizmu zrozumiałem coś niezwykle istotnego. Praktykujący szaman zdaje sobie sprawę, że twory, z którymi ma do czynienia to przejaw "krainy snów" (zwidy umysłu jak mówią w Buddyzmie). Szaman stara się więc poznać naturę tych przejawień i opanować je a nie oddawać im cześć. O ironio... monoteizm poprzez skrajnie silą identyfikację "jedynki" zdaje się tworzyć znacznie potężniejsze egregory niż te, z którymi mamy do czynienia w kultach politeistycznych. Jak zatem ominąć pułapkę identyfikacji JEDYNEGO??? Biblia budzi wśród praktykujących wielkie emocje i tym samym staje się pożywką dla potężnych egregorów. Zarzucenie magii (czyli wypięcie się na świat Jeciria zdaje się doprowadzać do zubożenia poznania). Uznanie z kolei tworów powstających poprzez identyfikacje za Naszych Panów zakrawa na szaleństwo. Ścieżka Pustego Umysłu jeśli opacznie sie to zrozumie prowadzi do tworzenia identyfikacji Pustego Umysłu, analogicznie ścieżka poznania Boga Jedynego prowadzi do wytworzenia jego identyfikacji. Czy należałoby zatem unikać wszelkich identyfikacji jak ognia? A może wcale ich nie unikać ale skoro zdają się być nieuniknione starać się poznać ich prawdziwą naturę, odkrywając to co ze sobą niosą? Znowu Suljanie zainspirowałeś mnie do ciekawych rozważań :)

Pozdrawki :)
-
2009/06/17 12:02:56
Suljan dla niektórych też jest ergregorem.
-
2009/06/17 15:04:01
Ha! Nareszcie rozpoznalismy sie wzajemnie, Egregorze!

"...jedyny najczęściej jest wybierany z wielu..."
Cos w tym jest... :-)

Jacenty, napisałem przeciez, ze najważniejsza i podstawa umiejetnoiść, to odróżnianie co/kto jest a co/kto nie jest Zywym Bogiem. Mogę to powiedziec inaczej: duchowa praktyka opiera sie na umiejetności odróżniania tego, co produkuje mój umysł od tego, co jego projekcją nie jest. Czyli - powstawa redukcjonistyczna... :-)
Co do jedynki. Poczytaj uważnie passus o geometrycznym punkcie. On jeswt w tym tyekście kluczowy. Tekst nie ma na celu wskazanie jak postepować, lecz traktuje o pojeciach, których używamy, by nazywac Nienazywalne. Kabała jest "mistyką języka i matematyki zarazem". Coca cola może budzic ciągi skojarzeń, wszakże kabała nie na skojarzeniach się opiera, choc i one odgrywają w niej pewną rolę. Np. słowo "bereszit" - na poczatku, kojarzone jest z berith - przymierze. Nie dlatego jednak, że podobnie sie te słowa wymawia, lecz dlatego, ze formują je te same, lekko tylko przestawione litery, do mktorych dołącza się litera szin. I tu wkraczamy w symbolikę szin, niezwykle bogatą, zwłaszcza w odniesieniu do... przykazań. Oczywiście, gdyby "Pana Tadeusza" spisać, uzywając jedynie spółgłosek i jednej samogłoski, to - byc może - uzyskalibysmy ten sam efekt. Ale czy na pewno? Tego nie wiem. Nie jest to zreszta istotne. Istotne jest pytanie JAK NAZYWAĆ Nienazywalne, by użyte do tego okreslniki najpełniej jak to możliwe odzwierciedlały nature Nienazywalnego. Drugi problem to, co czynic, by nie stały sie one zaczynem budowania egregora. Trzeci - jak i czy je uzywać, by "rozsadzać" egregory. Jesli sa one ( a są ) jaźnią mnogą, stwierdzenie "Bóg jest jeden" staje sie pomocne ( i ma swoją energetyczna moc, oj ma, widziałem to wielokrotnie ). Zatem postawiony przeze mnie problem jest istotny i ważny, choć zdaję sobie sprawę, że niniejszy tekst może byc rozmaicie odczytywany...
Pozdrawki :-)
-
2009/06/17 15:04:40
Ps. A poza tym lubie kabałę, i już :-)))
-
2009/06/17 15:41:00
Suljanie
ty w tekście skoncetrowałeś się na rozumieniu Boga Żywego ja w komentarzu skupiłem się na narzędziach. To dwa aspekty, które mają znaczenie, gdy mówimy o duchowości. Moim zdaniem kierunek w którym rozwinął się monoteizm z jakim obecnie mamy do czynienia w Islamie, Chrześcijaństwie i niektórych nurtach Judaizmu to wielka egregoralna karuzela absurdu. Narzędzia, do których mamy dostęp w rozpoznawaniu natury Ducha wydają się mi bardzo słabe. Na kabałę można spojrzeć jak na kompletny absurd, można ją postrzegać także jako wiedzę o rzeczywistości. Osobiście mam na to taki pogląd. Jeśli kabalistyczne analizy odsłonią "dziwaczne" powiązania rzeczywistości w Panu Tadeuszu i książce telefonicznej analogicznie jak w Torze to mamy do czynienia z bardzo intrygującym narzędziem badania naszej realności. Wskazywałoby to na pewien specyfivzny matematyczny charakter swiata w którym żyjemy. Jestem tu blizszy poglądom Crowleya niż rabinów, uważam że zamkniecie kabały w Judaiźmie to swego rodzaju ograniczenie tej metody. Odnoszę wrażenie, że metody kabalistyczne mogą stanowić świetną podstawę do tworzenia nowych narzędzi w dziedzinie duchowości. Pewną katastrofą zdaje się być to, że od kilku tysięcy lat kręcimy sie w kółku wokół skansenu narzędziowego w obszarze rozowju ducha.
-
2009/06/17 15:54:59
Gdy mówimy o duchowości i poznaniu Boga z reguły kręcimy się w wąskim kręgu skojarzeniowym, do którego należą: modły, medytacje, ewokacje, inwokacje, mantry, czytanie pisma. To wszystko filtry, niedoskonałe narzędzia. To jak sex przez deskę z dziurą :) Osobiście jest mi duszno w tym religijnym kotle, zarówno egzoterycznym jak i ezoterycznym. Mam wrażnie, że siedzę w piwnicy zamknięty a tam gdzieś jest świat pełen życia. Kabała z tego wszystkiego pociąga mnie najbardziej, ale kabała żywa, kabał, która się rozija, kabała, która wychodzi poza Judaizm i wyprodukowane w tej tradycji wyobrażenia Boga. Suljanie, mam wrażenie, że ty podobnie nie lubisz nudy skansenu. Kabała Chasidim to Twoja kabała. Swego czasu zetknąłem się z ideą Judaizmu Rekonstrukcjonistycznego rabiego Mordechaja Kaplana. Bardzo mnie to zainspirowało. Historia ma prawo głosu, ale nie ma prawa veta.
-
2009/06/17 15:56:53
Ja też lubię kabałę, mimo, że nie lubię monoteizmu :) współczesnego czyli specyficznego obrazka Boga, który rzekomo ma być samym Bogiem. Kabała się temu wszystkiemu wymyka i to jest w niej niesamowite
-
2009/06/17 16:05:46
Jacenty,a czy podobnie jak Suljan (i ja....) lubisz kabaret Mumio?
-
2009/06/17 16:46:43
Feniksx
niestety w dziedzinie kabaretów pozostaje w skansenie. Zatrzymałem się w zamierzchłej epoce Smolenia i Laskowika. Nie znaczy to, że nie lubię czegoś nowszego a jedynie, że praktycznie nie znam nic nowszego :)
-
2009/06/17 18:33:51
mówią nienazwany, niewymawialny i tyle gadają ;-))))))))
olaboga!

P.S.
Suljanie, u jednych susza u drugich za mokro - wszystkim nie dogodzisz ;-(
nigdy nie wiesz, co się nie stało, a mogło :-)
-
2009/06/17 18:48:49
Dado, czy podobnie jak Suljan (i ja...) (ale nie Jacenty...) lubisz kabaret Mumio??
-
2009/06/17 18:57:44
Feniksx,
www.youtube.com/watch?v=87JhPNUYd84
a i owszem lubię, ale nie wiem czy tak jak wy lubicie to ja lubię, czy wy lubicie tak jak ja lubię ;-)
-
2009/06/17 18:59:18
Dada, ja jestem ten trzeci :-)

Feniksx, lubię :-)

Jacenty, okreslniki Boga wynikają z języka Go nazywania, zatem język jest właśnie tym narzędziem, ktore mnie interesuje ( Faniksx, bez skojarzeń, please!!! ). Byłoby fascynujące dowiedziec sie, czy książka telefoniczna oraz "Pan Tadeusz" formuja taka samą matematyczną formułę jak odczytywana za pomogą gematrii Tota. Powiedzmy, że tak jest. Co z tego wynika? Może to, że język ( każdy język ) w pisemnej formie tworzy rodzaj programu i kodu kreującego swoją własną rzeczywistość a jednocześnie wzór umozliwiający dookreślanie tego, co wymyka się innym narzedziom poznania (Bóg). A jesli tak nie jest? Jeśli kabalistyczne prawidłowości daje się wysnuc tylko z hebrajskiej Tory? To byloby jeszcze bardziej fascynujące. I na tym konczę to gdybanie... :-)
Kabała jest jedna i jest ich wiele zarazem. Mówiąc inaczej - każdy kabalista jest interpretatorem stosującym kabalistyczne narzędzia i koncentrujacym się na jakiejś gamie aspektów p-oznania Niepoznawalnego. To jedna strona medalu. Ale jest i druga. Niezależnie od dowolnjości interpretacji są punkty, których przekroczenie uznaje się za "herezję". Tym, nomen omen, punktem jest stwierdzenie, iż "JHWH - jeden". Stąd biora się moje ostrozności wzgledem crowleyowskich, kabalistycznych fanaberii (i nie tylko jego). Pod tym wzgledem jestem chyba "skansenowy", buuuuuuuuuuu :-(
-
2009/06/17 19:03:22
punkt się sprężył w n wymiarów przestrzeń...
;-)))
-
Gość: Nietypowa, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/06/17 19:12:38
"Przez pięć dni tygodnia świeci piękne słońce, w sobotę zaczyna padać, pogoda robi się pod psem albo i pod dwoma. W czasach, gdy hołubiłem rozmaite egregory przyjąłbym ten fakt jako coś naturalnego. Nie żywiłbym do nich o to najmniejszego żalu. Przeciwnie. Czułbym dumę z tego, że zgadzam się z ich wolą i z uśmiechem na gębie pakowałbym do samochodu przemoknięty namiot. Teraz jednak coś buntuje się we mnie Cholera jasna, czy nie mógłbyś przesunąć tego deszczu na poniedziałek? burczę pod nosem."

Zawsze można sobie wyobrazić drogę środka tj. brak hołubienia dla egregorów i jednocześnie akceptowanie różnych przejawów pogody jako zjawisk zupełnie naturalnych.
Sądzę natomiast, że Suljanie pisząc w ten sposób raczej rzuciłeś po prostu wyzwanie pewnemu stereotypowemu myśleniu. A może się mylę? :)
-
2009/06/17 20:15:21
Suljanie
patrząc na kabałę z historycznego punktu widzenia nie można pominąć kilku kwestii, o których z pewnością doskonale wiesz, tj. wpływy mistyki islamskiej a także to iż Tora w obecnym kształcie to dzieło rabinicznej szkoły faryzeuszy z VIII wieku naszej ery. Do VIII wieku nie istniał oficjalny kanon. Przypisywanie znaczeń w języku spółgłoskowym to bardzo arbitralna sprawa, która daje olbrzymie pole dla interpretacji. Dla mnie osobiście przynajmniej ta "wierzchnia" warstwa Tory to jakiś koszmarny sen. Koszmarne bóstwo, które żąda wyłączności w wielbieniu, wkurza się na wiernych i karci ich bezlitośnie, zsyła plagi, potop i inne okropności. Przychylam się tu do opinii Mordechaja Kaplana, że opisany w Torze Bóg to zbiór ludzkich projekcji na ten temat, powstałych i rekonstruowanych w toku dziejów. Być może Mojżesz (o ile w ogóle istniał) miał kontakt z Bogiem, może z egregorem a może to wszystko tylko bajanie. W każdym razie jeśli miał kontakt to przekazał nie prawdzwiwy jego wymiar a raczej to co potrafił zrozumieć z tego co mu się przytrafiło. Kabała jednak zdaje się wymykać Torze jaką znamy. Każdy żydowski kabalista obruszy się z niesmakiem, gdy powiesz mu o związkach kabały i Tarota. A jednak te 2 rzeczywistości zdają się intrygująco uzupełniać (mam na myśli kabałę Ariego). Zresztą co ja będę pisał. Ty sam Suljanie najlepiej ukazałeś to w Twojej świetnej książce "Tarot Magów". Czytając twory literackie Crowleya mam wrażenie, że czasem bredzi jak mało kto, Dion Fortune jak zabiera się za mieszanie mistyki z fizyką to zakrawa na jkaiś dramat. Mimo wszystko jednak glif drzewa niesie bardzo ciekawą, niesamowitą mapę, niezależnie od niesmaku jaki żywię do znanej mi Tory, tj. pięcioksięgu Mojżesz pochodzącego z VIII wieku naszej ery, jako tekstu skodyfikowanego.
-
2009/06/18 08:37:43
też lubię Mumio!
-
2009/06/18 08:53:25
Nietypowa, oczywiście, ze jest to prowokacja, bo przecież jestem "urodzeniowym prowokatorem", hi hi hi. Pewnie dlatego czasami wykłócam się z Bogiem. A co!

Dada, ten akt kabała luriańska nazywa cim cum: Bog wycofuje sie "w siebie", by dać miejse światu.

Jacenty, wszystko sie zgadza. Li tylko literalne odczytywanie B iblii sprawia, ze zamienia sie ona w horror. A ja, akurat, za horrorami nie przepadam. Myslę, ze kabaliści takze, dlatego "odkryli" inny rodzaj odczytywania Tory - bardzo pojemny i, przyznać trzeba, niezwykły. Dla mnie Biblia, co juz pisałem wielokrotnie, to spis ludzkich doświadczeń duchowych, ktore dokonywały sie na różnych poziomach, zwykle egregorycznych, ale nie tylko. A ze ów spis został skodyfikowany i obrobiony dość późno, to juz dalsza , coć istotna prtzeciez sprawa. Biblia nie jest dla mnie ani święta księgą ani Słowem Bożym - pisdze to dla jasności.
Co do kabały i tarota. Dziwna sprawa, bo im więcej grymasów na ten temat spotykam, tym wyraźniej widzę, że te związki są nie tylko genetyczne, ale i też - jesli tak można rzec - istotowe. Tarot to "obrazkowa kabała", i to wysokiego lotu, niestety spłycona do obrzydzenia ptrzez okultystów i ezoteryków, w tym także tych, o ktorych wspominasz. Mozna rzec, ze jesli klasyczna, zydowska kabala koncentruje sie przede wszystkim na liczbie i słowie, tarot dodaje do tego jheszcze obraz. Problem polega na tym, jak powiązać ów obraz ze słowem ( nie mowię tu o wróżeniu ), czyli "kabalistycznie rozbierana Tora". Otóż mam pewną koncepcję i może kiedyś o niej napiszę, ale obawiam sie, że wtedy wyklną mnie nie tylko wszystkie gościoly i synagogi świata, ale i też wszyscy ( niemal ) przedstawiciele ezoterycznych nurtów duchowości. Ale co tam! NJiech wyklin ają. Mam to w suljanowej d... :-)
I jeszcze jedno. Księgą-algorytmem moeże być zapewne każda książka. Nie każda wszakże zawiera tyle zgromadzonych w sobie, wielopopkoleniowych ( fakt - obrobionych przez kodyfikatorów ) opisów doświadczania Nienazywalnego. A że tak jest jasno widac, gdy sie ja porówna z innymi, tego typu ksiegami - Koranem czy pismami Mormonów. Tamte sa "plaskie", Biblia - "głęboka". Tak to ja przynajmniej wyczuwam.
Pozdrawki :-)
-
2009/06/18 09:10:38
Suljan,wiem że ino lubisz boście sie przyznali w dyskusji na kosciol.pl ... www.kosciol.pl/article.php?story=syndrom_duchowego_uzaleznienia&query=sekta
...Panu Medieval_man
Nietypowa,czy lubisz kabaret Mumio?
-
2009/06/18 10:51:22
Suljanie
Twoje spojrzenie na Tore, jako spis ludzkich doświadczeń duchowych na różnych poziomach to bardzo ciekawa koncepcja. Z jednej strony nie ogranicza się wyłącznie do analizy historycznej z drugiej zaś nie ignoruje ważnych odkryć dokonanych na gruncie historycznym. Myślę, że kapitalną rzeczą byłoby rozwinięcie tej koncepcji o jakiś program badawczy w ramach tak postawionej hipotezy. Z jedenj strony nie redukcjonistyczny, z drugiej zaś wolny od czczenia księgi (swoistego egregora). Koncepcja ta kapitalnie rozszerza myśl Judaizmu Rekonstrukcjonistycznego. Myślę, że jeden z istotnych problemów w kwestii rozwoju duchowego (o czym wspominałem we wczesniejszych komentarzach) polega skanasenie narzędziowym. Gdy się temu przyjrzeć to przez kilka tysięcy lat kręcimy się w kółku wokół kilku nieudolnych i pordzewiałych zabawek jak mody, mantry, medytacje, ewokacje, inwokacje i czytanie pisma. Dramat jak na czas rozwoju naszego gatunku. Praktycznie zerowa innowacja. To jak socjalizm, który był przecież dobry i wymagał ciągle jedynie odnowy :) o oczywiście w ramach już wytyczonych. Osobiście mam taką intuicję, nie poparta przynajmniej póki co dowodami, że właśnie powiązania Tarota i Kabały (zrozumienie tego związku na głębokim poziomie) może otworzyć nowe rozumienie i dać nowe, nieznane obecnie narzędzia. Jeśli chodzi o podejście do Tarota to z jednej strony mamy krzywienie się wszelkich czynników rwligijnych - od kościoła katolickiego począwszy na rabinach skończywszy, z drugiej ezoteryczne bredzenie w postaci najgorszej do wyobrażenia metafizyki a z trzeciej new age i jego psychologizowanie. Psychologizowanie stało się wszechobecne. Tarot zdaje się ujawniać głęboki psychologiczny wymiar ale ograniczanie jego rozumienia wyłącznie do tego zakresu jest jak definicja orgazmu poprzez serię skurczy. No cóż orgazm wyłącznie serią skurczy raczej nie jest :))))))))))))) Tak więc myslę Suljanie, że mimo krzyków ze strony wszelakich obrońców tradycji rozwiniesz swoje koncepcje w postaci książki, ja w każdym razie bardzo chętnie bym ją przeczytał.
Pozdrawki :)
-
2009/06/18 12:54:22
Jezus (z plastikowym talerzykiem i widelczykiem): ktoś powiedział:naleśniki??!
Ojciec: określiniki durniu!!...cimcum smarkaczu...już!
Jezus(wniebowstępuje) :też mi kabała...phi...
-
2009/06/18 13:52:49
Ta, koran jest trochę bełkotliwy, ale jest kilka fajnych rzeczy... Do tego można dorzucić wedy, które też są niezłe i dużo wiedzy wciskają. Tylko tradycja trochę innna. Była wydana kiedyś Baghawatgita Pieśń Pana i w odróżnieniu od Krisznowskiego (ruch świadomości k.) fajnie się czyta, tak przyjemnie. W Popol Vuh jest jakby bohater podwójny, ale dwa to nie jeden i przez to odpadają też mity słowiańskie...
Teorie A. Crowleya są trochę przestrzelone, a jego Objawienie Ajwasa (czy coś tak) to nie było przyjemne do czytania...
Czytałem rózne też takie gnostyckie i też są fajne teorie i etc. Mi się chyba najbardziej podoba panteizm (i henoteizm, ale z innych powodów, a chbya obiecywałem że o polityce pisał tu nie będę...)...

Suljan kiedyś obiecał opis symboliki herbu Niezgoda! i ja tego się nie mogę doczekać!!!
-
2009/06/18 15:02:42
sasimrege
Crowley zwykle był ostrożny w ocenie sensu własnych doświadczeń i traktował je z przymrużeniem oka, jednak odnoszę podobne wrażenie, że jeśli idzie o nijakiego Aiwassa traktował go nadzwyczaj poważnie. Dzięki Crowleyowi nauczyłem się jednej ważnej rzeczy - nie chodzi o to, żeby unikać metafizycznych doświadczeń, wręcz przeciwnie, należy jednak mieć do nich dystans, badać je a nie wierzyć w nie i składać im hołd. Bardzo fajnie ujmuje tę kwestię Robert Anton Wilson w "Kosmicznym Spuście" - mianowicie: Po paru miesiącach regularnego brania raz na tydzień LSD (już po zakończeniu eksperymentów) regularnie zacząłem widywać na polu przed domem Najświętszą Marię Panienkę, rozmawiałem z nią. Byłbym jednak ostatnim kretynem, gdym uwierzył, że to NMP, obserwowałem więc z zaciekawieniem te fanaberie i czyniłem eksperymenty. Nasza kultura kompletnie pozbawiła nas wiedzy o egregorach, większość ludzi labo je czci albo się ich lęka albo jedno i drugie. Czy należy ich unikać. Wydaje mi się, że to absurd. Każdy z nas jakoś je tworzy. To tak, jakby unikać ruchu ulicznego, bo mozna wpaść pod auto. Raczej należy nauczyć się poruszać po ulicach, wprzeciwnym wypadku popadniemy w paranoję na punkcie wypadku a w przypadku ekstremalnym zaczniemy czcić pojazdy mechaniczne jako wielkie nieznane siły :)
-
2009/06/18 21:03:39
"Przez pięć dni tygodnia świeci piękne słońce, w sobotę zaczyna padać, pogoda robi się pod psem albo i pod dwoma. W czasach, gdy hołubiłem rozmaite egregory przyjąłbym ten fakt jako coś naturalnego. Nie żywiłbym do nich o to najmniejszego żalu. Przeciwnie. Czułbym dumę z tego, że zgadzam się z ich wolą i z uśmiechem na gębie pakowałbym do samochodu przemoknięty namiot. Teraz jednak coś buntuje się we mnie Cholera jasna, czy nie mógłbyś przesunąć tego deszczu na poniedziałek? burczę pod nosem."

Witam :-)
Zafrapował mnie jak widać dokładnie ten sam fragment Twojego tekstu, co Nietypową.
Zastanawiam się jak to jest, że mówiąc o Nienazwanym jednocześnie tak dokładnie potrafimy nazwać, określić swoje zachowania w stosunku do tego, co się dzieje w tzw. świecie zewnętrznym i na co mamy zerowy wpływ (w tym przypadku - zmiany pogody) a na co możemy tylko adekwatnie zareagować i - znowu - adekwatnie - do swojej reakcji nazywamy to do czego się odnosimy...? Czyli - jeżeli pakuję do samochodu namiot to jest to reakcja na egregory i tym samym wiem, że mam do czynienia z egregorami i tak wygląda mój świat, a jeżeli się kłócę i "żądam" przesunięcia deszczu na poniedziałek to rozmawiam z Bogiem i w tej samej chwili, kiedy to uznaję tym samym konstytuuję świat w którym jest obecny już Bóg a nie egregory.
Może więc zaczynamy matrixować nasz świat nie na poziomie słów, odwoływania się do i powoływania na rozmaite źródła przekazu lecz na poziomie naszych odruchowych, bezwarunkowych, spontanicznych reakcji na to, co nas spotyka, na to czego nie mamy czasu przeanalizować i rozważyć, a czego właśnie jedyną miarą jest bezpośrednio z nas wypływająca reakcja (albo pakowanie namiotu albo kłótnia).
I teraz tak - z jednej strony ta reakcja skoro wypływa z samego naszego środka nie może być fałszywa. Z drugiej - skoro to ona jest miarą tego z czym mamy do czynienia to oznacza to też, że nasza reakcja siłą rzeczy zrównuje niejako świat egregorów ze światem Boga. Jeden i drugi, przefiltrowany przez nas staje się tak samo prawdziwy i jednocześnie tak samo fałszywy.
Suljanie, mam nadzieję, że nie uznasz tego za próbę psychoanalizy Suljanowej osoby :-) Coś mnie po prostu zaintrygowało po przeczytaniu tego fragmentu, a raczej coś niemal przeszyło, bo przecież mój świat też jest mierzony moimi odśrodkowymi reakcjami, a najlepszymi miernikami są te które ujawniają się wobec okoliczności które uznajemy za dla nas niesprzyjające.
Myślę, że (częściowo przynajmniej) odpowiedzią na moje "rozterki" pt "o co w tym wszystkim chodzi" są słowa Rawna Clarka: "Na ścieżce własnej realizacji, niezbędnym pierwszym krokiem jest zbadanie własnego filtru nastawienia. Dopiero kiedy ten filtr jest znany i odstawiony na bok, to istnieje postrzeganie samego podstawowego wszechświata. Do tego czasu postrzeganie jest całkowicie zaangażowane w siebie, odkrywając więcej o własnej psyche osoby niż o wszechświecie."
I chyba właśnie w tym jest sęk - wszystko, co napotykamy filtrujemy przez siebie i w zależności od mocy i jakości filtru lądujemy w piekle lub w niebie. W świecie egregorów lub w świecie w którym możemy pokłócić się z Bogiem. Ale tak jak nie da się poznać Boga tak też nie da się zmierzyć świata własną miarą niezależnie od tego jaką opcję, wiarę, światopogląd w danej chwili (sic!) przyjęliśmy.
Hmmm.... częściowo już sama sobie odpowiedziałam na to co mnie nurtuje, ale tylko częściowo; tak to czuję....
A że Bóg jest Miłością? Tak, do mnie od dawna przemawia, tylko, że ta miłość jest początkiem i końcem, bo nie ma nic od niej prostszego a jednocześnie nic trudniejszego, nic bardziej możliwego a jednocześnie nic bardziej niemożebnego. Przynajmniej momentami. Albo i częściej.
-
2009/06/18 21:56:45
Annago skąd wiesz że egregory istnieją?Czy napotkałaś je,widziałaś?
-
2009/06/19 10:33:18
Jacenty, obśmialem się z Twojej definicji orgazmu :-DDDD Pozwolisz, że bedę jej uzywał ( w wiadomych, newageowych celach ).
Masz racje, Od tysiącleci gonimy w pietke, powtarzając wciąz te same gesty i wypowiadając te same słowa. Toc mowilem, że duchowość jest nuuuuuudna, prawda?
Pomysł badań nad Biblią bardzo mi sie podoba. Pytanie - kto je sfinansuje. Jakie metody porzyjąc. Od jakich wyjśc założeń. Myslę, że trzeba wyjśc od koncepcji egregora ( niekoniecznie jako "odzienia" dla "istoty nicości" ). I tu, obawiam sie, mozna popaś w sidła newageizmu. Jednym słowem - popwazne wyzwanie. Kto chetny?

Feniksx, lubie nalesniki, zwłaszcza z serem :-)

Sasimrege, Koran jest opisem mistycznych doswiadczeń 1 człowieka, ktore dokonały się na różnych poziomach. To samo tyczy listów pawłowych i Gity. Z Wedami jest inaczej, ale ich historyczne badania utknęły w marwym punkcie. Niezbyt często zreszta mówią one o "kontakcie" z Transcendencją.

Annago, cytowany przez Ciebie passus był świadoma prowokacją. Zwłaszcza w kontekście dalszych rozważań. Ale nie tylko. To zdarzyło się NAPRAWDĘ. Co tu kryc - mój stosunek do Żywego Boga jest... hmm... żywiołowy :-) Ale nie tylko w tym rzecz. On wynika z tego, ze moja relację z Bogiem uznaje za spotkanie. Spotkanie dwojga rodzi komunikaty i poprzez komunikaty sie odbywa. Stąd potrzeba "definiowania" TEGO DRUGIEGO. Definowanie jest "czynnością ciągłą", ma charakter dynamiczny. Spotkanie z egregorem jest statyczne, a on jest definiowalny. Nas tym polega różnica. Nie wiem, czy się jasno wyrażam, ale nieco sie spieszę i moze źle dobieram słowa.

Pozdrawki :-)
-
2009/06/19 11:01:23
Suljan,ja zdecydowanie wolę z dżemem
Jacenty,Annago,Nietypowa,Sasimrege,Julinda,Dada...czy lubicie naleśniki???
-
2009/06/19 11:58:00
Feniksx:
Zupełnie nie o to chodzi, czy widziałam egregory czy też nie. Nie w tym rzecz.

Suljanie:
Rozumiem różnicę, ale również nie o to mi chodziło, tylko właśnie o to, żeby wyjść poza wszelkie definicje, poza potrzebę definiowania jaka by nie była i z czego by nie wynikała i również bez względu na to, co lub Kogo w danej chwili definiujemy.
Chodzi mi o to, że to, co prawdziwe nie podlega definicji, nie wyzwala nawet potrzeby kontaktu ani komunikowania.
Można poza to wyjść i niejako samym życiem, poprzez sposób w jaki się żyje, po prostu pozwalać Bogu działać w naszym życiu. To nie tylko "bądź wola Twoja" to jeszcze coś innego, ale o tym (być może) w następnym odcinku.
Bo teraz muszę się z pewnych względów zresetować i powiem tak:
mając do wyboru naleśniki z serem i z dżemem wybieram... TA DAAA!!!! -
krokiety z pieczarkami plus jakaś sałatka - najchętniej taka w której będzie dużo pomidorów.
-
2009/06/19 12:39:44
wiem że nie o to chodzi ale zapytac mozna.....zapewne wielu czytelników zada sobie to pytanie:czy doswiadczyłaś egregorów...jak i kiedy?...i to bedzie ludzka reakcja :-)
-
2009/06/19 13:55:23
Opisałem się komentarza ale antyspam (egregor jeden) nie puscił go. Więc może krótszy puści :)

Suljanie
cieszę się, że chcesz używać mojego orgazmowego porównania, niech się rozpowszechnia :) Takich badań niestey nikt nie sfinansuje, prędzej nas wyklną od ezoteryków począwszy na rabinach skończywszy. Myślę jednak, że gra jest warta świeczki i można by przyjąć sposób działania analogiczny jak w świecie wolnego oprogramowania, czyli poprzez rzeszę ochotników ale zorganizowanych w określone projekty.
-
2009/06/19 13:56:04
No krótkie przeszło :)
Feniksx
neleśniki tak, każdego rodzaju :)))))))))))
-
2009/06/19 14:20:59
Nie chcę się wtrącać czy cuś, ale naleśniki są maziste i szybko stygną.
:-))))))))))))))))))
-
2009/06/19 15:57:29
Jezus (wziemięzstępuje):sorry...czy aby na pewno umiesz robić naleśniki Annago??
Jezus Spod Pachy*: Jacenty ....to oświadczenie w jakiś sposób przywróciło Ci miejsce u bogu Ojca...bo twe notowania spadły gdyś sie przyznał że nie znasz Mumio....
Ojciec:w niebie wszystko szybko stygnie Annago..nie mamy wesołych ognisk jak w piekle i bardzo tu wieje...

__________________
*ctud.blox.pl/2009/02/CHOROBA.html#ListaKomentarzy
-
2009/06/19 16:19:14
a co z kabaretem Mumio Annago..czy znasz i pałasz sympatią??
-
2009/06/19 19:46:45
grumko.blox.pl/2007/12/235-Nalesniki-z-kawa-i-kakao.html
myślę, że super, jeszcze nie wyprubowalam ;-)
-
2009/06/19 19:47:30
wypróbowałam - klawiatura mnie stresuje :-)))
-
2009/06/19 19:54:29
Suljanie,
chyba masz dyskomfort spuścizny - koniecznie chcesz komuś ...
:-)))

Tym trzecim nie jesteś, bo mi się kiedyś przyznałeś, że nie jesteś Duchem Świętym,
że tak będę przy swojej opcji politycznej obstawać;-)))))
-
2009/06/20 14:19:26
Feniksx:
Dobra, powiem to, chociaż nie lubię się zwierzać.
No niech Ci będzie.
Naleśniki u mnie to przeszłość.
Tak, wiem, teraz spytasz - dlaczego i od kiedy?
Otóż od chwili gdy nauczyłam się robić czekoladowe omlety.

Pytasz też czy znam kabaret Mumio.
Feniksx.
Właściwe pytanie brzmi czy Ty znasz kabaret pod Egidą.
No właśnie...
-
2009/06/21 14:32:07
moje pytanie jest właściwsze bo zadałem je pierwszy...to co jest pierwsze pochodzi od źródła wszystkiego..przed nim nic nie było a to co jest po tym tylko imituje to co pierwsze
czy te omlety są po prostu całe z czekolady??
-
2009/06/21 17:59:01
Feniksx, a propos kolejności... co było pierwsze - jajko czy kura?
Sam widzisz, że kolejność bywa również zagadkowa, a zatem żadne ogólne prawidła nie mają tu zastosowania.
Omlety są po prostu całe z jajek, mąki (sic!), kakao i z cukru. I to tyle co mogę Ci zdradzić, bo przepis na nie skomponowałam sama; i tu zaczynają się prawa autorskie. A za nimi idą tantiemy.
No.
:-)))))
-
2009/06/21 20:04:48
Żywy Bóg daje tylko wolność, zwłaszcza wolność od "Żywego Boga".
Sądzę, że JEDEN to też zmyła - być może ostatnia i najskuteczniejsza, a dalej - nie wiem.
-
Gość: Nietypowa, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/06/21 21:30:23
Feniksx, słyszałem tylko o istnieniu kabaretu Mumio, ale szczegółów odnośnie jego twórczości nie znam, więc trudno jest mi się wypowiedzieć.
Ale z tej dyskusji na kosciol.pl to się uśmiałam do łez, dzięki za wklejenie linka. A ten gościu paolobb i jego tekst "do zobaczenia na księżycu" był po prostu za....isty!:-D
Przy okazji widzę, że suljan ma chyba więcej czasu, niedawno zamieścił notkę, że ma go mało, a teraz znów częściej zagląda. Przy okazji mam suljan małe pytanko do Ciebie - przypadkiem nie wystąpiłeś ostatnio w jakimś programie telewizyjnym a'la kawa czy herbata?
-
2009/06/21 22:10:53
Nietypowa,podaj maila to wyślę Ci zredagowany (trochę) skrót tej dyskusji oraz inne fajne rozmowy z JWS
-
2009/06/21 22:14:27
Annago..zapytajmy kurę,jajko nie jest w stanie odpowiedzieć
-
2009/06/21 23:12:42
Do what thou wilt shall be the whole of the Law. *
Chrystus: Na dziś wystarczy....Rodzina juz chrapie a ja też zaraz sie położę..o jezu, jaki jestes śpiący...
Jezus: jeszce nie śpię i czekam na ciebie zbawco.....
Love is the law, love under will.*
________________
*ctud.blox.pl/2006/04/Urlop-Czas-wolny-Wolny-Hm-Z-pewnoscia-zajety-A.html#ListaKomentarzy
-
2009/06/22 13:15:43
Tia... wyjechałem na pare dni i proszę, oto efekty. Rozmowa zeszła na... krokiety naleśnikowe w polewie czekoladowej z truskawkami... Jezu, ratuj!!!!!

Dada, to, że Duch świety jest trzeci to rzecz umowna. Przeca ONI są współistotni, jak naucza kościół nasz swięty w duchu, jezusie i ojcu itd., więc równie dobrze mogłby byc pierwszy tudziez drugi... :-P

Annago, rozumiem, ale nie o to mi w tym tekście chodziło. Chodzilo wlaśnie o sprawę kontaktu, tj. jakim okreslnikiem okreslić interlokutora tak, by ów okreslnik najlepiej okreslał jewgo cechy. Mowiąc inaczej - tekst traktuje o DIALOGU, o SPOTKANIU, czyli pewnej formy relacji, ktorej potrzebe czasami (?) czuję i podobnie czuje wielu innych ludzi.

Jacenty, z ochotnikami bywa różnie. No i jest problerm z tym, jak mierzyc "jakość" tych badań, jakos metod itp. Ale może szukam dziury w całym, nie wiem...

Feniksx do Jezusa: o Jezu, co było wpierw? Nalesnik czy czekolada?
Jezus do Feniksxa. zjadając naleśniki: mniam, mniam, mniam...
Feniksx z rozpaczą w głosie: Odpowiedz mi!
Jezus dop ojca w duchu swietym: q.... naleśniki znów sie skończyly. Leniwe poroszę!
Feniksx rozleniwiony osiąga oświecenie
Kurtyna
:-DDD

-
2009/06/22 13:18:20
Sah-hih: wolność jie oznacza zakazu kontaktu :-) Wolnośc oznacza, że MOŻNA się kontaktować... :-)
-
2009/06/22 14:26:39
Feniksx z radością w głosie:jestem coraz bliżej!..
-
2009/06/22 14:33:06
Ojciez Z Maryją Pod Pachą(życzliwym głosem):kiedy kota nie ma myszy harcują,to naturalna kolej rzeczy...te wpisy nie sa złe ani dobre...po prostu są...
Maryja:ano....
-
2009/06/22 14:44:37
Suljanie,
wiem, że to zabrzmi straszliwie nieskromnie, ale śmiem twierdzić, że zrozumiałam o co chodziło w Twoim tekście (;-p))
I śmiem nawet twierdzić, że w pewnym sensie kluczowe dla onego tekstu jest to min: Twoje stwierdzenie: "jaką mam pewność, że to właśnie z Nim mam do czynienia?"
No więc właśnie. Chodziło mi tylko o to, że wg mnie dla uzyskania tej pewności nie jest konieczne (wg mnie) zdefiniowanie Tego z Kim mamy "do czynienia".
A brak zdefiniowania nie oznacza wg mnie braku kontaktu. Wiem z kim chcę się kontaktować więc moja intencja jest czysta. Wiem, co myślę o definicjach więc z "czystym sumieniem" wyzwalam się ze wszelkich ustalonych kanonów. Wiem, bo moje "wiem" pojawiło się w moim życiu po etapie określonym jako "wierzę" - gdzie owo "wiem" oznacza wiarę popartą konkretnym doświadczeniem. I w związku z tym wszystkim mój kontakt z Nim często bywa pozawerbalny, ale to chyba wszystko, co chciałabym o tym powiedzieć (nomen omen)
Po prostu mam inne swoje własne "rozwiązanie" na to o czym pisałeś w tekście, ale to jeszcze nie znaczy, że go nie ogarniam.

Fenikxs: Kieckę byś sobie lepiej ogarnęła.

Idę, bo przy Was dostaję jakiegoś fikoła...

Fenikxs: Fikoł już tu był przed Tobą...

..............:-)))))))))))))))
-
2009/06/22 16:48:09
Feniksx: mówiąc Fikoł miałem na mysli Rogatego....a Nas sie nie bój bo jesteśmy jak dwa ramiona Boskiego Rodzica
-
2009/06/22 21:52:18
Suljanie
Filtr antyspamowy :(((((((( sie na mnie uwziął
-
2009/06/22 22:13:14
Jacenty..co Ty wypisujesz...pewnie bezeceństwa na Ojca,JezusaChrystusa,Maryję i Feniksxa..ale ręka Dobra czuwa...ha!
-
2009/06/24 17:59:55
wolność kontaktu
niech mnie ucałuje pocałunkami ust swoich
-
2009/06/24 20:48:57
Sa-hih, niech... :-)

Annago1, niech cię ucałuje pocałunkiem swoim ( że zacytuje Sa-hiha oraz Pieśń nad Pieśniami ). Kiedy całuje - jest pocałunkiem :-)

Feniksx, oto na oczach naszych stajesz się Wielkim Czwartym swietej trójcy... Alleluja!
-
2009/06/24 22:21:13
Hę?
Że tak zagaję uprzejmie i cokolwiek niespodziewanie.
Człowiek się na chwilkę odwróci, a tu jego pocałunki są rozdawane...Dziwne to życie. Właściwie to tak bardzo się zdziwiłam, że sama nie wiem co ja na to, skoro i tak już się dokonało bez mojej wiedzy. Za to z moim pocałunkiem. Hm.

Idę się dziwić dalej za kurtynę.
:-))))))))



-
2009/06/25 17:37:16
"Kiedy całuje - jest pocałunkiem :-)"

Ale to ładne, tak BTW. Obiektywnie rzecz biorąc, of course.

Bosze, jest 17.35, i ciemność zakryła ziemię. Czy kiedyś przestanie się wreszcie burzyć? Dlaczego to niebo płacze już od miesiąca...???
-
2009/06/28 23:24:54
Maryja Zawsze Dziewica(z wypiekami): przepraszam.....a te pocałunki to z języczkiem były?
-
Gość: argonauta, *.nsw.bigpond.net.au
2009/07/05 05:31:01
Suljanie

W sprawie sprzecznosci zjawisk natury (boskich interesow???) z naszymi interesami... w Powiesci "Faraon" B. Prus opisal to bardzo ladnie,jest tam sytuacja gdzie mag Beroes, wywoluje umierajacemu faraonoami obraz osoby w calm Egipcie ktorej modlitwy docieraja do Boga, ta osoba mialaby sie modlic za faraona i jego zdrowie, widok w szklanej kuli byl taki, ze modlitwy wzlatujace do Boga na ksztal ptakow sie scieraly ze soba w powietrzu i walczyly, bo oto rybak modlil sie zeby Nil nie opadal za szybko, wtedy zlowi wiecej ryb, rolni modlil sie zeby Nil opadal jak najszybciej wtedy zacznie swoje prace w polu, chory modlil sie o szybkie zdrowie, za slekarz, zeby chory jak jak dluzej chorowal, gospodarz modlil sie o ochrone przed zlodziejami, zas zlodzieje modili sie o latwe zlodziejstwa, wedrowiec na pustyni modlil sie o deszcz z polnocy, z morza ktory mu przyniesie deszcz i ochlodzenie, zas zeglarz na morzu modlil sie o to zeby wiatr z zachodu nie zmienial kierunku, wtedy szybciej dotarlby do domu, dzikie zwierzete modlily sie o ochrone przed drapieznikami, a drapiezniki o udane lowy. Takie byly interesy modlacych sie do Boga. Faraon tez zobaczyl tylko jedna jedyna modlitwe do Boga ktora wzniosla sie ponad pozostale, i jako jedyna dotarla - bylo to podziekowanie malego chlopca, o nic nie prosil, on za wszystko dziekowal.
Tak widac bywa, ze komus ten deszcz moze potrzebny.
-
2009/07/05 23:45:09
dlaczego ostatnio tak mało piszesz Argonauto?
-
2009/07/28 22:36:29
Pewnie są tacy dla ktrórych pomocne jest uświadomienie sobie jedyności, ale po co tyle pisać i babrać się w egregorach magiczno-kabalistycznych. No i z takimi wątpliwościami wyzierającymi z każdej prawie linijki. Miłość się czuje. Miłość obejmuje wtedy całość Istoty. A kiedy się tak zakamuflowanie siebie przekonuje, że się wie o czym się mówi to jakie są z tego korzyści? Może lepiej jasno wybrać Boga, a nie babrać się w tarotach i samego siebie oszukiwać że to nie egregor...
-
2015/07/12 10:58:42
Powyższy link odsyłał do dyskusji na facebooku w dniach 8 11/I/2011
Dyskusja wyglądała tak:

Jan Witold Suliga
Powiedz: Pan mój prowadził mnie drogą prostą - właściwą religią, religią Abrahama, sprawiedliwego. On nie był z tych, którzy łączą bogów z Allachem. (Sura Al-An'Am, 6.162)

Yeshe Shanti
Z tego poczucia że ktoś jest ważniejszy biorą się wojny...

Yeshe Shanti
Aloha! :-)

Rozmówca2 [profil usunięty]
Bóg jest wszystkim: i Jahwe i Allachem i Szatanem... i Abrahamem i Janem Suligą :-)

Jerzy
Nie będziesz miał Bogów cudzych przede mną, czyli Jahwe doskonale wiedział, że są inni, ale wg Niego, to On jest Najważniejszy. Amen.

Jan Witold Suliga
Ten, kto twierdzi, iż wie, kim jest Bóg, dostrzega w Nim bogów... A kto to czyni, nie Jemu składa cześć, lecz płodom swojej wyobraźni...

JaKasia Janeczko
Niemniej jeśli rozrysowujesz schemat i zaznaczasz punkt na mapie, który wskazujesz jako "Bog" (czy to mozna robić?), albo wygłaszasz twierdzenie, że do Niego (tu wskazujesz) odnosi się to, co napisałeś o widzeniu w Nim bogów bądź oddawaniu czci nie-Jemu - to jest też wiedza o Nim, choć niebezpośrednia.
Pogląd, że Bóg jest wszystkim, w tym i szatanem, jest najbardziej bezpiecznym opisem Boga, oddającym Mu najwyższą cześć. Jeśli się od niego coś odłącza, to zostaje z Niego "płód własnej wyobraźni" w postaci ułomnej i niepełnej istoty stworzonej (bożka).
Na marginesie - gniewu takiej postaci naprawdę można się obawiać, ponieważ takowe mogą z nami (albo o nas) walczyć.

JaKasia Janeczko
Nie będziesz miał Bogów cudzych przede mną,czyli Jahwe doskonale wiedział, że są inni,ale wg Niego, to On jest Najważniejszy. Amen.
Jerzy - to jest najbardziej bałwochwalcza wobec Najwyższego wypowiedź - że jest zadrosny o innych, podobnych sobie! Z takiej wizji wyłania się nie Bóg ale 'bałwan', a raczej jeden z wielu czczonych 'bałwanów'.

Jerzy
Wczytaj się w Biblię, chyba że jej nie uznajesz a wtedy bez żadnych interpretacji teologicznych czy filozoficznych wiele się dowiesz o naturze i obrazie żydowskiego Jahwe. Cierpliwości!

Światosław Florian Nowicki
No tak, trudno nie przyznać racji. Ale jeżeli zabrać się do rzeczy kabalistycznie, wówczas wszystko ma wiele innych, zupełnie różnych sensów.

JaKasia Janeczko
Mnie, Jurku, interesuje Ten, Który Jest a nie ten, którego wymysliła sobie jakaś (jakakolwiek) kultura.
Święte księgi są drogowskazami, ale jest ich trochę jednak dużo. Czynność czytania - chwalebna rzecz, do czasu. Jeśli droga do poznania Boga wiedzie nieustannie przez księgi (a to jest nieuchronny skutek ich przeceniania), to można stać się zombi za życia. :)
Ksiąg świętych jest wiele w różnych kulturach. Przeczytać wszystkie aby porównać i wybrać - prawie niemożliwością. A nie porównać - to wybrać na ślepo to, na co oczy padły. Jeśli zawierzymy świętym księgom jakiejs religii (nie przestudiowawszy innych ksiąg z bezstronnościa i wiarą w ich prawdziwość), to nie przypisujmy sobie szczególnej mądrości i wiedzy. Rozsądek nakazuje wówczas równie poważnie traktować wyznawców Allaha, Krshny i innych, według zasady "nie osądzaj" lub "nie czyń drugiemu co tobie niemiłe". Skoro Bóg powołuje (kieruje nasz wzrok na te akurat a nie inną ksiegę), to nie oceniajmy też kogo powowołał i do czego.
Ja jednak uznaję prawo (a wręcz obowiązek) własnej odpowiedzialnosci za kształt wiary. Więc jeśli mój wzrok na coś pada, to zastanawiam sie dlaczego, co mam z tym zrobić i w czym mnie to przybliża do Celu. I juz dawno musiałam rozwikłać problem nadmiaru materiałów - mądrych cudzych wizji. Gdybym tej kwestii w swoim czasie nie rozwiązała, to teraz pewnie dyskutowałabym o "paznokciu trzeciego palca lewej nogi kuzyna anioła od brata poprzedniego boga wyznawcy narodu piątej kalpy siódmego świata ". I byłabym tak samo dalego od Celu jak na początku. A może nawet i jeszcze dalej, bo nałogi zatrzymują.

Yeshe Shanti
K*urwa ! :-)

JaKasia Janeczko
A to cooo? :)))
-
2015/07/12 11:00:00
Światosław Florian Nowicki
"Jam jest, który jest", "Jam jest prawda itd." - ja nie wiem, czy to można przerabiać na 3 osobę, na Tego. "Jam jest" i żadnego innego Boga w okolicy nie ma.

Yeshe Shanti
Bóg Światosław ;-)

JaKasia Janeczko
Nie jestem pewna czy chodzi mi o "Jam jest, który jest" - chociaż ja uznałam, że zaiste Mojżesz spotkał Tego, Który Naprawdę Jest.
Powiem krótko: mam głęboko w dupie każdego mocarnego władcę świata, jeśli nie jest on Ostateczną Prawdą i Kreatorem Świata. Jeśli ktokolwiek chce ze mnie uczynić niewolnika, to będę nim w takim stopniu, w jakim mnie do tego zmusi. Ale zawsze jest wyjście z tej niewoli... poprzez wewnętrzną przestrzeń.

Światosław Florian Nowicki
Nawet powidziano nam łaskawie: "bogami jesteście", ale na razie w głowach nam się to nie mieści.

JaKasia Janeczko
Naprawdę tak nam powiedziano, że "bogami jesteście"?
Ja myślałam, że to tylko można wydedukować, ale usłyszeć wprost się nie da (zresztą jest całkiem zrozumiałe dlaczego).

Światosław Florian Nowicki
Psalmista powiada: "Strach przed Panem jest początkiem mądrości", a ja wam powiadam: "nie lękajcie się", bo strach jest tylko początkiem mądrości, a nie całą mądrością.

JaKasia Janeczko
I jedno i drugie jest prawdziwe. Najlepiej obie te prawdy działają w komplecie. :)

Światosław Florian Nowicki
Mówi to Jezus w Ewangelii wg. św. Jana, cytując w odpowiedzi Żydom Stary Testament. A sens ma to mniej więcej taki: jeżeli nawet wy jesteście, to co dopiero ja. Ale oczywiście lepiej to wydedukować. Ta dedukcja zaczyna się od kartezjańskiego "myślę, więc jestem", ale potem już znacznie wykracza poza horyzont filozoficzny Kartezjusza, który nie zastanowił się dość gruntownie nad tym, czy on sam jako skończone Ja w istocie istnieje, czy też - żeby istniało - musi tak się rozszerzyć, żeby stać się Bogiem.

JaKasia Janeczko
Ja się tego "strachu" - a raczej u mnie: RESPEKTU nie wyzbyłam do dzisiaj. Jest motorem moich działań, decyzji. Gdy się spieram wyzywając jakąś 'powszechnie szanowaną wizję Boga' od 'bałwanów' - też kieruję się respektem dla Tego, który... jest z powodu 'bałwanów' ignorowany.

Światosław Florian Nowicki
Chrześcijaństwo przyniosło z sobą ideę bogoczłowieczeństwa. Jeśli ma to mieć ten ograniczony sens, że jakiś jeden człowiek Jezus był przez chwilę także Bogiem, to jest to grzech przeciw Duchowi Świętemu i idea bez większego znaczenia. Ale jeśli nadaje się temu sens ogólny i istotny dla samego Boga, który bez człowieka tak naprawdę nie istnieje, co stwierdzali Mistrz Eckhart, Anioł Ślązak, Hegel i inni, i Bóg istnieje poprzez człowieka, o ile ten człowiek stanie się Bogiem (oświeconym, Synem Bożym), to nie ma się co bać Boga, bo to byłoby tak, jakbyśmy się bali sami siebie.

JaKasia Janeczko
O tak, dokładnie tak. :)
-
2015/07/12 11:00:38
Światosław Florian Nowicki
Dziękuję za miłą wymianę myśli.

Jerzy
Janek pewnie ani myślał, że to się tak rozwinie. Proszę państwa, z naszej wymiany poglądów wynika jasno, że cokolwiek powiemy na temat Boga, religii, poglądów etc. odwołujemy się do nauk, ksiąg które ktoś napisał, cytatów które ktoś powiedział, a znaczy to, że powołujemy się na ludzką wyobrażnię, fantazję czy wreszcie na talent krasomówczy i umiejętność przyciągania słuchaczy, potencjalnych wyznawców czy te, z uczniów. Dlatego należy badać księgi a co mądre zachowywać, oczywiście jeśli ktoś chce i chyba na tym polega istota Boga, że jest w każdym z nas, którzy o Nim mówimy.

JaKasia Janeczko
Czytając zawsze interpretujemy (wyciagamy wnioski w oparciu o dotychczasową naszą wiedzę, skojarzenia, emocje). Bez interpretacji księgi są tylko zbiorem znaczków. W księgach owszem, znajdziemy Boga, o ile go rozpoznamy. :)

Światosław Florian Nowicki
No i jeszcze jest pytanie: po co wcieliliśmy się w tym a nie innym kręgu kulturowym? Czy nie po to, żeby odnosić się jakoś - pozytywnie lub negatywnie - do panujących w nim systemów duchowych? Stąd zarzut, że w naszych wyborach nie uwzględniamy wielu idei spoza naszego kręgu cywilizacyjnego, choćby dlatego, że ich w ogóle nie znamy, jest słuszny tylko do pewnego stopnia.
Istotna jest też na poły podświadoma reakcja na czytany tekst. Albo czujemy jakiś prąd ducha, który z niego wychodzi i nas porusza, a wtedy jest to nasze wewnętrzne świadectwo o jego prawdziwości. Albo też czujemy do niego niechęć lub nic w ogóle nie czujemy. I w ten sposób dowiadujemy się czegoś o sobie, a naszej własnej prawdzie.

Jerzy
W naszym katolicyzmie "obowiązuje " zasada - w tej wierze się urodziłem i w tej chcę umrzeć, a strasząca piekłem hierarchia, ani myśli odpuścić. Do tego dochodzi gnuśność w poszukiwaniu tożsamości duchowej. Jesteśmy jacy jesteśmy.

Światosław Florian Nowicki
Zmiany w mentalności zachodzą niby wolno, ale czasami gwałtownie. Za wczesnego Gomułki czy Gierka znaczna część narodu była za socjalizmem. Wystarczyło wprowadzenie stanu wojennego, mord na księdzu Popiełuszcze, by wszelka akceptacja dla tego systemu bezpowrotnie się skończyła. Świadczy o tym choćby zaskakujący wynik wyborów z czerwca 1989. I wreszcie także nasz katolicyzm tak sam się zdyskredytuje, że nagle na naszych oczach Kościół zacznie się walić i większość narodu zapragnie odnowy. Tylko najpierw musi jak najwięcej paskudztwa ukazać się oczom wiernych. I to się już przecież dzieje.

Jerzy
Bierność w poszukiwaniu mądrości jest wielka i pożera znaczną część naszej społeczności. Ludzie patrzą a nie widzą, słuchają nie słysząc. Jest im wszystko jedno a to oznacza,że nie są ani zimni ani gorący. Takich narwańców jak my, jest garstka a gdy byłem w Solidarności było nas podobno 10mln. Tematyka religii i pustego talerza jest zdecydowanie różna. Mając to na względzie poznajmy nieznane i nie bójmy się ogni piekielnych.

Mirosław Czylek
Myślę sobie, iż człowiek "uduchowiony" nie istnieje dopóty, dopóki nie uzna, że wszystko, co wymyślił i co wymyślili jego bliźni, może być bzdurą. Choćby najszlachetniejszą, ale bzdurą. Najpierw był Chaos, potem Bóg. U człowieka powinno być podobnie, najpierw Bzdura, później Wiara. Ja Wierzę w sens i opatrzność. Kogo? Nie wiem. Bezmiar światów możliwych, gęstości wymiarów, rzeczywistości równoległych szybko ucisza moją zarozumiałość tworzenia coraz to nowszych dogmatów. Oczywiście mogę być w tym uciszeniu emanacją Pychy. Smok Pychy często zieje siarką pokory. Wybaczcie poezję. Pozdrawiam ciepło :-)
-
2015/07/12 11:01:11
Jan Witold Suliga
Bóg jest JEDEN, bogów jest wielu... :) JEDEN nie zawiera wielu, wielu, nie zawiera JEDNEGO... :) Dlatego łatwiej jest rozeznać, co Bogiem nie jest, niż TO, czym/kim On jest...
Ps. w cytowanej surze słowo "Allach" oznacza "Bóg" i choć nie stanowi Jego imienia, odnosi się tylko do Niego. Tylko On zatem jest Allachem i, w tym też sensie, "nie ma żadnego Boga poza Bogiem". Dlatego "bogowie" to nie Bóg ( Allach ); to produkty naszych wyobrażeń. Jeżeli więc uznajemy, iż jest On Szatanem, Jezusem, panem Kowalskim lub Kryszną - błądzimy. Jeżeli stwierdzamy, iż jest On wszystkim, także błądzimy, albowiem JEDEN jest innej natury niż "wszystko", będąc w nim jednocześnie jako Ten JEDEN, dzięki któremu "wszystko" może być "wszystkim"... :))))
A o bożym strachu napisałem tutaj:
ctud.blox.pl/2006/09/BOZA-BOJAZN-1.html#ListaKomentarzy
O JEDEN, tutaj:
ctud.blox.pl/2009/06/JEDEN.html

JaKasia Janeczko
Wywód ciekawy, gdyby nie to, że założenia nie rozumiem: jeden nie zawiera wielu? Wiele nie zawiera jednego? To jakaś nieznana mi koncepcja.

JaKasia Janeczko
Ale może pospieszyłam się za bardzo. Zaraz przeczytam Twoje teksty. :)

Jan Witold Suliga
JEDEN jest CAŁOŚCIĄ, a nie zbiorem wielu :) Jest jak geometryczny punkt, który nie zawiera w sobie niczego wiecej poza samym sobą... I taki jest sens biblijnej formuły, a zarazem modlitwy: Słuchaj Izraelu, JHWH jest Bogiem naszym, JHWH jest JEDEN...

JaKasia Janeczko
Jeden w takim rozumieniu, jak tu podałeś, jest samotny i oddzielony. Nie może być Bogiem człowieka. :)
Ale jako punkt szczególny, można powiedzieć, że jako jedyny się składa ze wszystkiego, ale sam się na nic nie składa (nie ma nic "pojemniejszego', większego" od Niego). W takim sensie ta jego 'punktowość', 'zamkniętość' jest dla mnie do przyjęcia.

Jan Witold Suliga
W tym właśnie tkwi problem JaKasiu... Tym różni się "pogańska" ( "narodów świata", jak powiedziałby kabalista ) wizja JEDNEGO od doświadczenia Boga przez "niepoganina" ( Żyda, muzułmanina ). JEDEN nie składa się z niczego. Wszystko istnieje dzięki JEDNEMU. Paradoks JEDNEGO wyraża się w ludzkim doświadczeniu tym, że jest On z jednej strony "całością samą w sobie", a więc niezróżnicowaną i całkowicie nie z "tego świata", z drugiej - "całością" w "tym świecie" i w odniesieniu ( relacji ) do człowieka. Tę pozorną sprzeczność oddaje gematria słowa echad - JEDEN, które ma tę samą liczbową wartość co słowo MIŁOŚĆ. A tam, gdzie Miłość, zawsze jest DWOJE ( Bóg - człowiek; człowiek - człowiek ). Dlatego JEDEN jest Bogiem człowieka i "wszystkiego", choć ani człowiek, ani "wszystko" nie zawierają się w JEDNYM... :) I to ta odmienność ( całkowita ) JEDNEGO sprawia, że stając przed Nim czuje się "lęk boży", zaś stając przed imitacjami (wyobrażeniami) Boga, lęku tego nie ma. I nie dziwota, wszak staje się wtedy przed samym sobą, więc czego/kogo się bać?

JaKasia Janeczko
To, co napisałeś, dobrze pokazuje tę specyficzną relację (dosyć paradoksalną) Jednego do Wielości. Ja bym chętnie to kiedyś narysowała, tak jak ja to widzę, ale musiałabym zrobić przynajmniej dwa rysunki tego samego, ponieważ nie da się przedstawić takiego dziwnego przejścia (tożsamości, jednokładności) z Punktu-Jeden-W Człowieku do Punktu-Jeden-W Bogu. Brakuje dodatkowego wymiaru aby to narysować w 2D. W 3D też się nie da. Dopiero da się na kliku (min. dwóch) klatkach.
Bo paradoksem jest to, że każdy ostateczny, najgłębszy punkt w człowieku (każdym człowieku, czyli jednym z nieskończenie wielu!), który pozostaje po wycofaniu się ze wszystkich błędnych identyfikacji i wyobrażeń o sobie, jest jednokładny, wręcz jest tożsamy z Punktem-Źródłem, czyli Jedynym. To jest paradoks, który - gdy się tę sytuację wyobrazi - powoduje odczucie widzenia bramy do innego wymiaru. To jakby ilustracja czterowymiaru. A może też zapowiedź wielu kolejnych na podobnej zasadzie? :)
-
2015/07/12 11:02:05
Jan Witold Suliga
JaKasiu, tym "dziwnym przejściem" jest"spotkanie dwojga" ( Boga i człowieka, człowieka i człowieka ); relacja zachodząca między nimi rozumiana nie jako "zlanie się w jedno", lecz jako "odbijanie się dwóch "ja" w sobie nawzajem"... To czyni mężczyzne i kobietę "jednym ciałem i jedna duszą". I to też sprawia, że człowiek "przylega" do Jedynego pragnąc Go i będąc przezeń przyciąganym... :) Najgłębszy punkt w człowieku to jego dusza ( neszamah ); jego niepodzielne "ja". Wszakże jeśli "ja" człowieka ( hebr. ani ) przekroczy czasoprzestrzeń spotkania z JA (ani) JEDNEGO, ulega unicestwieniu, gdyż - mówiąc kabalistycznie - przemienia się z ani ( ja ) w ain ( nicość ). Oto czemu napisano, że każdy, kto ujrzy Boga - niechybnie umrze. I oto czemu relacja Bóg - człowiek zamyka się w granicach SPOTKANIA, a nie zlania dwóch "ja" w jedno, po to bowiem zostaliśmy stworzeni, byśmy żyli, a nie umarli i byli ludźmi, a nie Bogiem... I z tego też względu warunkiem właściwej relacji z JEDNYM jest zachowanie właściwej relacji z drugim człowiekiem i jeśli tej ostatniej nie ma, relacja z Jedynym ulega wypaczeniu... To właśnie chroni nas przed "lucyferycznym" dążeniem "stania się bogami" lub "jako Bóg"... Z tego także względu, z punktu widzenia "religii Abrahama", o jakiej wspomina cytowana przeze mnie sura Koranu, wszelkie "bogoczłowieczeństwo" jest duchowym nadużyciem oraz idolatrią... :)))

JaKasia Janeczko
Spotkanie "Bóg-człowiek", "kobieta-mężczyzna", "guru-wyznawca" - czy każde z tych spotkań jest według Ciebie tym samym?
Bardzo pięknie i mądrze to wyłożyłeś, stąd ciekawość we mnie, jakie są konsekwencje praktyczne takiej (według mnie bardzo prawdziwej) wizji. Bo dla mnie również, od wielu lat, kluczową rolę odgrywa człowiek. Jego najważniejszą rolę nazywałam "byciem Bramą". Od jakiegoś czasu wiążę z tą Bramą temat zjednoczenia, odczucia bycia kompletnym, nierozdartym, spełnionym, czego potrzeba wydaje mi się dla człowieka największym życiowym motywem.
Jednak aby drugi człowiek był Bramą musi być tym absolutnie, bezpośrednio UNIKALNYM egzemplarzem, a nie "przypadkowym egzemplarzem z kategorii czlowiek" służącym jako zaspakajacz potrzeb światowych tudzież sztafaż nadający nam jakiś społeczny status. Oczywiście każdy człowiek jest unikalny, ale kluczowe jest, jak go widzę JA. Dlatego nie każdy znajdzie Bramę, bo nie każdy jest zdolny przeniknać i zdemaskować swoje pokrętne motywy, które przyciągają go do drugiego człowieka. Potrzeba materialnego oparcia, pozycji społecznej, cudzej stałej obecności w celu cedowania na drugiego własnych problemów - to najczęstsze, oddalające od Bramy, przyczyny zainteresowania drugim człowiekiem.
Różnica między zlaniem w jedno a odbijaniem się jest różnicą między dwoma aspektami Boga, które możnaby nazwać: "niepodzielne trwanie" oraz "nieustająca kreacja".
Nie uważam, aby to pierwsze było 'gorsze' od drugiego. Ale w jakiś oczywisty sposób jawi mi się, że póki mamy na wyposażeniu jednostkowym ciało, póki silnie z nim się identyfikujemy, to odrzucanie go jest błędem. Tzn. wszelkie działania mające na celu umartwianie się, grożą rozwojem pychy bądź jeszcze jakimś innego rodzaju pogubieniem. Mamy życie, ciała, ciekawość doznań, ciekawość drugiego człowieka - to cieszmy się tym w pełni, ale bez czepiania się tych atrakcji za wszelką cenę.
Takie dwie skrajne postawy widzę, pomiędzy którymi się przemieszczam:
1. Życie na pełnych obrotach (właściwych sobie), czyli nieignorowanie własnych potrzeb, bo one jednak coś nam mówią, na coś wskazują i jakże piękne jest, gdy się dają (widziane tak ostro i wyraziście) jakimś cudem zaspokoić. :)
2. Rozwijanie świadomości ulotności jednostkowego ludzkiego życia. Ta postawa się u mnie pojawia gdy są ciężkie, nie do przeskoczenia, warunki. Gdy nie udaje mi się zwalczyć bądź ominąć przeszkód, a dostosowanie jest zbyt bolesne.
-
2015/07/12 11:02:29
JaKasia Janeczko
To drugie - bo nie dodałam - jest tęsknotą za bezwarunkowym bezpieczeństwem oraz właśnie stopieniem, pozbyciem własnej ludzkiej identyfikacji. Jest u mnie czasami bardzo silne. Tak silne, jak ulga niemyślenia, nieodczuwania i niezajmowania się czymkolwiek. :)
Chciałabym po śmierci po prostu przestać istnieć...
Ale na to trzeba sobie najpierw solidnie zapracować, więc będzie - jak będzie... :]

Jan Witold Suliga
JaKasiu, nie powiedziałem, że coś jest lepsze od drugiego. Uwypukliłem tylko różnicę. Ta różnica implikuje jednak to, co się dalej z nami dzieje. Świadomość ulotności ludzkiego życia to efekt rozmaitych, duchowych doświadczeń i owoc różnych dróg, tak Wschodu, jak Zachodu. To, co dalej piszesz jest mocno "buddyjskie" i nie z mojej "bajki". Nie dlatego, iżbym czepiał się życia. Przeciwnie. Dlatego, że nie ma w tym Miłości. Jest tęsknota za nią, jest jej potrzeba, podobnie jak potrzeba bezwarunkowego bezpieczeństwa, która nie zrealizowana w zwykłym życiu rodzi chęć rozpłynięcia się po śmierci. Tak to przynajmniej widzę, mając już dawno za sobą buddyjskie fascynacje i odkrycie, że jest to - dosłownie - droga do nikąd. A w każdym razie dla mnie :)
Czasoprzestrzeń "spotkania", JaKasiu, to relacja dwóch dusz (w przypadku relacji z człowiekiem ), ma więc porzede wszystkim wymiar duchowy, bo to dusze odzwierciedlają się w sobie. To samo tyczy relacji guru - uczeń :) Z Bogiem jest nieco inaczej, ponieważ w tym przypadku dusza spotyka się ze swym Źródłem. Zródło zaś chce, byśmy żyli, a nie pomarli ( tj. rozpłynęli się w nicości ). Reszta zależy od naszej woli, więc jeśli ktoś zechce umrzeć - umrze (chodzi, rzecz jasna, o śmierć duszy, a nie śmierć ciała). Kabała wszakże
uczy, że owa "nicość" nie jest "niebytem", lecz "antybytem" - oddaleniem od Źródła... Śmierć duszy nie powoduje zatem jej unicestwienia i rozpłyniecia się jaźni, lecz stan trudny do opisania, bo jak opisać coś, co znajduje się między ŻYCIEM A ŚMIERCIĄ?

JaKasia Janeczko
Jedyne co istnieje, to to, co stwarza. A nawet: jedyne co jest, to samo "JEST". Reszta to fantazja tkana przez fantazję.
Ta prawda nie jest obca ludzkiemu poznaniu (odczuciom i intelektowi). Fantazja wie czym jest. Wiedziałam to, zanim poznałam słowo "buddyzm".
Pięknie jest rozpoznawać precyzję splotów tej nierealnej tkaniny (cieszyć się życiem i swoimi władzami umysłowymi). To jest nasza wspólna bajka.