kalendarze na bloga

Centrum Terapii Uzależnień Duchowych
sobota, 19 września 2009
KOSMICZNA DRABINA TAROTA MANTEGNI

 Nazywany „tarotem Mantegni” zagadkowy zbiór 50 rycin ilustrujących dwa manuskrypty przechowywane obecnie w Bibliotece Watykańskiej fascynuje badaczy od dawna. Najpierw dlatego, że wiele z jego figur wydaje się mieć silne związki z ikonografią Wielkich Arkanów tarota. Po wtóre z tej przyczyny, że ryciny te datowane są na lata 1460 - 1470, a więc na czas, kiedy rodził się tarot, mogą zatem stanowić ważne źródło wiedzy o jego pochodzeniu.

Większość historyków uważa, że autorem „tarota Mantegni” nie był słynny malarz i rytownik, Andrea Mantegna (1431 – 1506), lecz ktoś inny. Według jednych jest on dziełem florenckiego rytownika Maso Tommasoii Finiguerra (1426 – 1464) lub jego ucznia, Baccio Baldini  (1436 – 1487). Inni natomiast sadzą, iż „tarot” ten powstał w pracowni malarza Francesco del Cossy (ok. 1436-1477/78) z Ferrary. Zauważa się również podobieństwo szeregu jego wizerunków do fresków zdobiących Salę Miesięcy w pałacu Schifanoia w Ferrarze, namalowanych w latach 1460 – 1470 przez nauczyciela del Cossy, Cosimo Turę (1430 – 1495). Pałac ten należał  do książąt d’Este, wielkich miłośników tarota. To na ich zlecenie Andrea Mantegna podjął się namalowania cyklu obrazów inspirowanych wierszem Francesco Petrarki (1304 – 1374) I trionphi. W poemacie tym Petrarka opisał pochody organizowane we włoskich miastach z okazji religijnych i świeckich świąt, w których trakcie ciągnięto na wozach posągi wyobrażające muzy, greckich bogów, a także postacie uosabiające Czas, Sławę, Starość itp. Wozy te nazywano „triumfami” (wł. trionphi). Nazwę tę nosiły w tamtych czasach również karty tarota. Niewykluczone zatem, że rację mają ci, którzy twierdzą, że to Mantegna stworzył „tarota Mantegni”. Tezę tę  potwierdza Georgio Vasari (1511 – 1574 ), wspominając w napisanych przez siebie Żywotach najsławniejszych malarzy, rzeźbiarzy i architektów, że artysta ów sporządził znakomite i cieszące oko miedzioryty nieznanych dotąd „triumfów”.

„Tarot Mantegni” różni się do pochodzących z tego okresu tarotów tym, że składa się nie z 22, lecz z 50 wizerunków alegorycznych. Dzielą się one na pięć grup oznaczonych literami A, B, C, D i E. Najniższą jest grupa E, dalej zaś idą grupy D, C, B i A. Numeracja kart ma odwrócony porządek w stosunku do kolejności liter alfabetu przypisanych danej grupie (karta nr 1 należy do grypy E, karta nr 50 do grupy A). Oznacza to, że można go czytać na dwa sposoby, zależnie od tego, czy bierzemy pod uwagę numerację „kart”, czy litery grup.

Jego struktura posiada hierarchiczny charakter. W grupie pierwszej (E) ukazani są przedstawiciele różnych stanów społecznych: Żebrak, Sługa, Rzemieślnik, Kupiec, Szlachcic ( określany czasami mianem Giermka lub Pazia ), Rycerz, Książę, Król, Cesarz i Papież. Odpowiada to hierarchii średniowiecznego społeczeństwa i stanowi wyraz przekonania, że najwyższą pozycję pośród ludzi zajmuje ziemski następca Chrystusa (Papież).

.

                                           GRUPA E

 

W skład drugiej grupy (D) wchodzi 9 muz, nad którymi władzę sprawuje bóg Apollo. On też zajmuje pozycję nadrzędną, najwyższą. Najniżej znajduje się muza Kaliope zsyłająca na poetów natchnienie, opiekunka retoryki i filozofii. Dalsze muzy to kolejno: Urania (patronka astronomii i geometrii), Terpsychora (taniec), Erato (poezja miłosna), Polihymnia (muzyka, pantomina), Talia (komedia), Melpomene (tragedia, śpiew), Euterpe (poezja liryczna), Klio (historia). Układ ten jest zastanawiający, ponieważ Kaliope uznawana była za najważniejszą, najstarszą i najmądrzejszą ze swych sióstr, a poprzez to najbliższą Apollinowi.

.

                                           GRUPA D

 

Grupa trzecia (C) to alegorie siedmiu sztuk wyzwolonych, czyli umiejętności jakie winien posiąść człowiek wolny i wykształcony oraz trzech nauk, do których zrozumienia tamte go przygotowują. Są nimi Gramatyka, Logika, Retoryka, Geometria, Arytmetyka, Muzyka, Poezja, Filozofia, Astrologia, Teologia. „Tarot Mantegni” prezentuje tę hierarchię w sposób odmienny od ogólnie przyjętego w tym czasie: zastępuje Astronomię Astrologią i umieszcza ją powyżej Filozofii, przestawia pozycje Poezji i Muzyki, zachowuje natomiast prymat Teologii. Ta ostatnia, jako dyscyplina badająca boską naturę wiąże się ideowo z najwyższymi „kartami” grup E ( Papież – strażnik dogmatów wiary) i D (Apollo – boski patron muz).

.

                                           GRUPA C

Rozumienie symboliki postaci grupy B sprawia współczesnemu człowiekowi największą trudność, pojawiają się w niej bowiem nie tylko reprezentacje Cnót, jakimi – wedle nauki Kościoła – powinni kierować się ludzie szlachetni, ale i też trzy, tajemnicze, usytuowane niżej postaci określane mianem „geniuszy” lub aniołów. Autor „tarota Mantegni” nadał im włoskie imiona, trudne do przełożenia na język polski. Pierwszym jest, trzymający w dłoni gorejące słońce, „geniusz” Iliaco - anioł Światła obdarzający ludzi duchową i intelektualną iluminacją (jego funkcja jest analogiczna do roli muzy Kaliope z grupy D).  Drugi to Chronico (anioł Czasu), w którego dłoniach spoczywa Uruboros – skrzydlaty wąż połykający własny ogon. Symbolizuje on wieczny powrót do początków, ale i też bieg czasu historii pojmowanej jako realizacja boskiego planu wobec ludzkości. Trzecim aniołem jest„geniusz” Cosmico (anioł Kosmosu) unoszący kulistą, przestrzenną sferę z zaznaczonym w jej wnętrzu nieboskłonem i ziemskim kręgiem. Alegoria ta obrazuje hermetyczne prawo analogii opisane w Szmaragdowej Tablicy Hermesa Trismegisatosa. Zgodnie z nim, to, co na górze ma wpływ na to, co na dole (i na odwrót), zaś mikrokosmos stanowi odzwierciedlenie makrokosmosu.

Po „geniuszach” następują Cnoty. Wedle Kościoła dzielą się one na dwie kategorie: cnoty wrodzone, kardynalne (Umiarkowanie, Roztropność, Męstwo, Sprawiedliwość) oraz cnoty teologiczne, będące owocem bożej łaski (Wiara, Nadzieja, Miłość). „Tarot Mantegni” zachowuje kolejność czterech pierwszych, przestawia natomiast trzy ostatnie, Miłość zastępując Miłosierdziem. Uwypuklono w ten sposób nadrzędną rolę Miłosierdzia względem Sprawiedliwości, co z kolei owocuje Nadzieją i Wiarą.

.

                                          GRUPA B

 

Ostatnia, piąta grupa (A) obrazuje hierarchię sfer niebieskich. Najniższą jest sfera Księżyca, po niej następują sfery Merkurego, Wenus, Słońca, Marsa, Jowisza i Saturna. Rycina zatytułowana Ósma Sfera odnosi się do Sfery Gwiazd Stałych – zodiaków. Wieńczące hierarchię dwa dalsze wizerunki to dźwigający niebieski krąg anioł zwany Prima Mobile (Pierwszy Poruszyciel ) oraz uformowany z koncentrycznych kręgów obraz o nazwie Prima Causa (Pierwsza Przyczyna). Hierarchia ta ma ścisły związek z wizją wszechświata opisaną w astrologicznych i hermetycznych traktatach tej epoki, a także w „Boskiej Komedii” Alighieri Dantego (1265 – 1321). Tak jak one sytuuje Sferę Gwiazd Stałych na granicy oddzielającej świat stworzony od nadprzyrodzonego. W tym drugim nie widzimy jednak Ducha Świętego, Chrystusa i Boga Ojca, lecz Pierwszego Poruszyciela i Pierwszą Przyczynę. Ukazany pod postacią anielskiego bytu Pierwszy Poruszyciel jawi się tu jako Demiurg, jest symbolem Boga zaangażowanego w stwarzaną przez siebie rzeczywistość. Natomiast Pierwsza Przyczyna ukazuje Pełnię, niezmienną wieczność, boski zamysł, będąc zarazem symbolem niepojętego i  przekraczającego wszelkie wyobrażenia Bóstwa z ostatnich akapitów poematu Dantego.

.

                                           GRUPA A

 

W ten sam sposób opisywał Boga kabalista Giovanni Pico Della Mirandola (1464 – 1494), a przed nim florencki filozof, mistyk i tłumacz dzieł Platona, Marsilio Ficino (1433-1499). Gnostyczno-platońska proweniencja „tarota Mantegni” nie budzi zatem większych wątpliwości, Nie jest on wszakże hermetycznym traktatem, lecz zbiorem obrazów, których rozumienie wymaga wiedzy i wyobraźni. Najprawdopodobniej był narzędziem do uprawiania, popularnej w kręgach włoskiej bohemy artystycznej XV i XVI wieku, ars memoriae (sztuki pamięci). Jej zabiegi koncentrowały się na medytacji nad starannie dobraną serią obrazów ukazujących różne idee o religijnej i filozoficzno-hermetycznej treści. Medytacja ta miała na celu odciśnięcie w umyśle człowieka czegoś w rodzaju matrycy – określonej struktury alegorycznych wyobrażeń uwidoczniających ukryte prawa kierujące widzialnym i niewidzialnym kosmosem. Zazwyczaj używano do tego od pięćdziesięciu do stu (czasami więcej) ikon ułożonych w logicznym, wyrażającym jakąś treść ciągu i namalowanych w jakimś pomieszczeniu (np. w Sali Miesięcy pałacu Schifanoia w Ferrarze). O inicjacyjnym charakterze tej praktyki nikogo chyba nie trzeba przekonywać. Natomiast fakt, iż prezentowane tu ryciny od dawna kojarzą się z tarotem dowodzi, że tarot także mógł służyć wspomnianym wyżej celom i że jego wynalazca musiał być obeznany z ikonografią „sztuki pamięci”, która stała się dlań źródłem twórczej inspiracji..

Tagi: tarot
10:36, suljan , Tarot
Link Komentarze (4) »
środa, 21 marca 2007
JADALBAOTH (11)

     

CZĘŚĆ DRUGA.

INICJACJA GŁUPCA

     Etapy inicjacji są we wszystkich odmianach duchowości do siebie podobne, choć ich  następstwo nie wszędzie jest takie samo. Rządzą nimi jednak podobne prawidłowości i dlatego będący obrazkowym zapisem inicjacyjnej wędrówki tarot może być odczytywany w różnych, duchowych „kontekstach”. Pochylony nad Wielkimi Wtajemniczeniami chrześcijanin odnajdzie w nich opowieść o poszukującej Boga duszy, szaman dostrzeże w arkanach odwzorowanie tego, czego doświadczył w trakcie swych magicznych podróży w dolone i górne światy, buddysta zaś zauważy w tarocie odzwiercedlenie procesu wyzbywania się przywiązań do iluzorycznej trwałości człowieczego „ja”. Uniwersalizm tarota nie stoi wszakże w sprzeczności z jego odniesieniami do konkretnych tradycji z jakich wziął początek i które wyznaczają bieg oraz kres inicjacyjnej ścieżki tarotowego Głupca. Jej cel określa hermetyczna formuła VITRIOL: visita interiora terrae rectificando invenies occultum lapidem ( zstąp do wnętrza ziemi, oczyszczając odkryjesz ukryty kamień ), zgodnie z którą poddany inicjacyjnym zabiegom winien on zanurzyć się w otchłanie astralnego świata i poprzez duchową puryfikację odnaleźć w nich ukrytą, spirytualną potęgę. Trasa jego wędrówki biegnie więc od świata natury i zwyczajności do świata okultnych tajemnic i niewidzialnych sił rządzących kosmosem, sama zaś inicjacja polega na wielokrotnym penetrowaniu światów subtelnych ( astral ) oraz powrotach do empirycznej rzeczywistości. Jej przebieg założyciel Hermetycznego Zakonu Złotego Brzasku, MacGregor Mathers streszcza następująco:                         
     Ludzka wola (Mag) oświecona przez wiedzę (Kapłanka) i wyrażająca się świadomym i zdecydowanym działaniem (Cesarzowa) winna być zrealizowana (Cesarz) poprzez głębokie pokłady miłosierdzia i dobroczynności (Papież). Wówczas mądre wskazówki (Kochankowie) przyniosą zwycięstwo (Rydwan) dzięki umiejętności zachowania równowagi  (Sprawiedliwość) i umiarkowania (Eremita) wobec ciągłych zmian losu (Koło Fortuny). Hart ducha (Moc) uświęcony ofiarowaniem samego siebie (Wisielec) zatryumfuje nad nieszczęściem (Śmierć) albowiem intelektualna tylko dążność do ujednolicania przeciwieństw  (Umiarkowanie) nie może przeciwstawiać się nieuchronnemu fatum (Diabeł). Jednakże z każdej klęski ( Wieża ) jest wyjście i zawsze gwiazda nadziei (Gwiazda) rozjaśnia zapadający mrok ułudy ( Księżyc ) i zapowiada najwyższe szczęście (Słońce) jako ostateczny i końcowy wynik tej drogi (Sąd Ostateczny). I tak oto początkowe szaleństwo (Głupiec) niweczy zły urok, przynosząc niezniszczalną nagrodę ( Świat ).    
     Z tekstu tego jasno wynika, że tarotowe wtajemniczenie dzieli się ona na pięć podstawowych faz. Cztery pierwsze fazy odnoszą się do arkanów: 1-5, 6-10, 11-15 oraz 16-20 i mają swój odpowiednik w czterech stadiach alchemicznego opus ( inspiracji, medytacji, imaginacji, iluminacji ). Faza piąta, symbolizowana przez kartę Świat i docierającego do niej Głupca koreluje z zakończeniem Wielkiego Dzieła, stanowiąc oddzielną, finalną część  procesu duchowej transformacji. Postaci te łączy specyficzna relacja. Z jednej strony są oni sobie bliscy ( wynika to z systemu athbasz, gdzie sygnująca zerowy arkan litera alef jest awersem litery taw przypisanej 21 arkanowi ), z drugiej – dalecy, ponieważ dzieli ich inicjacyjna czasoprzestrzeń, którą Głupiec musi przemierzyć, by dotrzeć do Świata, a której obrazem w tarocie jest ciąg alegorycznych kart, od Maga po Sąd Ostateczny.
     Prawidłowość tę można interpretować na dwa sposoby. Po pierwsze sugeruje ona, że 21 arkan odzwierciedla się w Głupcu, Głupiec zaś jest, jeśli tak można rzec, nosicielem jego cech. Po drugie zdaje się ona nawiązywać do popularnego motywu występującego w wielu baśniach, legendach i mitach opowiadających o bohaterze, który wyrusza w podróż, żeby odnaleźć skarb bądź jakiś magiczny rekwizyt i pod koniec wędrówki orientuje się, że to, czego szukał w odległych krainach znajdowało się u początków drogi ( wątek ten znakomicie wykorzystał w swojej powieści Alchemik Paolo Coelho). Jego „początkowe szaleństwo” polega więc na tym, że wędrując przez świat w poszukiwaniu Świata nie wie, że przyczyna i skutek, tajemnica i wyjaśnienie tajemnicy usytuowane są w punkcie wyjścia, sądzi przeto, iż znajdzie je „tam i daleko” - po drugiej stronie inicjacyjnej czasoprzestrzeni, gdzie spoczywa „ukryty kamień”. „kamień” ów wydaje się być przeciwieństwem Głupca. Głupiec personifikuje pustkę, nicość, chaos, Świat boską pełnię, początek i koniec wszystkiego ( tak jawi się ona Janowi w apokaliptycznej wizji stanowiącej ostatnią księgę Nowego Testamentu, gdzie eschatologiczny Chrystus, czyli Drugi Adam, oznajmia apostołowi, iż dopiero teraz, u kresu świata Syn Boży, zyskał status Alfy i Omegi, tj. alefa i taw  całej rzeczywistości ). Fakt ten uwidacznia zestawienie obu tych kart. Świat przedstawia nagą tancerkę, która pląsa okolona wawrzynem zwycięstwa oraz symbolami czterech światów Drzewa Życia ( jest więc jego uosobieniem ), Głupca natomiast ukazano pod postacią brodatego, steranego życiem wędrowca, który z kijem dłoni maszeruje przed siebie objuczony podróżnym workiem.
Najogólniej rzecz biorąc Głupiec jest tym, kim sam sobie się jawi – człowiekiem zepchniętym na margines społeczeństwa, wyzbytym wszelkiej wartości żebrakiem, kimś pozbawionym swego miejsca, samotnym, innym, odtrąconym i poprzez to odmiennym od reszty ludzi ( zapewne dlatego autor  wydanego w 1500 roku traktatu  Sermones de ludo cum aliis, powiada o nim, że „albo jest nigdzie, albo jest wszędzie” ). Postać taką odnajdujemy na obrazie Hieronima Boscha  „Wóz z sianem”. Identyczny wizerunek widnieje również  na komentującym ewangeliczną przypowieść tryptyku zatytułowanym „Syn marnotrawny”, gdzie po raz pierwszy uwidoczniono psa, nierozłącznego towarzysza  tułaczki Głupca. 

   Ten, jakże charakterystyczny dla tarotowej ikonografii motyw pojawił się jednak stosunkowo późno i nie występuje w tarotach Bemby i Gringonneura. Gringonneur przedstawił Głupca pod postacią dziecka, które przyozdobiwszy głowę czapką z oślimi uszami kroczy przed siebie na tłustych  nogach i z bezmyślnym uśmieszkiem bawi się naszyjnikiem z pereł w czasie, gdy czterej młodzieńcy daremnie próbują odebrać mu skarb, chwytając go za uda i stopy. Wyzierający zza biodrowej przepaski łonowy zarost sugeruje, że jest on nie tyle dzieckiem, co z „wiejskim idiotą”, obiektem kpin oraz szyderstw „zdrowych” przedstawicieli społeczności.   Równie ułomnym umysłowo wydaje się być Głupiec namalowany przez Bembę. Odziany w podartą, lnianą  świtkę stoi z kijem na ramieniu, z jego zmierzwionych włosów sterczą ptasie pióra, oblicze łączy cechy ludzkie i zwierzęce ( a dokładnie – kozie ). Na obu tych tarotach Głupiec jest więc istotą niespełna rozumu, nie uformowaną, toporną, pierwotną i wyobcowaną ze społeczeństwa. Nie bez przyczyny zatem w marsylskim tarocie nadano mu miano Le Mat ( Szalony, Szaleniec ) i dołączono doń kąsającego go psa. Zwierzę to bowiem nie tylko dręczy steranego wędrówką Pątnika, ale i również stanowi integralną część jego ludzko-zwierzecej natury. 
     Wybór „zwierzoludzkiego” szaleńca jako personifikacji alefa staje się jasny w chwili, gdy uświadomimy sobie, że w kabalistycznym systemie symboli litera alef reprezentuje  ulepionego z gliny ( hebr. adamah ) praczłowieka, Pierwszego Adama ( hebr. Adam ha-Riszon ); tego samego, który wykazawszy się nieposłuszeństwem Bogu spowodował upadek całego uniwersum i sprowadził na świat śmierć ( a wedle doktryny chrześcijańskiej obciążył ponadto ludzkie dusze piętnem pierworodnego grzechu ). W hermetycznych traktatach Pierwszy Adam utożsamiany był z humunkulusem - „ołowianym człowieczkiem”, dzieckiem Saturna i z Saturnem samym, tj. kimś, kto łącząc w sobie młodość i starość uosabia „pierwszą materię”, zaczyn lapis philosophorum. Wedle kabalistów tenże humunkulus nosił imię Jadalboath – Dziecko Chaosu. Utożsamiano go z glinianym olbrzymem,  golemem, którego – według legend – magowie mieli powołać do życia poprzez włożenie do ust kawałka pergaminu z zapisanym na nim imieniem JHWH lub jego synonimem, słowem emet ( hebr. prawda ), a kiedy się zbuntował, uśmiercili go wymazawszy z emet literę alef i przeobraziwszy je w słowo mot -  śmierć ( dlatego zapewne w dywinacji zerowy arkan w położeniu prawidłowym stał się zwiastunem narodzin dziecka i dobrego początku, bądź – w położeniu odwróconym - kartą wieszczącą chaos, rozpad, poronienie, złowrogie fatum ciążące nad zapoczątkowanymi działaniami ).  Mity te odzwierciedliły się później w takich, z pozoru nie posiadających żadnego związku z ezoteryką literackich dziełach, jak Pinokio, Dziadek do orzechów, czy Frankenstein.
     Przewodnim motywem wszystkich tych opowieści jest dążenie ożywionej, na poły tylko ludzkiej istoty, do przemienienia się w pełnowartościowego człowieka, która wyrusza w tym celu w daleką podróż, popełnia rozmaite, nie zawsze chlubne czyny, cierpi, walczy z przeciwnościami losu, aż wreszcie zwycięża i zaznaje zbawiennej transformacji, bądź zostaje zgładzona przez wrogich jej ludzi. Na zewnątrz ohydna, odrażająca, istota ta skrywa bowiem w swoim wnętrzu pełnię przyszłego człowieczeństwa, człowiekiem wszakże może stać się ona dopiero wtedy, gdy odkryje, iż jest obrazem i podobieństwem Stwórcy.
    Tę biblijną ideę księga Zohar uzupełnia informacją, że alef jest tożsamy Bogu nie tylko dlatego, że początkuje słowo Elohim – Bóg (a dokładniej – bogowie, gdyż słowo Elohim stanowi liczbę mnogą słowa El - Bóg ), ale i również z tej przyczyny, że tak, jak kształt alefa wziął się z połączenia liter Bożego Imienia JHWH, tak i postać Adama ha-Riszon odzwierciedlała w sobie obraz Bożej Istoty – wszystkie cztery światy Ec Chajim ( hebr. Drzewo Życia ). Myśl tę zakodowano na zerowym arkanie marsylskiego tarota poprzez umieszczenie na pasie Głupca czterech dzwonków, a na kołnierzu sześciu dalszych ( w tym jednego ukrytego za workiem ). Reprezentują one dziesięć sefirotów Drzewa Życia: cztery niższe i sześć wyższych. Ponad nimi widzimy trzy kulki: dwie na łyżce i jedną na czapce. Są one symbolami ajin ( nie przejawionego Bóstwa, boskiej „nicości” ), ajin sof (niezmierzonej przestrzeni Boga) oraz ajin sof or ( boskiego, niezmierzonego  światła ). Jeśli zaś policzymy wszystkie widoczne dzwonki i kulki otrzymamy liczbę dwanaście, co w połączeniu z dziesiątką daje sumę 22 ( liczba hebrajskich liter ). Dwunastka odnosi się oczywiście do 12 znaków zodiaku, niebiańskiej sfery wszechświata i stanowi odwrotność 21 ( karta Świat ).
     Sęk w tym, że oprócz 12 widocznych dzwonków mamy jeszcze jeden dzwonek, niewidoczny, ukryty. Przypadek? W tarocie nie ma przypadków, a zwłaszcza w tarocie marsylskim. Uzyskana w skutek policzenia wszystkich widocznych dzwonków oraz jednego niewidocznego dzwonka trzynastka koreluje bowiem z XIII arkanem tarota  – Śmiercią, symbolem transformacji i duchowego przeistoczenia. Sens tego przesłania staje się zatem oczywisty. Głupiec uosabia śmiertelnego człowieka, który „niesie w sobie” potencję nieśmiertelności. No cóż, nie darmo alef jest literą najbliższą Bogu; literą – jak wierzyli kabaliści – „zbudowaną” z liter formujących Imię JHWH. I ten aspekt również uwidoczniono na karcie Głupca, ponieważ dwunastka ( widoczne kulki i dzwonki ) , trzynastka ( dwanaście widocznych kulek i dzwonków plus jeden dzwonek niewidoczny ) oraz liczbowa wartość sygnującego Głupca alefa ( jeden ), daje wynik 26, będący numerycznym ekwiwalentem Tetragammatonu. Skomplikowane? A kto powiedział, że kabała jest prosta…?

niedziela, 28 stycznia 2007
DUCHY TAROTA (10)

     Zgodnie z tradycją okultystycznej kabały każdy duchowy byt, niezależnie od tego, czy zalicza się on do hierarchii anielskiej czy demonicznej, posiada swoje imię, w którym koncentrują się – jeśli tak można rzec – wszystkie jego cechy, i które stanowi „spirytualny genotyp” danej istoty. Nie jest to przymiot tylko duchów. Dotyczy on każdej istoty żywej, wszystkie one bowiem wywodzą się od swych praprzodków, którym u zarania dziejów Adam nadał szem, czyli imię, sygnując je „duchowa pieczęcią” ( Genesis 2.19-20 ). Znajomość owego „duchowego imienia” pozwala nie tylko wiedzieć kim jest ów byt, ale i – w pewnych okolicznościach – mieć nad nim władzę lub bezpośredni do niego dostęp. Oto czemu na pytanie Jakuba „jakie jest twoje imię” walczący z nim duch zbywa je pytaniem: „na cóż ci znać moje imię”, po czym szybko zmienia temat i dokonuje inicjacyjnej operacji zmiany imienia Jakuba w Izraela. Nie jest to tylko formalna zmiana, ponieważ w skutek tej operacji zmienia się duchowy status patriarchy. Od tej pory widzieć w nim trzeba kogoś więcej niż praojca Izraelitów. W pewnym sensie każdy Żyd jest Izraelem, nosi ów status w sobie i, co ważniejsze, stanowi „własność” ducha, z którym zmagał się Jakub. Ów duch to oczywiście Jahwe.
      Imię to wyjawił on dopiero Mojżeszowi i obwarował zakazem „daremnego” ( tj. bez wyższej potrzeby ) jego wymawiania. Kabaliści wszakże uważali, że cała Tora jest jednym, wielkim Imieniem Boga, studiowali ją przeto na rozmaite sposoby, słusznie uważając, iż skoro w Bogu znajduje się wszystko to, co stworzone, jego Imię zawiera w sobie imiona wszystkich bytów. A skoro tak, to SA w nim „zakodowane” również imiona duchowych zastępów. Do ich rozszyfrowywania i przywoływania do siebie okultystycznym kabalistom służył zbiór hebrajskich liter nazywany Szem ha-meforasz ( hebr. Ukryte Imię Boga ) będący fragmentem Księgi Wyjścia opisującym rozdzielenie wód Morza Czerwonego:
     A ruszywszy się Anioł Boży, który szedł przed obozem izraelskim, zaszedł z tyłu za nich, a z nim razem słup obłoku, opuściwszy miejsce naprzodzie, w tyle stanął między obozem egipskim, a między obozem izraelskim. A był obłok ciemny i oświecający noc, tak iż jedni od drugich przez całą noc przystąpić nie mogli. A gdy Mojżesz wyciągnął rękę nad morze, zniósł je Pan wiatrem gwałtownym i parzącym, który wiał całą noc i obrócił je w suszę i rozstąpiła się woda  ( Księga Wyjścia 14.19-21 ).
     Tekst ten składa się z trzech zdań ( na tyle bowiem płaszczyzn dzielą się światy formowania i czynienia o czym powiem za chwilę ), liczy 56 hebrajskich słów i 216 liter ( co koresponduje z liczbą Mniejszych Wtajemniczeń oraz liczbą możliwości ewokowania imienia JHWH ). Zapisane w trzech kolumnach ( symbolizujących trzy kolumny Drzewa Życia ) litery te tworzą 72 kombinacje złożone z trzech liter każda ( np. MBH, tj. mem, beth, jod; AKA, tj. alef, kaf, alef, itd. ). Rozpisawszy w ten sposób ów tekst okultysta przystępuje do określenia imion duchowych bytów poprzez dodanie do wybranego trójliterowego członu sufiksu el ( hebr. Bóg, w zapisie AL. ) lub jah ( pierwsze dwie litery imienia JHWH, w zapisie JH ). W ten sposób człon ten przeobraża się w imię ( np. Mebehel, w zapisie MBH + AL, bądź Akajah, w zapisie AKA + JH itd. ). Jeżeli operację tę  zaczyna od góry trzech kolumn, wówczas uzyskany zeń zestaw imion odnosi się do bytów anielskich, jeżeli czyni to od dołu – „wysnuwa” z Ukrytego Imienia Boga imiona istot demonicznych ( kombinacji tych jest oczywiście znacznie więcej ).
     „Wysnuwanie” imion aniołów z Szem ha-meforasz ma starą, sięgającą XII wieku tradycję i fakt ten zawsze budził sprzeciw ortodoksyjnych rabinów widzących w tej operacji czarnoksięską praktykę. Inaczej podchodzili do tego zwolennicy okultystycznej kabały. Odwoływali się przy tym do jej podstawowego „dogmatu”, wedle którego wszystkie materialne i duchowe byty są różnorakimi manifestami boskiego światła, które im dalej znajduje się od swego źródła, tym bardziej „gęstnieje” i staje się ciemniejsze. Wszystko zatem, również świat demonów, pochodzi z boskiej światłości. W chwili stwarzania kosmosu jego moc była tak wielka, że - jak opisują to zdarzenie kabalistyczne legendy - rozsadziła niższe sefiroty Drzewa Życia i spowodowała katastrofę. Szczątki zdruzgotanych sefirotów runęły w dół i zapełniły otchłań swymi „skorupami”. W otchłani tej zbuntowani przeciw Bogu aniołowie założyli swoje „podziemne” królestwo. Zdarzyło się to według kabalistycznych legend, piątego dnia stworzenia, kiedy Bóg nakazał aniołom złożyć hołd Adamowi, a oni odmówili wykonania polecenia i wzniecili przeciw Bogu bunt, za co zostali strąceni z niebios. Wg kabały przywódcą rebeliantów był archanioł Samael („Ogień Boży”). W chrześcijaństwie zwie się on Lucyferem („Nosiciel Światła”).
     Z owego misterium tremendum mistyczna kabała i jej magiczna „siostrzyca” wyciągają nieco odmiennie wyrażone wnioski. Dla żydowskiego mistyka Mrok jest takim cieniem Światła, który ulega rozproszeniu pod wpływem żaru miłości skierowanej przez człowieka do Boga. O tym więc, czy Ciemność zwycięży czy nie, decyduje sam człowiek, zgodnie bowiem ze słowami słów rabiego Nachmana, Światło Nieskończonego nie ma formy i przybiera kształt – dobry i zły – tylko w odbiorcy. A zatem wszystko zależy od nas. Musimy starać się najlepiej jak potrafimy, by nadać Boskiemu światłu formę błogosławieństwa, a nie klątwy. Mag natomiast wierzy, że demon est deus inversus ( diabeł jest przeciwstawnością Boga ), co oznacza, że Jasność i Ciemność są co prawda dwiema antagonistycznymi mocami, lecz walcząc ze sobą przenikają się i wzajem wspierają ( niczym dwóch ludzi opartych o siebie plecami ). 
     Dialektyczna dychotomia Jasności i Ciemności najsilniej objawia się w światach formowania i czynienia. Światy te dzielą się na siedem nieb, siedem ziem i siedem piekieł. Te ostatnie, zanurzone w otchłani określanej mianem „kosmosu skorup” lub „siedzibą mocarzy”(hebr. sitra achra; mocarzami są wspomniani w Księdze Rodzaju „synowie boży”, którzy płodzili z ziemskimi kobietami potomstwo: Genesis 6.1 i dalsze ), są glebą, z której wyrasta mroczna replika świetlistego Drzewa Życia, będąca jego ciemną, lewą stroną. Rezydujące tu bezcielesne byty posiadają – analogiczną do jasnych aniołów – hierarchię chórów, zastępów, kręgów, królestw oraz księstw. Każdy niebiański byt ma, jeśli tak można powiedzieć, swój demoniczny duplikat, swoją piekielną imitację, każda sefira Drzewa Życia – swój „cień” na Drzewie „kosmosu skorup”. Opozycja pomiędzy nimi wyraża się odmiennym „ukierunkowaniem ciążenia” ( Światłość „ciąży” ku górze, Mrok – ku dołowi ). Współzależność rodzi się poprzez wzajemne przyciąganie się ( tam gdzie Światło, tam musi być Cień; tylko w Cieniu Światło jawi się jako Blask ).
     Mrok i Światłość są dla siebie „tłem” i „zwierciadłem”. W „świetle Światłości” Mrok okazuje się być Mrokiem. Odróżniając się od „mroczności Mroku”, Światło jaśnieje swoim światłem. Listę wzajemnych odniesień Światła i Cienia można wydłużać w nieskończoność (bo i też o nieskończonościach tu mowa). Rzecz jednak nie w teoretycznych spekulacjach o conjunctio oppositorum obu potęg, a w praktycznym użytkowaniu wiedzy o prawidłach rządzących tą koniunkcją. Okultystyczny system kabały nie po to mnoży hierarchie świetlisto-mrocznych bytów, by zadawalać wybredne gusta okultyzujących badaczy duchowych zjawisk. Kabała czyni to dla celów stricte pragmatycznych, ofiarowuje bowiem okultyście wiedzę o sieci analogii i odpowiedniości, które sprzęgają wszystkie piętra, wszystkie elementy, wszystkie byty sfer Drzewa Życia. Tarot zaś nie tylko znakomicie nadaje się do kodowania owej wiedzy, ale i również jest takim magicznym narzędziem, którego umiejętne zastosowanie przeobraża teorię w praktykę i pozwala człowiekowi doświadczać realnego, choć nie zawsze świadomego obcowania z „anielsko-demonicznymi” duchami.
     Arkana tarota same w sobie zresztą są doskonałym odwzorowaniem igraszek Światła i Cienia, zaś jego arytmozoficzny system cechę tę utwierdza i nadaje jej dynamiczny charakter. Prawidłowo położona karta oznacza „dobrą wróżbę”, odwrócona – „złą”. Znaczenia te wzajem się dopełniają i uzupełniają treściowo. Ponieważ każdą kartę łączy z inną kartą jakieś symbolowe pokrewieństwo wyrażające się wspólną klasyfikacją ( kabalistyczną,  astrologiczną, arytmozoficzną itp. ), pozwala to dowolnie poszerzać „słane” przez nie przekazy. Wykorzystawszy te cechy tarota, dziewiętnastowieczni okultyści sprzęgli jego karty z jasno-ciemnymi hierarchiami Drzewa Życia. Zapewne nie oni pierwsi. Analogia ilości słów formujących Szem ha-meforasz oraz liczby arkanów Mniejszych Wtajemniczeń nie jest przypadkowa i nakazuje domniemywać, że być może „opieczętowanie” to dokonało się już w XIV wieku, kiedy do zwykłej, liczącej 52 kart talii naib dodano 4 karty figuralne, skutkiem czego Małe Arkana zostały symbolowo skorelowane z Ukrytym Imieniem Boga i z formułą VITRIOL, po czym dołączono je do Wielkich Wtajemniczeń stanowiących 22 alegorie ezoterycznych znaczeń hebrajskich liter.
     W ten oto sposób każdy prawidłowo położony arkan stał się sygnaturą sobie przypisanych świetlistych istot, po odwróceniu zaś ta sama karta symbolizuje jakiś porządek hierarchii ciemnego Drzewa. W jej skład wchodzą archaniołowie oraz „królowie Edomu”, którymi są wzmiankowani w księdze Rodzaju (Genesis 36, 31-43) „mocarze” ( nefilim ) płodzący z kobietami dzieci, każdą sefirą mrocznego Drzewa rządzi król i książę ( pierwszy zawiaduje całym obszarem sefirotu, drugi – miastem usytuowanym wewnątrz sefiry. ), mając pod sobą całą plejadę demonicznych bytów, począwszy od rządców stron świata, żywiołów, planet, zodiaków, dekanatów, nocy, dni, skończywszy na rzeszach „demonów goetii” ( grec. „wyjący”) będących najciemniejszymi siłami astralnych piekieł, których imiona pochodzą ze starożytnych i średniowiecznych tekstów magicznych, pieczęci, talizmanów i amuletów (największy ich zbiór zwiera przypisywany Salomonowi manuskrypt noszący tytuł Lemegeton) podzielonych na „legiony”, „armie”, „królestwa”. Imiona wszystkich tych potęg są znane, znaczeniowo rozpoznane i mocą magicznego prawa analogii nałożone na karty tarota. Czyni to z każdego arkanu sigillum – magiczny znak sporządzony w myśl określonych reguł i wyposażony w potencjalną zdolność przyciągania desygnowanych przez siebie duchów.

PRZEJDŹ DO II CZĘŚCI CYKLU: JADALBAOTH ( INICJACJA GŁUPCA )

poniedziałek, 15 stycznia 2007
HIERARCHIE DUCHÓW TAROTA (9)

    Hierarchię „duchów tarota” najdokładniej opisano i sklasyfikowano w Hermetycznym Zakonie Złotego Blasku, który dysponował precyzyjnym i wewnętrznie spójnym systemem odniesień tarotowej symboliki do okultystycznej kabały, hermetyzmu, astrologii oraz operatywnej magii.  Kluczem do jej zrozumienia jest kabalistyczny diagram wyobrażający Drzewo Życia, ponad którymi znajdują się trzy sfery nie przejawionego Bóstwa ( ajin – pustka, ajin sof – niezmierzona przestrzeń, ajin sof or – niezmierzona światłość ).
     Począwszy od najwyższej bożej hipostazy są to: Korona (1), Mądrość (2), Rozumienie (3), Miłosierdzie (4), Surowość lub Moc (5), Piękno (6), Zwycięstwo (7), Chwała (8), Podstawa (9) i Królestwo (10). W języku hebrajskim noszą one nazwy: Kether, Chokmah, Binah, Chesed, Geburah, Tifereth, Necach, Hod, Jesod, Malkuth. Każda z nich przejmuje światło wyższej emanacji Boga i posyła je ku niżej położonym sefirom. Najniższa sefira (Królestwo) odbija blask całego Drzewa i posyła w górę. Światłość spływa i powraca dwudziestoma dwoma „kanałami” ( sefirotycznymi ścieżkami ) spinającymi Boże emanacje. Ich liczba odpowiada ilości arkanów Wielkich Wtajemniczeń oraz liter hebrajskiego alfabetu uosabiających energetyczną osnowę całego kosmosu i różne aspekty pierwotnej światłości .
     Wertykalną strukturę Drzewa formują trzy kolumny, na których „spoczywają” Boskie hipostazy. Lewą kolumnę (b) identyfikuje się z „żeńskością” i „biernością”, prawą  (c) – z „męskością” i „aktywnością”, centralną zaś z mocą moderującą tamte dwie (a). Moce te nazywane są „wodą”, „ogniem”, „powietrzem”. Na poziomie makrokosmicznej objawiają się one jako energie liter mem, szin, alef, w mikrokosmosie – jako ciało, dusza, duch. Ich tarotowymi odpowiednikami są: arkan XII ( Wisielec ), arkan XX ( Sąd Ostateczny ), arkan zerowy ( Głupiec ).
     W kabalistycznym Drzewie Życia wyróżnić można cztery piętra sferycznej czasoprzestrzeni określane mianem „światów”: ( I ) świat emanacji ( kosmos przejawionej Boskości ), ( II ) świat kreacji ( kosmos duchowych archetypów wszelkich form istnienia, w którym bytują archanioły ), ( III ) świat formowania ( kosmos, w którym wszystkie idee, wyobrażenia i rzeczy zyskują swe odbicie; królestwo aniołów, geniuszy, a także innych duchowych istot ) oraz ( IV ) kosmos czynienia ( świat materialny poddany prawu przyczyny i skutku  ). W języku hebrajskimi nazywane są one kosmosami aciluth, beriah, jecirach i assijah. Drzewo Życia odzwierciedla się w każdym z nich, każdy też zawiera w sobie całe Drzewo i jego dziesięć sefirotów. Kontemplując poniższy diagram kabalista widzi zatem w nim obrazy „czterech Drzew” czterech światów ukryte w jednym Drzewie.  Ich symbolowym wizerunkiem są karty dziesiątek Małych Wtajemniczeń ( 10 buław – Drzewo świata emanacji, 10 kielichów – Drzewo świata kreacji, 10 mieczy – Drzewo świata formowania, 10 monet – Drzewo świata czynienia ).      
     Drzewa te oraz światy korelują z czterema literami Niewymawialnego Imienia Bożego – JHWH. Litery Tetragrammatonu lokalizuje się na centralnej kolumnie Drzewa, w sefirach Korona, Piękno, Podstawa i Królestwo. Litera jod upostaciawia świat emanacji, litera he – świat kreacji, litera waw – świat formowania, druga litera he – świat czynienia. W tarocie nosicielami tych liter są asy oraz karty figuralne. Pierwszą literę JHWH symbolizują as buław i królowie czterech kolorów. Drugą literę – as kielichów i królowe. Trzecią literę – as mieczy i rycerze. Ostatnią literę ( drugie he ) – as monet i giermkowie.
W imieniu JHWH zawiera się cała potęga przejawionego poprzez stwórczy akt Boga nazywającego siebie: „Jestem, który jestem” ( Ks. Wyjścia 3.14 ). Ów niepoznawalny aspekt Bóstwa może być jednak „rozpoznawany” i „przyciągany”, o ile ktoś modląc się lub medytując, wymawia we właściwy sposób i we właściwej kolejności dziesięć imion bożych, którymi Bóg „opieczętował” sefiroty Drzewa świata emanacji. W pewnym sensie imiona te są hipostazami Stwórcy, Jego mocami i przejawami. Sferę tą reprezentuje w tarocie kolor buław.                                                                
     U wrót sefirotów stoją strażnicy imion, archanioły świata kreacji: Metatron, Raziel, Caphiel, Cadkiel, Kamael, Michael, Haniel, Raphael, Gabriel, Sandalphon. Chronią oni imiona Boga przed sprofanowaniem przez ludzi, którzy je niewłaściwie wymawiają lub nadużywają ich mocy ( np. w praktykach czarnoksięskich ). Opieką archaniołów objęte są również święte litery hebrajskiego alfabetu oraz sefirotyczne ścieżki Drzewa Życia. W tarocie Drzewo świata kreacji sygnowane jest kartami koloru kielichów.
     Arkana koloru mieczy odnoszą się do Drzewa świata formowania. Jest to królestwo aniołów i niższych niebiańskich bytów. Dzielą się one na kilka kategorii.
     Najwyższą pozycję ( Korona ) zajmują Chajot ha-Kodesz - cztery Święte Stworzenia Bożego Rydwanu ( lew, człowiek, orzeł, byk ). Kabała identyfikuje je z archaniołami Michaelem, Gabrielem, Raphaelem, Urielem. Strzegą oni stron świata ( południa, zachodu, wschodu, północy ), rządzą żywiołami (ogniem, wodą, powietrzem, ziemią ) oraz elementalami ( duchami ) żywiołów ( salamandrami, ondynami, sylfami, gnomami ). Każdy archanioł ma do pomocy trzy duchowe istoty – anioła, władcę, króla. Na przykład  pomocnikami Raphaela są: anioł Chassan, władca Ariel, król Pralada; Gabriela – anioł Taliahad, władca Tharsis, król Neksa itd.
     Wokół Rydwanu i Świętych Stworzeń krąży dziewięć anielskich chórów. Są to aniołowie zastępów Auphanim, Aralim, Hasmalim, Seraphim, Szinanim, Bene Elohim, Tarsziszim, Iszim, Cherubim. Ich królestwa lokalizuje się w świetlistych przestrzeniach okalających sefiroty Drzewa kosmosu formowania.
     Mocami sefirotycznych „kanałów” tego Drzewa wkładają archanioły planet i znaków zodiaku. Ci pierwsi korzystają z usług aniołów, inteligencji i duchów planetarnych. Towarzyszami tych drugich są strażnicy domów astrologicznych, aniołowie zodiakalni oraz „strażnicy trzydziestu dni” i „strażnicy trzydziestu mocy”.
     Archaniołów reprezentują arkana Wielkich Wtajemniczeń. Trzy niższe grupy uosabiają figuralne karty Wtajemniczeń Mniejszych ( giermkowie, rycerze, królowe ). I tak, na przykład, królowa buław (zodiak Barana) uosabia: anioła I domu astrologicznego ( Ajel ), anioła zodiakalnego o imieniu Szarhiel, „strażnika trzydziestu dni” ( Sateraton ) oraz „strażnika trzydziestu mocy” ( Septawi ). Natomiast giermek buław ( zodiak Strzelca ) reprezentuje kolejno: anioła IX domu astrologicznego ( Sojasel ), anioła zodiakalnego zwanego Saritiel oraz „strażników” o imionach Ahoz i Lebarim. Oznakowane symbolami Barana i Strzelca są w Wielkich Wtajemniczeniach arkana Władcy i Umiarkowania. Personifikują one Archaniołów określanych imionami: Malkidiel i Adwakiel.
     Sygnowane arkanami koloru monet Drzewo świata czynienia ukształtowane jest z dziesięciu sfer. Najwyższa z nich to sfera Primum Mobile ( Pierwszego Poruszyciela ) usytuowana w sefirze Korony. Niżej znajduje się sfera gwiazd stałych ( znaków zodiaku ), a pod nią sfery Saturna, Jowisza, Marsa, Słońca, Wenus, Merkurego, Księżyca i czasoprzestrzenne contiunuum czterech żywiołów naturalnych. Podlegają one rządom aniołów zodiakalnych i planetarnych świata formowania. Bezpośrednią władzę nad nimi sprawują duchy świata czynienia zwane duchami dekanoi ( miano to nosiły egipsko-greckie bóstwa dekanatów – dziesięciu dni każdego zodiakalnego miesiąca ). Każdy z owych duchów ( okultystyczna kabała uznaje je za anioły) ma dwóch pomocników opiekujących się kolejnymi pięcioma dniami dekanatu.
     Dekanoi i ich pomocnicy symbolizowani są przez blotki kolorów. Na przykład, 2, 3, 4 buław symbolizują trzy dekanaty zodiaku Barana oraz dekanoi o imionach Zazer, Behahemi, Satander, a także duchy pięciu dni dekanatu (Wehuel, Daniel, Hechasziah, Amamiah, Nanael, Nithael). Asy reprezentują żywioły: as buław – ogień, as – kielichów – wodę, as mieczy – powietrze, as monet – ziemię. Oczywiście każdym z tych żywiołów opiekują się rożne grupy duchów anielskich i podległych im bytów niższego rzędu. 

PRZEJDŹ DO CZĘŚCI 10: ( DUCHY TAROTA )

czwartek, 11 stycznia 2007
BRAMY ASTRALU (1)

.       Jeśli więc, jak wspomniałem wcześniej ( link ) istotą żywej magii jest, według autora Seksualnych tajemnic czarnych magów obnażonych ta technika, za pomocą której umysł ludzki usiłuje oddziaływać na swój świat, to bez najmniejszego wątpienia zaliczyć do niej należy wieszczbiarstwo, które, z tej racji, iż wydaje się być „podglądaniem” zamiarów Boga, w wielu środowiskach jednoznacznie kojarzy się z  satanizmem i czarnoksięstwem.

      Dość łatwo domyślić się, dlaczego sztuka wróżenia wiąże się w wyobraźni ludowej z paktem diabelskim – stwierdza Denis de Rougemont w swojej książce „Udział diabła”. – Wróżbita to ten, kto zarazem pada jego ofiarą i czerpie zeń korzyści. Za cenę czystości swej duszy uzyskuje niezwykłe moce, których źródło znajdować się może – zgodnie z potocznym odczuciem – tylko w królestwie podziemnym. Jest to hołd, jaki mimo woli – i, można by rzec, instynktownie – składa się anielskiej wiedzy Szatana. I istotnie jedno z jego imion, Pyton, oznacza Jasnowidza, a hebrajski wyraz ‘VB, jakim się go określa – ducha zstępującego światła, dar proroctwa i magii. Ale utożsamienie jasnowidzenia jako takiego z tą mocą diabelską jest pomyłką, którą sam Diabeł starannie podtrzymuje w naszych umysłach. Gdyż przepowiadanie przyszłości nie jest samo w sobie czymś złym, wręcz przeciwnie. Biblia potępia jego nadużywanie, tak jak potępia prostytucję, wychwalając zarazem rozkosz zmysłów w najpiękniejszej ze swoich „Pieśni” ( Pieśni nad Pieśniami – uwaga J.W.S ). Sam Bóg nieustannie zsyła prorocze sny na tych, którzy go kochają, od Daniela po Jana z Patmos. A o narodzinach Chrystusa pierwsi dowiedzieli się i wyruszyli, aby mu oddać cześć Magowie. Próżne byłoby negowanie pewnych faktów pod pretekstem, że nie potrafimy ich jeszcze wytłumaczyć: stoliki wirują, karty mówią, myśli przekazuje się bez słów. Świat jest pełen znaków, które przeznaczone są właśnie dla nas. Dlaczego zamykać uszy na to, co chcą nam powiedzieć?

     Wychodząc z podobnego, acz inaczej wyrażonego założenia wróżbita rozkłada na stoliku karty tarota i pochylony nad nimi próbuje rozszyfrować ich przekaz, rzadko kiedy zadając sobie pytanie skąd właściwie „czerpie” wiedzę o przyszłości. Bramę do tej ezoterycznej wiedzy otwiera mu medytacyjna praktyka nad tarotowymi arkanami.. Nie musi być to medytacja sensu stricte. Wystarczy samo obcowanie z tarotem, tj. przeglądanie go, tasowanie, porównywanie jego kart, podejmowanie dywinacyjnych prób jego rozkładania, zerkanie na internetowe strony, gdzie można samemu sobie powróżyć itp. Wszystko to sprawia, że uwidocznione na kartach wizerunki „odciskają się” w jaźni wróżbity, tarot zaś zaczyna doń „mówić”, coś mu „oznajmiać” i „przekazywać”. Od tej pory nie jest już „czymś”, staje się „kimś”, z kim można prowadzić dyskurs, radzić się go, pytać i otrzymywać odpowiedzi. Dzieje się to nie tylko na jawie, także we snach, w wizjach, w których tarotowe karty „ożywają”, ujawniając sekrety o jakich istnieniu tarocista nie miał najmniejszego pojęcia. W skutek owego  communio tarotorum uaktywniają się w nim ponadto rozmaite, paranormalne zdolności ( telepatia, jasnowidzenie, itp. ) oraz wrażliwość na odczuwanie przepływów subtelnych energii. Tu już potrzebny jest „duchowy przewodnik”, bez którego łatwo w tym wszystkim pobłądzić. W rolę tę znakomicie wciela się sam tarot, a poprzez niego „ktoś”, kogo obecność „w kartach” ( a także poza nimi ) doznawana jest jako przejaw „ducha tarota”, głos „wyższej jaźni”, anioła, duchowego opiekuna lub samego Boga.

     Tarocista może oczywiście „psychologizować” te fenomeny i nakładać na siebie różnorakie rygory,  zaś jego intymny związek z tarotem wcale nie musi zaowocować manifestacją i urealnieniem się „skrytego” za nim bytu. Jeśli jednak nie chce lub nie potrafi tego dostrzec, oznacza to, iż zawiodło go duchowe rozeznanie, co jest tym groźniejsze, że brakuje mu tej podstawowej umiejętności, którą zwie się „rozeznawaniem duchów”. Duchom owym wcale bowiem  nie zależy na tym, by je rozpoznał, manifestują zaś swą obecność jedynie wtedy, gdy uznają to za potrzebne i niezbędne dla swych celów. Zazwyczaj uobecniają się po to, by – jeśli tak można powiedzieć - zawłaszczyć kimś wprost, a nie tylko (czy raczej aż) w sposób „ukryty”, niewidzialny ( oczywiście dla niego ).

     Co do ich natury istnieje co najmniej kilka koncepcji. Jedni widzą w nich twory uaktywnionej w skutek operowania tarotem wyobraźni i żywią przekonanie, iż źródło ich istnienia mieści się w podświadomej sferze ludzkiej psychiki. Inni natomiast uważają, że są to realne byty pochodzące ze świata  lub duchowego, i uznają je za istoty anielskie bądź demoniczne. Prawda, jak zwykle, leży po środku, natura tych fenomenów bowiem jest transcendentna, a zarazem immanentna, co oznacza, że ich sprawczej siły szukać trzeba poza człowiekiem i w człowieku ( tj. w makro i w mikrokosmosie ) jednocześnie.

DALEJ

BRAMY ASTRALU (2)

     Jak już pisałem w moim artykule o SDU relację między fizykalną czasoprzestrzenią, w której się poruszamy i która stanowi nasze środowisko, a czasoprzestrzenią ducha porównać można do relacji pomiędzy bytem i niebytem lub jasną a ciemną materią ( wiemy, że ta druga istnieje, gdyż przejawia się w naszym uniwersum, ale nie mamy pojęcia jakie są właściwości jej uniwersum ). Próbujemy ją jednak penetrować na różne sposoby, zaś podstawowym badawczym narzędziem używanym do tego celu jest nasza świadomość, a dokładniej rozmaite pojęcia, wyobrażenia, symbole, które ów świat określają, opisują i które wytyczają kierunki naszych duchowych poszukiwań. Jest to wszakże narzędzie mocno niedoskonałe, ponieważ użycie go determinuje rodzaj duchowych zjawisk, z jakimi się człowiek styka. Inaczej więc doświadcza sfery ducha chrześcijanin, inaczej parający się tarotową kartomancją okultysta, inaczej hinduski jogin, a jeszcze inaczej czciciel Buddy.

     Z drugiej jednak strony, jeśli dokładniej przyjrzeć się tym wszystkim, odmiennym doświadczeniom, okaże się, że na pewnym poziomie duchowych doznań są one łudzaco podobne. I nic dziwnego. Jak bowiem słusznie zauważył Teilhard de Chardin ekumeną ludzkiej istoty jest nie tyle świat materii, co psychokosmos rozbitej na indywidualne cząsteczki Jaźni, zwany przezeń noosferą. Skoro więc czegoś w niej i poprzez nią doświadczamy, możemy być pewni, że doświadczenie to jest także udziałem innych ludzi i w podobny sposób odzwierciedla się w ich umysłach. Z kolei badania Junga wykazały, że wszyscy ludzie noszą w sobie, zakodowane w zbiorowej nieświadomości i wspólne całemu ludzkiemu gatunkowi, archetypy. Zyskują one indywidualizację w podświadomości każdego człowieka, po czym kulturowo zmodyfikowane, a „pobudzone do życia” w trakcie modlitwy, czy odprawiania magicznego rytu, przeobrażają się w mentalne fantomy. Duchowa praktyka uplastycznia owe myślokształty, a nadawszy tym wyobrażeniom bytowe właściwości „śle” je ku spirytualnemu uniwersum, budując w ten sposób łącznik między tymi światami. Pomost ten w okultyzmie nosi nazwę astralu.

     Tak oto astral staje się integralną częścią noosfery – ludzkiego psychokosmosu. Ale nie tylko jego. Posyłając mentalne fantomy w kierunku kosmosu ducha człowiek przyciąga ku nim żyjące tam istoty i pozwala im wkroczyć do naszego świata. Ze względu na to, że niebyt nie może przejawiać się w bycie, duchy nicości muszą w do tego celu użyć emitowanych przez ludzkie zbiorowości myślokształtów, w które - jeśli tak można rzec – się przyoblekają. W tejże chwili fantom przestaje już być zwyczajnym myślokształtem; przeobraża się w egregora – „pojazd” duchowej istności. Duch ożywa go, nadaje mu cechy myślącego bytu i inspiruje ludzi do nawiązania z nim kontaktu. Ludzie modlą się doń, ewokują go, przyzywają, malują jego postać na obrazach, „kodują” w symbolach, śnią o nim, marzą, piszą poematy, śpiewają religijne pieśni. Egregor tego właśnie pragnie, gdyż akty te pozwalają mu „podczepić się” do podświadomej sfery człowieka, skąd czerpie energię wzmacniającą jego życiową siłę i poprzez którą, niejako „od środka”, inspiruje go do podejmowania dalszych, duchowych wysiłków, przekazuje ezoteryczną wiedzę, darzy jasnowidzeniem, proroczymi wizjami itp., wszystko zaś po to, by „dawca” jeszcze mocniej się z nim związał. 

     Egregory te różnią oczywiście od siebie, gdyż okupujące je duchy przyoblekają się w różnorakie postacie i dostosowują do preferowanych w danej tradycji duchowej wyobrażeń.  Do pewnego stopnia tedy człowiek jest ich „kreatorem”, on to bowiem, zgodnie ze swymi kulturowo zdeterminowanymi gustami „kraje” i „szyje” niezbędne do ich uobecnienia „szaty”. W tym też sensie tarot jest taką „szatą”, a jednocześnie „sprawcą” opisanego wyżej procesu. Aktywizując ludzką podświadomość jego ikony budzą w umyśle człowieka niekontrolowane ciągi wyobrażeniowych skojarzeń. Skojarzenia te przybierają formę myślokształtów. Myślokształty mutują, przeobrażają się i emanują w astral, stając się „odzieniem” duchów. Duchy skłaniają tarocistę do dalszego zajmowania się kartomancją, a czasami domagają się nawet materialnego odzwierciedlenia swych „postaci” lub „przymiotów charakteru”.  W takim przypadku tarocista czuje wewnętrzną potrzebę stworzenia własnej wersji tarota. Ten zaś – o ile zostanie rozpowszechniony i zyska odpowiednią markę – służyć będzie innym fascynatom kartomanckiej sztuki jako magiczne narzędzie oraz księga ezoterycznej gnozy, której „studiowanie” wzbudzi w nich rozmaite, intuicyjne skojarzenia... itd.

     Oto czemu wróżąc tarotem człowiek otwiera się na to wszystko, co przezeń doń przychodzi i co w niego „wkodowano”. Na poziomie świadomości może oczywiście odżegnywać się od magiji Crowleya czy kabalistyki francuskich okultystów, może „psychologizować” i interpretować tarotowe arkana zgodnie z teoriami Junga. Niczego to nie zmienia, w każdym bowiem przypadku ma do czynienia z TAROTEM. Z tym TAROTEM, który kiedyś materialnie zaistniał, po czym „odcisnąwszy się” w astralu wchłania w siebie,  wszelkie możliwe taroty, wiążąc zajmujących się nimi ludzi z zastępami i hierarchiami sobie właściwych egregorów.

PRZEJDŹ DO CZĘŚCI 9 ( HIERARCHIE DUCHÓW TAROTA )

poniedziałek, 13 listopada 2006
WIZERUNKI TAROTA (7)

     Analiza najstarszych wizerunków Wielkich Wtajemniczeń wskazuje, że wynalazca tarota czerpał inspiracje z najrozmaitszych źródeł. Znajdujemy w nich alegorie występujące w malarstwie dewocyjno-kościelnym ( Papież, Eremita, Diabeł, Sąd Ostateczny, niektóre przedstawienia Świata), w obrazach mitologiczno-biblijnych ( upodobniony do Wieży Babel XVI arkan oraz nawiązujący do wizji Ezechiela Rydwan ), w literaturze moralnej ( Moc, Kochankowie, Koło Fortuny, Umiarkowanie, Sprawiedliwość, Śmierć, Wisielec, Głupiec, Mag ), a także na rycinach astrologicznych ( Gwiazda, Księżyc, Słońce ) i hermetycznych (Cesarz, Cesarzowa).      Ich dobór również wydaje się przypadkowy i znaczeniowo niespójny. Można oczywiście przyjąć, że obrazują one „kosmos ludzki” ( Głupiec, Mag, Eremita, Cesarz, Cesarzowa, Papież, Rydwan ), makrokosmos ( Gwiazda, Księżyc, Słońce ) i mitologiczno-religijny świat wyobrażeń ( Diabeł, Wieża, Świat, Sąd Ostateczny ), ale nie wiemy co łączy te „światy” i gdzie zaklasyfikować takie arkana jak Wisielec, Moc czy Koło Fortuny. Wolno doszukiwać się w zerowym, pierwszym, dziewiątym, trzecim, czwartym i piątym arkanie reprezentantów różnych warstw średniowiecznego społeczeństwa ( żebraka, jarmarcznego kuglarza, mnicha i przedstawicieli świeckiej oraz religijnej władzy ), lecz nie rozumiemy,  czemu uhonorowano akurat te postaci, a nie na przykład kupca, włościanina, najemnego żołdaka, rycerza, rzemieślnika i żeglarza? Gdyby nawet założyć, że Papież personifikuje Wiarę, zaś Kochankowie – Miłość, to gdzie szukać Nadziei? I jeśli faktycznie Sprawiedliwość, Moc i Umiarkowanie symbolizują kardynalne cnoty, to gdzie podziała się ich czwarta siostra, Roztropność?

     Co gorsza wcale nie jesteśmy pewni, czy dokonana przez nas identyfikacja tych alegorii jest prawidłowa. Owszem, Moc wygląda jak symbol Wstrzemięźliwości, jednakże jest ona zarazem podobna do alchemicznego wyobrażenia ujarzmianej w tyglu „pierwszej materii”. Ósmy arkan mógłby uosabiać Sprawiedliwość, ale kojarzy się też z zodiakiem Wagi, Gwiazda i Umiarkowanie świetnie korelują z astrologicznym przedstawieniem Wodnika, zaś Eremita bliski jest wyobrażeniu dzierżącego w dłoniach klepsydrę władcy czasu, Saturna. Z kolei Świat ma swą analogię w hinduistycznych wizerunkach tańczącego boga Śiwy, Diabeł natomiast znajduje odbicie w hermetycznym symbolu Lucyferycznej Trójcy, bądź – jak donosił niedawno pewien znawca przedmiotu – w wizerunku babilońskiej bogini Inany. I kogóż to u licha reprezentuje Papieżyca? Matkę Kościół? Papiestwo? Papieżycę Joannę? Gnozę? Mądrość? A może herezję?

     Mówiąc najkrócej, nic do niczego nie pasuje i w zależności do swych upodobań możemy odnaleźć w tarocie wszystko, co tylko zechcemy. I o to w nim chodzi. Karty tarota bowiem stworzono nie po to, by ujawniały swoje treści, lecz po to, żeby je kamuflowały, udając, że niczego nie kamuflują.

     Ich wynalazca wiedział, że nie to jest ezoteryczne, co epatuje profanów mnogością dziwacznych symboli, lecz to, co wydaje się powszednie, a nawet trywialne. Doceniał przy tym hipnotyczną potęgę figuralnych form sztuki ( być może więc faktycznie zetknął się z technikami ars memoriae - sztuki pamięci ). Postanowił wymyślić taki zestaw ikon, który byłby logicznie niespójny, trochę zwyczajny, trochę niezwykły, a poprzez to działający na wyobraźnię i zmuszający ją do „produkowania” rozmaitych, sprzecznych ze sobą skojarzeń. Hermetyczna ikonografia zupełnie się do tego nie nadawała: odstręczała niezwykłością ilustrowanych scen, budziła lęk, podejrzenia, sugerowała związki z „nieczystą siłą” i jednoznacznie wskazywała, że jest obrazkowym zapisem „kacerskiej wiedzy”. W przeciwieństwie więc do autorów Księgi Abrahama Żyda i Splendor Solis wybrał inną, bardziej nośną metodę. Posłużył się funkcjonującymi w społecznej świadomości schematami i alegoriami, kojarząc każdy element ezoterycznego przekazu hebrajskich liter i hermetycznej nauki z jakimś stereotypem i dodając doń lub mu ujmując jakieś elementy. Nie miało przy tym znaczenia, czy stereotyp ów wywodzi się z ludowych wierzeń, literatury moralnej, alchemii, astrologii, chrześcijaństwa lub z czegokolwiek innego. Ważne było jedynie to, czy można go zastosować w mistrzowskiej sztuce „obrazowania niewidzialnego” i ukrywania czegoś sekretnego w czymś pozornie odkrytym.

     Tę zapomnianą dziś sztukę, której najdoskonalszym owocem jest tarot marsylski, opanował do perfekcji Eliphas Levi, ilustrując swoje książki własnoręcznie wykonywanymi rysunkami, wśród których znalazły się przedstawienia dwóch arkanów tarota - Rydwan i Diabeł ).

     Jak przystało na dobrego znawcę alchemicznych ksiąg – pisze o tym Andrzej Kostołowski – Levi nie wyjaśnia [...] „tajemnic” swoimi rysunkami ( raczej nawet rozciąga znany z dawnych traktatów system ukrywania pod pozorem ujawniania ostatecznych „kluczy” tajemnic ), z jednej strony pragnie trafić do prawdziwych adeptów, którzy mogliby błyskawicznie zrozumieć, o co chodzi, z drugiej strony, wobec wszystkich którzy traktują okultyzm jako jeszcze jedną wyprawę w rejony ezoteryczne [...] akcentuje ornamentalne zasnuwanie problemu mgłą tajemnicy, spoza której raz po raz wyzierają symbole fantastyczności. 

   No cóż, nie bez racji powiadał Alan W. Watts, że „raz pokazać to tyle, co sto razy powiedzieć”. Sugerowana na rozmaite sposoby sekretność tarotowych ikon prawidło to w całej pełni potwierdza, gdyż jest owocem tej starej, magicznej zasady, zgodnie z ktorą „podobne działa na podobne i podobne przyciąga”. Zasadę tę Eliphas Levi określił mianem prawa analogii, odpowiedniości i przenośności.

     Analogia – stwierdza w Magii transcendentalnejjest kluczem wszystkich sekretów natury i jedyną fundamentalną podstawą wszelkich objawień. To dlatego mamy wrażenie, jakby religie napisane były w niebie oraz w całej przyrodzie. I tak powinno być, ponieważ dzieło Boga jest księgą Boga, i to, co On pisze, winno się dostrzegać zarówno w wyrazie Jego myśli, jak i też w Jego bycie (jeśli uważamy, że jest On najwyższą myślą). Analogia jest kwintesencją kamienia filozoficznego [...] kluczem wielkiego arkanu, korzeniem drzewa życia, nauką dobra i zła. Odnaleźć dokładną skalę analogii w rzeczach przyswajalnych przez naukę oznacza ustalić podstawy wiary, a przez to wejść w posiadanie różdżki czarodziejskie.

     Im głębiej przeto wnikamy w karty tarota, tym szersze otwiera się ich rozumienie, tym więcej rodzi się różnorakich skojarzeń oraz błędnych i „obłędnych” interpretacji ich ezoterycznych znaczeń. Dopiero osadzona w konkretnej doktrynie tajemnica zdaje się wyjaśniać, ujawniając drugą warstwę sekretu, za którą kryją się dalsze. Wyposażony w tę „czarodziejską różdżkę” adept ocenia, bada, interpretuje i wpływa na otaczającą go rzeczywistość inaczej niż „zwyczajny” człowiek. Najpierw dlatego, że znajomość ezoterycznego prawa analogii, podobieństwa i przenośności daje mu wewnętrzny wgląd w mechanizmy rządzące otaczającym go światem. Po drugie zaś z tego powodu, iż dysponując nim świadomie wykorzystuje je do osiągnięcia z góry założonych celów. Akceptację takiej postawy wobec rzeczywistości uznać trzeba za początek prawdziwego wtajemniczenia w istotę żywej magii, będącej - wedle definicji Ramseya Dukesa, autora książki Seksualne tajemnice czarnych magów obnażone - „tą techniką, za pomocą której umysł ludzki usiłuje oddziaływać na swój świat.

PRZEJDŹ DO CZĘŚCI 8 ( BRAMY ASTRALU (1)

środa, 18 października 2006
TAROT I HEBRAJSKIE LITERY (6)

    Hebrajskie litery są figurami abstrakcyjnymi, ale wywodzą się z pisma hieroglificznego. Fakt ten potwierdzają nazwy liter ( litera beth nawiązuje do hebrajskiego słowa beith – dom, i takie też ma znaczenie,  nazwa litery jod pochodzi od jad – ręka, dłoń, itd. ), a w niektórych przypadkach wskazuje na to również ich kształt ( litera zajin przedstawia topór, miecz lub grot strzały, dlatego symbolizuje broń ). Podobnie też jak w przypadku pisma chińskiego, każdy  składowy element litery ma jakieś znaczenie i wykazuje, na przykład, jej mistyczny związek z inna literą lub odnosi się do jakiejś duchowej prawdy. Są one więc ideogramami, co w połączeniu z ich numerologiczną i astrologiczną symboliką czyni je wdzięcznymi obiektami medytacji i wizualizacji.

     Gdyby wynalazcą tarota był żydowski okultysta, wykaligrafowałby zapewne każdą literę na osobnym kartoniku, po czym permutując je ( tj. mieszając, tasując i przekładając ) medytowałby nad nimi po to, by odczytać ich sekretne przesłanie. Sęk w tym, że z punktu widzenia Żyda praktyka taka równałaby się profanacji, hebrajskie litery bowiem reprezentowały najwyższe sacrum. Co do tego zgodni byli zarówno kabaliści-mistycy jak i magowie. Zgoła odmienny stosunek do hebrajskich liter mieli szukający inspiracji w kabale średniowieczni okultyści widzący w nich magiczne znaki oraz nośniki czarodziejskiej mocy. Nie czując nabożnej czci do „boskiego alfabetu”, nie przywiązywali też wagi do jego wiernego kopiowania. Owszem, rysowali litery na amuletach, zamieszczali je na ilustrujących hermetyczne traktaty rycinach, ale robili to niestarannie, skutkiem czego litera he wyglądała jak cheth lub taw,  waw przybierało postać liter zajin albo  daleth, litera gimel często upodabniała się do kaf względnie nun itd. 

     Wydaje się jednak mało prawdopodobne, by jakiś „prozelita bramy” ( jak nazywali judaizujących chrześcijan Żydzi ) odważył się permutować kartonikami z wyrysowanymi na nich hebrajskimi literami. Posiadanie takiego zbioru „heretyckich” symboli mogłoby się dlań zakończyć fatalnie: oskarżeniem o „judaizowanie”, uprawianie czarnoksięskiej magii i kacerstwo. Być może więc wpisał je w figury alegorycznych kart do gry. Idąc tym tropem rozumowania, najpierw Court de Gebelin, potem Etteilla i Eliphas Levi zaczęli doszukiwać się zarysów hebrajskich liter w postaciach Wielkich Arkanów. Ten ostatni uznał, że gesty rąk Maga imitują literę alef. Konstatacja ta zdawała się być logiczna: litera o liczbowej wartości 1, czyli  alef, winna korelować z pierwszym arkanem tarota, beth – z drugim, gimel – z trzecim itd. Lecz co uczynić z arkanem zerowym? Levi znalazł rozwiązanie. Przypisał mu literę szin i uczynił Głupca dwudziestym pierwszym arkanem. System tych oznakowań do dziś jest stosowany we francuskiej tradycji okultyzmu.

     Nieco inaczej widzieli tę rzecz angielscy i amerykańscy okultyści z Hermetycznego Zakonu Złotego Brzasku. Zwrócili oni uwagę na to, że aczkolwiek niektóre figury kart atutowych tarota faktycznie zdają się odwzorowywać hermetyczne symbole żywiołów i pierwiastków, to nie ten aspekt jest w nich najważniejszy. Owszem, można, a nawet trzeba odczytywać je w tym kontekście, jednakże winno się równocześnie korelować go z kabalistyczną arytmozofią opartą na dwóch sposobach liczbowego wartościowania liter: prostym i odwróconym ( athbasz ). Ten pierwszy ilustruje stwórczy akt Boga, a na poziomie praktyki inicjacyjnej – proces wtajemniczenia i napełnienia człowieka duchowym światłem poznania. Ten drugi jest obrazem dobywania się iskier światłości z okopów materii. Ukazują one zarazem to, że każda litera posiada dwie liczbowe wartości: swoją własną ( w systemie prostym ) odwróconą, tj. stanowiącą wartość analogicznej do niej litery w przeciwległym rzędzie. W tym sensie alef  jest również literą taw, beth to szin, gimel to resz itd., nie można bowiem zrozumieć alefa bez poznania sekretów taw, zaś taw nie ujawni swoich wszystkich tajemnic, jeśli nie zestawi się go z literą alef.

     Dwudzielność ta występuje także w Drzewie Życia. Prawa strona Drzewa oraz najwyższa hipostaza Boga ( Korona ) odpowiadają „męskości”, lewa strona i najniższa emanacja (Królestwo) - „żeńskości” uniwersum,. Archetyp męski identyfikowany jest z literą szin (Ogień), żeński – z literą mem ( Woda ). W hermetyzmie pierwiastki te niosły miano Siarki i Soli lub Słońca i Księżyca. Elementem je spajającym był Merkuriusz. Kabała rolę tę przypisywała literze alef, z którą, wedle księgi Zohar, Bóg stanowił jedno, a uczyniwszy ją „naczelnikiem wszystkich liter” zadecydował, że jako Korona Tory będzie źródłem Jego stwórczej mocy i od niej  „zaczynać się będą rachunki i wszystkie wielkie dzieła”.

      Alef przeto był w kabale tym samym, czym w matematyce zero – łącznikiem między opozycyjnymi biegunami i najpewniej dlatego winno się z nim utożsamić zerowy arkan Wielkich Wtajemniczeń, pierwszy - literą beth, drugi - literą gimel, trzeci – literą  daleth, itd. System takiego oznakowania wprowadził w Hermetycznym Zakonie Złotego Brzasku MacGregor Mathers. Cechuje on wszystkie taroty nawiązujące do anglosaskiej tradycji okultyzmu i nim także będę się posługiwał w dalszych partiach tej książki.

     W skutek takiego zabiegu tarot zyskał wewnętrzną dynamikę, wynikającą stąd, że liczbowe wartości kart oraz hebrajskich liter się nie pokrywają.  Głupiec ( arkan 0, litera alef – wartość liczbowa 1 ) jest zerem i jedynką zarazem, czyli „potencjalnym” Magiem ( arkan 1, litera beth – wartość liczbowa 2 ). Z kolei Mag ma cechy oznakowanego alefem Głupca i Papieżycy ( arkan 2, litera gimel – wartość liczbowa 3 ), zaś Papieżyca jest „nosicielką” przymiotów Maga i Cesarzowej ( arkan 3, litera daleth – wartość liczbowa 4 ) itd. Żaden więc arkan tarota nie może być uznany i rozpatrywany jako odrębna, samoistna całość, gdyż - niczym w soczewce - skupiają się w nim właściwości innych arkanów. 

     Tarot zresztą sam w sobie także jest dwoisty, czego dowodzi dywinacyjna praktyka nakazująca wróżbicie interpretować jego arkana zarówno w położeniu prawidłowym, jak i odwróconym, stanowiącym z reguły zaprzeczenie tamtego. W sensie arytmozoficznym trzeba to rozumieć w ten sposób, że będący jedynką Mag skupia w sobie dwie wartości jednocześnie, tj. +1 i –1, z których +1 obrazuje jedność i unifikację wszystkiego, zaś  –1, brak jedności, tj. wielość, rozproszenie, rozpad, destrukcję. To samo dotyczy Papieżycy ( unio oppositorum - dysharmoniczna dwoistość ), Cesarzowej ( boska, konstruktywna troistość -  troistość destruktywna, demoniczna ) itd. A ponieważ tarot wykracza poza prawidła  matematyki zasada ta dotyczy także zera, czyli Głupca, który oznakowany alefem uosabia dwa, odmienne stany "boskiej nieoznaczoności": mistyczną pełnię, czyli boskie "wszystko” oraz jej przeciwieństwo – pustkę, niebyt, próżnię, nicość. Oba te "boskie przymioty" określane są w kabale terminem ajin i literą o tej samej nazwie. Dziwnym zbiegiem okoliczności koreluje ona w tarocie z XV arkanem - Diabłem symbolizujacym tę fazę magicznej inicjacji, w której Głupiec najostrzej ściera się z tym swoim aspektem duszy, ktory Jung identyfikował z Cieniem, a w ktorym odzwierciedla się w całej pełni to wszystko, co odgradza nas od Boga i więzi nas w astralnych piekłach, niebach oraz innych, iluzorycznych krainach ezoterycznego poznania... 


niedziela, 06 sierpnia 2006
GENEZA TAROTA ( ALCHEMIA ) (4)

     Ponieważ u podstaw genezy tarota leży system wiążący jego arkana w jedną, integralną całość należy zadać pytanie: jaki to system? System zawsze wynika z doktryny, którą wyraża. Dotychczasowe rozważania o pochodzeniu tarota wskazują, że doktryna ta musiała cechować się: 1/ sekretnością ( inaczej nie zaszłaby konieczność kodowania jej w postaci karcianych obrazków ); 2/ związkiem z jakąś żywą, funkcjonującą w drugiej połowie XIV wieku ezoteryczną tradycją ( hipotetyczna data powstania tarota ); 3/ opierała się na prawidłach arytmozofii i numerologii; 4/ posługiwała się językiem alegorycznym, symbolicznym i mitologicznym ( odzwierciedlają go alegoryczne karty Wielkich Wtajemniczeń ); 5/ dysponowała holistyczną wizją uniwersum, uwzględniającą jego harmonię i dynamikę ( tarota można czytać w chronologicznej sekwencji jego kart, tj. od 0 do 21 i dalej do 77, oraz po ich przetasowaniu, wymieszaniu i przełożeniu ); 6/ uwypuklała aktywną rolę człowieka operującego kartami ( dywinacja ), lokując go w centralnym punkcie mikro i makrokosmosu ( jako operatora  i sprawcę podjętych działań ).

     Spośród kilku ezoterycznych tradycji występujących w ówczesnej Europie, warunki te spełniały tylko dwie. Były nimi alchemia ( hermetyzm ) i kabała.

     Alchemia posiadała dwie postaci. Pierwsza, historycznie starsza koncentrowała się na materialnym aspekcie Wielkiego Dzieła – podzielonej na cztery fazy operacji zmierzającej do wyprodukowania kamienia filozoficznego przemieniającego wszystkie metale w złoto. Etapy te nosiły nazwy: nigredo ( czernienie, umieranie, rozpad ), albedo ( bielenie, oczyszczenie ),  citrinitas ( żółknięcie - odradzanie się w nowej formie ) i rubedo ( czerwienienie – transfiguracja i przemiana w lapis philosophorum ).  Druga, nieco młodsza, zwana była alchemią duchową. Także i jej Wielkie Dzieło składało się z czterech faz ( inspiracji, medytacji, imaginacji, iluminacji ), dokonywało się zaś w sercu ( jaźni ) człowieka, który poprzez medytację i wizualizację utożsamiał się z „cierpiącą” męki przeistoczeń materią i dążył do mistycznego zjednoczenia z Duszą Wszechświata ( Anima Mundi ), a za jej posrednictwem - z Bogiem.

     Obie tej formy hermetyzmu funkcjonowały  komplementarnie i do opisu przemian ducha i materii używały tego samego symbolowego języka. Cel alchemicznego opus określała hermetyczna formuła zwana VITRIOL. Jej nazwa wzięła się od liter początkujących siedem tworzących ją słów: visita interiora terrae rectificando invenies occultum lapidem ( zastąp do wnętrza ziemi, oczyszczając odkryjesz ukryty kamień ). Zapisana na obwodzie koła okalającego rycinę przedstawiającą symbole Wielkiego Dzieła stanowiła klucz do zrozumienia najważniejszego tekstu hermetycznego – Szmaragdowej Tablicy: 

    

     „Prawdziwie, bez kłamstwa, pewne i najprawdziwsze. To, co jest niżej, jest jak to, co jest wyżej, a to, co jest wyżej, jest jak to, co jest niżej, dla przeniknięcia cudów jedynej rzeczy. I tak jak wszystkie rzeczy powstały z jednego, z myśli jednego, tak wszystkie rzeczy zostały zrodzone z tej samej rzeczy, przez przystosowanie. Ojcem jego jest Słońce, matka Księżyc, wiatr nosił go w swoim łonie, karmicielką jego jest ziemia. Ojciec wszelkiego stworzenia jest tutaj. Siła jego jest zupełna, jeżeli zmieni się w ziemię. Oddzielisz ziemie od ognia, subtelne od gęstego, zwolna, z wielką zręcznością. Wznosi się z ziemi ku niebu i powtórnie zstępuje na ziemie i otrzymuje siłę wyższych i niższych. Tak posiądziesz chwałę całego świata; dlatego odstąpi od ciebie wszelka ciemność. Ta jest wszelkiej mocy potężna siła: ponieważ zwycięży wszelka rzecz subtelną i przeniknie każde ciało stale. Tak został stworzony świat. Takie będą cudowne przystosowania, których sposób jest tu zawarty. Dlatego jestem nazywany Hermesem Potrójnie Wielkim ( Hermes Trismigestos ), posiadającym trzy części filozofii całego świata. To jest zupełne, co powiedziałem o działaniu Słońca”

     Dziwnym zbiegiem okoliczności formuła VITRIOL liczy 56 liter, tyle, ile kart Mniejszych Wtajemniczeń. Zważywszy, że już w XVI wieku  kojarzono je z czterema żywiołami i stronami świata korelacja ta wydaje się oczywista, choć nie do końca jasna. Pewnym natomiast jest, że kilkadziesiąt lat przed wynalezieniem tarota do europejskich hermetystów dotarł łaciński przekład Tablicy. Udostępnił im go Raimundus Lullus ( 1235 – 1315 ), autor kilku traktatów omawiających duchowe aspekty Wielkiego Działa, człowiek wielce zainteresowany neoplatonizmem

oraz hermetycznym piśmiennictwem epoki hellenistycznej. Nie ma też wątpliwości, że zamieszczone w ówczesnych hermetycznych pismach ryciny nie tylko ilustrowały ich treść, ale i również pełniły funkcje ikon, których kontemplacja służyć miała alchemikowi do osiągnięcia takiego stanu umysłu, który umożliwiał zrozumienie wewnętrznego sensu zawartego w nich przekazu.  Przykładem takiego zbioru obrazów są dwa traktaty: Rosarium Philosophorum z 1550 roku oraz Splendor Solis Salomona Trismosina z roku 1582.

     Interesujący zwłaszcza jest ten drugi zbiór, złożony z 22 wyobrażeń. Przeglądając je przekonujemy się jednak, że niewiele mają one wspólnego z tarotem ( jeśli nie liczyć powierzchownych podobieństw kilku ilustracji do kart Słońca, Mocy, Kochanków, Cesarza i Eremity ). Oba te dzieła zresztą powstały później, w czasach, kiedy tarot już istniał. Można wszakże domniemywać, że ich autorzy czerpali wzorzec ze starszej księgi. Była nią zaginiona Księga Abrahama Żyda, w której posiadanie wejść miał słynny francuski alchemik Mikołaj Flamel ( ( 1330 – 1419 ).

     Wedle jego, własnoręcznie spisanej relacji, sporządzono ją „z bardzo delikatnych włókien roślinnych pochodzących z młodych drzew”. Księga zawierała 21 kart wypełnionych hebrajskim tekstem oraz tyleż samo rycin. Karty siódma, czternasta i dwudziesta pierwsza przedstawiały młodą kobietę połykaną przez węża, tegoż węża zawieszonego na krzyżu oraz pustynię z wężami wychodzącymi ze źródeł. Na pozostałych widniały wyobrażenia mężczyzny z kaduceuszem, starca z klepsydrą na głowie i kosą w dłoniach, wysoką górę porośnięta kwiatami szarpanymi przez wiatr – siedzibę smoków i gryfów, kwitnący krzak róży ocieniony przez dąb, króla dzierżącego w ręku miecz i wydającego żołnierzom rozkaz zabicia dzieci, w których krwi kąpały się Księżyc i Słońce itp. Księgę te Flamel rzekomo otrzymał w Santiago de Compostella w Hiszpanii od niejakiego Canchesa, człowieka doskonale obeznanego z tajnikami alchemii i kabały i dzięki niej dokonał w 1382 roku Wielkiego Dzieła – wyprodukował kamień filozoficzny. Po czym stał się gorliwym katolikiem i resztę życia poświecił budowie szpitali oraz domów noclegowych dla żebraków i tułaczy.

     Kabalistyczne figury Abrahama Żyda, które dały Flamelowi asumpt do jego wiedzy – dowodził pięćset lat później Eliphas Levi w Magii rytualnejnie są niczym innym, jak dwudziestoma dwoma kluczami tarota, ujętymi inaczej w kluczach Basileusa Valentinusa. Słońce i Księżyc występują tam pod postaciami cesarza i cesarzowej, Merkury jest magiem, wielki hierofant przedstawia adepta (...) podobnie ma się sprawa ze śmiercią, sądem, miłością, smokiem lub diabłem(...). Nie może też być inaczej, skoro Tarot jest źródłową księgą i kluczem do całego sklepienia wiedzy, musi on być zatem hermetyczny, tak jak jest magiczny, kabalistyczny i teozoficzny...”.

PRZEJDŹ DO CZĘŚCI 5 ( GENEZA TAROTA. KABAŁA )

GENEZA TAROTA ( KABAŁA ) (5)

     Levi nazbyt pochopnie jednak utożsamił Księgę Abrahama Żyda z arkanami tarota, w których daremnie szukalibyśmy - typowych dla alchemicznej ikonografii - węży pożerających własny ogon, splecionych w miłosnym uścisku nagich par czy umierających i odradzających się androgynów. Ikonografia hermetyczna i tarotowa to dwie, różne ikonografie. Z drugiej wszakże strony rękopis Flamela, Rosarium Philosophorum oraz Splendor Solis są żywym dowodem tego, że w skutek stopniowej spirytualizacji hermetyzmu i uwypuklenia jego inicjacyjnych wartości kontemplacja ezoterycznych wizerunków odgrywała w alchemii ważną rolę. Redukcja ich ilości do 21 lub 22 wskazuje ponadto, że liczba ta miała jakieś znaczenie. Wiedzie nas to wprost do kabały, w której nauka o mistycznych treściach 22 liter hebrajskiego alfabetu stanowiła jej ezoteryczne jądro.

     Według kabały ( hebr. kabbalah – tradycja, tajemny przekaz ) Bóg stworzył świat ze światłości wyemanowanej ze swego niepoznawalnego centrum. Kształtując przestrzeń i czas, skupiła się ona w dziesięciu hipostazach Boga zwanych sefirotami formującymi strukturę uniwersum ukazywaną jako Drzewo Życia  Gałęzie tego Drzewa połączone są 22 „kanałami” przepływu boskiej mocy sygnowanymi 22 literami hebrajskiego alfabetu, którymi Bóg spisał niebiańską Torę i które posłużyły Mojżeszowi i prorokom do spisania jej ziemskiej wersji. Idea ta legła u podstaw kabały, a sformułowano ją po raz pierwszy w pochodzącej z III wieku księdze Sefer Jecirah, gdzie czytamy, iż przystąpiwszy do stwórczego dzieła Bóg „wyrył (...), wyciosał, wyważał (...), permutował, mieszał, stapiał i formował przez nie istotę wszelkiego stworzenia i istotę wszelkiego przyszłego stworzenia”. Myśl tę rozwinęli późniejsi kabaliści, zaś pełny kształt uzyskała ona w wydanej w 1290 roku przez Mojżesza z Lionu księdze Zohar.

     Reprezentując różne aspekty boskiej potęgi i będąc duchową osnową bytu litery dzieliły się na trzy kategorie. Trzy najważniejsze, zwane literami-matkami uosabiały trójcę podstawowych archetypów wszechświata: archetyp męski, ognisty, aktywny ( litera szin ); archetyp żeński, bierny, wodny (litera mem); archetyp unifikujący te opozycje ( litera alef ). Siedem liter podwójnych (beth gimel, daleth, kaf, pe, resz, taw ) odnosiło się do mocy planetarnych, zaś dwanaście liter pojedyńczych ( he, waw, zain, cheth, , teth, jod, lamed, nun, samwekh, ajin, cade, kof ) – do zodiaków. Każdej literze przypisana była również określona wartość liczbowa. Obliczano je według dwóch systemów: systemu prostego i systemu odwróconego. Ten pierwszy wiązał alefa z liczbą 1, beth – z 2, gimel – z 3, daleth – z 4, itd. aż  do 400 ( litera taw ). Ten drugi, noszący miano athbasz,  stanowił jego przeciwieństwo. Zgodnie z nim litera alef posiadała wartość ostatniej litery alfabetu ( taw ), beth – przedostatniej ( szin ), itd. Ponadto każda litera jawiła się jako reprezentacja anielskich potęg oraz mocy, każda też posiadała szereg symbolowych desygnatów o mistycznej i magicznej treści.   

     Dociekania żydowskich kabalistów szły w dwóch, podstawowych kierunkach: mistycznym i magicznym ( okultystycznym ).

     Związani z popularnym na terenie Niemiec, Szwajcarii i Francji religijnym ruchem chasidim ( hebr. pobożni ) kabaliści-mistycy poświęcali się badaniu tajemnic Drzewa Życia, zaś ich bracia z Hiszpanii oraz Włoch  koncentrowali się nad badaniem ukrytego sensu Tory. Im to kabała zawdzięcza opracowanie skomplikowanego systemu wnikania w sekretne treści Biblii poprzez sumowanie wartości liczbowej liter danego słowa lub fragmentu Pisma i zestawianie ich z innym słowem bądź ustępem Księgi posiadającymi tę samą wartość liczbową. Uzyskiwane w ten sposób przesłanie ujawniało tajemne zamysły Boga względem świata i człowieka.  Natomiast przedstawiciele nurtu magicznego medytowali na literami i rysując je lub wizualizując dokonywali ich permutacji – mieszali i łączyli w rozmaite kombinacje po to, by zapanować nad mocami wszechświata.

     Te ostatnie praktyki uchodziły w oczach rabinów za naganne, a dla zwolenników mistycznego odłamu kabały były przejawem opacznego pojmowania zasad tej nauki. I jedni i drudzy zgadzali się z tym, że jej magiczne odgałęzienie jest tradycją  „lewej ręki” – wyrazem wypaczenia i nadużycia kabalistycznych prawideł do celów sprzecznych z ich pierwotnym przeznaczeniem. Polemizując z nimi magowie powoływali się na liczne wzmianki w Sefer Jecirah i w Zoharze wskazujące na to, że ich postępowanie nie zasługuje na potępienie. Przeciwnie. Jest godnym naśladownictwem działań takich świętych mężów jak chociażby budowniczy Arki Przymierza Becalel, o którym księga Zohar powiada, iż „wiedział jak łączyć i przestawiać litery, z których niebiosa i ziemia były stworzone”, czy identyfikowany z autorem Sefer Jecirah, patriarcha Abraham, który „spojrzał, i zobaczył, i badał, i myślał, i wyrył, o czyścił, i wyżłobił, i zrozumiał, i osiągnął oraz  (...) powiązał dwadzieścia dwie litery w Jego mowę i Święty ( tj. Bóg – uwaga J.W.S ) odsłonił mu tajemnice”.

     Magowie marzyli ponadto o poznaniu sekretu Tetragrammatonu JHWH , tj. złożonego trzech liter ( jod, he, waw ) Imienia Boga, które odzwierciedlając Jego istotę, skupiało w sobie wszystkie inne boże imiona, wszystkie święte litery, wszystkie wykreowane ich mocą byty i światy. Tajemnicę sposobu jego wypowiadania znał niegdyś tylko arcykapłan, jednakże od czasu zburzenia Świątyni Salomona przez Asyryjczyków nikt nie wiedział, jak je intonować. Zachowało się ono w zapisie JHWH, wszelako hebrajskie litery (poza alefem) są spółgłoskami, Imię to można więc było rozmaicie czytać ( np. Jahwe, Jehowa itp. ). Permutacja jego literami polegała na: 1/ dodawaniu do każdej litery Imienia samogłoski a, e, i, o, u, lub y ( JHWH zyskiwało wtedy zapis JaHaWaHa, JaHeWiHo itp. ); 2/ przestawianiu liter Tetragrammatonu i wiązaniu ich samogłoskami ( JHWH przekształcało się wówczas w JaWaHaHa, HaWeJiHo itd. ) oraz 3/ intonowaniu ich i wizualizowaniu w taki sposób, by po osiągnięciu ekstazy móc umiejscowić Imię w swoim sercu i zjednoczyć się z Bóstwem. W sumie kombinacji tych było 54, liczyły zaś one łącznie 216 liter.       

     Działania te miały wiele wspólnego z medytacyjnymi i wizualizacyjnymi technikami duchowej alchemii, od adeptów wymagały jednak znajomości języka hebrajskiego,  tekstu Tory, symboliki liter oraz umiejętności ich właściwego permutowania. Czyniło to tę tradycję niedostępną dla osób nieżydowskiego pochodzenia.

     Tajemnice wszakże mają to do siebie, że prędzej czy później zostają ujawnione. Pośród Żydów rozpowszechnił je, wspomniany już Mojżesz z Lionu, autor, a wedle innych – kompilator Księgi Blasku ( Zoharu ) mówiącej wprost co trzeba robić, by wyławiać z Tory słowa o tej samej wartości liczbowej i permutując ich litery łączyć je ponownie w logiczną całość. Natomiast w świecie chrześcijańskim kabała zyskała rozgłos w skutek działań podjętych przez Abrahama Abulafię ( 1240 – 1295), który zasłynął tym, że najpierw trafnie przepowiedział śmierć trzech papieży, a potem wyruszył w pielgrzymkę do Rzymu, żeby nawrócić na judaizm czwartego następcę Chrystusa. W swoich księgach Abulafia pouczał adeptów, że nie należy się wzdragać przed permutowaniem liter Niewymawialnego Imienia, gdyż da im to moc wpływania na losy świata. Wyjawiał im także, jak należy uzbrajać się w pieczęcie z wyrytymi na nich imionami aniołów i serafinów, jak wstępować w trakcie medytacji na najwyższe piętra niebios i jak zaklinać wrogie moce potęgą amuletów. Podobnie postąpił Józef Gikatalia ( 1248 – 1323 ), autor księgi Portae Lucis ( Bramy światła ), w której udostępnił szerokiemu gremium czytelników wiedzę o kabalistycznych technikach modlitwy, wizualizowania duchów i artykułowania bożych i anielskich imion. Księga ta została przełożona na łacinę i wzbudziła ogromne zainteresowanie w kręgach nieżydowskich hermetystów.

     Hebrajskie pisma fascynowały już templariuszy, którzy zapraszali rabinów na dysputy, prosząc ich o konsultacje w sprawie tłumaczeń biblijnych tekstów. Nie im jednak, lecz takim badaczom ezoterycznych tajemnic jak Raimundus Lullus, Marsilio Ficino (1433 – 1499), Pico della Mirandolla ( 1463 – 1494 ), Johann Reuchlin ( 1455 – 1522 ), Cornelius Agrippa von Nettesheim ( 1486 – 1535 ) kabała zawdzięcza swą światową karierę. Ludzi tych Żydzi nazywali „prozelitami bramy”, tj., tymi, którzy poznają tradycję judaizmu, widzą w niej odblask boskiego objawienia i najwyższej prawdy, lecz nie chcąc porzucić chrześcijaństwa muszą zadowolic się rolą żebraków siedzących u bram siedzib Narodu Wybranego, zza których dociera do nich światło Bożej Obecności.  

     Rekrutowali się oni z dwóch grup społecznych – ze środowiska  marranów ( potomków żydowskich przechrztów) oraz wykształconych i uprawiających wolne zawody chrześcijan ( rzemieślników, kupców, rękodzielników studentów, bakałarzy, nauczycieli ). Katolicy widzieli w nich godnych pogardy „judaistów”, czarnoksiężników zaprzedających swe dusze „synagodze diabła”, odstępców od „jedynie prawdziwej” wiary. Dla pilnie strzegących własnej tożsamości i kulturowo-religijnej odrębności Żydów byli profanami próbującymi wydrzeć „wybranemu narodowi” jego najskrytsze tajemnice. Żyli na granicy dwóch, wrogich światów jako podwójni odszczepieńcy, odrzuceni przez żydowską społeczność z powodu naginania kabały do zasad hermetycznej i chrześcijańskiej „herezji”, wyklęci przez chrześcijan z racji swego „judaizowania” i fascynacji hermetyzmem. Musieli przeto ukrywać swoje przekonania pod maską ostentacyjnej prawowierności. Opracowali także, zdumiewająco skuteczny, system kamuflowania wyznawanych przez siebie idei. Umiejętność ta wielu z nich wybawiła od stosu lub długoletniego więzienia, ot chociażby Hieronima Boscha ( 1450 – 1516 ), którego tchnące kacerstwem malarstwo zyskało akceptację najbardziej wytrwałych tropicieli schizmatyków.

     Z takiego zapewne środowiska wywodził się autor Księgi Abrahama Żyda. Takim człowiekiem był również Mikołaj Flamel oraz współczesny mu żydowski alchemik Abraham ben Eleazar, którego napisany po hebrajsku i łacinie traktat poświecony magii, alchemii i kabale ukazał się w roku 1387. W tym też środowisku szukać należy wynalazcy tarota - człowieka doskonale znającego alchemiczne i kabalistyczne arkana, który dokonał fuzji tych dwóch systemów i uczynił coś, co wydawało się niemożliwe - zakodował w tchnących tajemnicą alegorycznych kartach ezoteryczną symbolikę 22 liter hebrajskiego alfabetu. 

PRZEJDŹ DO CZĘŚCI 6 ( TAROT I HEBRAJSKIE LITERY )

niedziela, 04 czerwca 2006
POCHODZENIE TAROTA (3)

     Geneza tarota nie jest znana. W środowiskach okultystycznych panuje przekonanie, że wywodzi się on ze starożytnego Egiptu, skąd dotarł do Europy razem z Cyganami. Jego  początków, dowodzą okultyści, szukać trzeba w zagrzebanym w piaskach pustyni sanktuarium wzniesionym w XV wieku przed Chrystusem  W świątyni tej egipscy kapłani mieli wtajemniczać uczniów w sekrety magii, astrologii, numerologii, geomancji i alchemii. Pod kierownictwem nauczyciela uczeń wstępował do podziemnej sali, gdzie znajdowały się 22 pilastry ustawione w dwóch rzędach. Na każdym filarze widniał obraz przedstawiający bogów i ich czyny. Uczeń kontemplował malowidło, wnikał w jego ezoteryczną treść, odbywając zarazem mistyczna podróż w zaświaty i zyskując wyższe poznanie prawideł rządzących światem.

    W poszukiwaniu rodowodu tarota ezoterycy sięgnęli także do innych, mitycznych wątków, już to przypisując wynalezienie tarotowych arkanów templariuszom, już to dowodząc, iż znali je i używali katarzy, już to przekonując wszystkich, że tarot zawiera w sobie tajemny przekaz ezoterycznego chrześcijaństwa, którego idee dotarły na Brytyjskie Wyspy w I wieku po Chrystusie wraz z Józefem z Arymatei, świętym Graalem i Marią Magdaleną. Wskazywać na to zdają się użyte w tarocie symbole i wizerunki ( np. as kielichów, w którym ezoterycy rozpoznają świętego Graala ).

     Opowieści te są równie urokliwe, co zwodnicze. Tarot nie mógł powstać w starożytnym Egipcie, nie mógł dotrzeć do Europy ani z Józefem z Arymatei, ani z Cyganami. Po pierwsze dlatego, że cygańskie tabory pojawiły się w Europie w XIII wieku, znacznie wcześniej nim zamieszono w kronikach pierwszą wzmiankę o kartach naib i o tarocie. Po drugie z tej przyczyny, że Egipcjanie nie stosowali w matematyce zera ( tą zaś liczbową wartością oznakowany jest Głupiec ). Zerem nie operowali także chrześcijańscy gnostycy. Nie znali go nawet pitagorejczycy. Zero wymyślili hindusi na przełomie er, w VII – VIII wieku przejęli je od nich Arabowie, a od Arabów europejscy uczeni. Sęk w tym, że aż do końca XII stulecia używano go w Europie nader rzadko, nauczano o nim tylko w kilku uniwersytetach, a i to potajemnie, ponieważ jego niechrześcijańska proweniencja czyniła ten dział nauki równie podejrzanym, jak alchemia, magia, czy kabała. Również w  XIII stuleciu zero znali jedynie nieliczni, wprowadzeni w arkana wyższej matematyki uczeni i bakałarze. Dopiero w XIV wieku, wraz z rozwojem bankowości, stało się ono pojęciem szerzej znanym i stosowanym. Wtedy też wynaleziono karty naib, a potem tarota.    

     Pochodzenie jego alegorycznych wizerunków frapuje historyków od dawna. Doszukują się oni ich pierwowzoru w ludus triumphorum – w średniowiecznych malowidłach przedstawiających tryumfalne pochody organizowane we włoskich miastach z okazji religijnych i świeckich świąt. Procesje te opisał Franciszek Petrarka w poemacie I Trionphi, poświęcając w nim wiele miejsca prezentacji wystroju wozów, na których ciągnięto posągi wyobrażające muzy, greckich bogów, a także postacie uosabiające Śmierć, Sławę, Starość. Prezentuje je „tarot” Marziano Tortony ( 1370 – 1425 ) wykonany przezeń na zamówienie mediolańskiego księcia Marii Filippo Viscontiego.

     W formowaniu się ikonograficznego kanonu Wielkich Wtajemniczeń, dowodzą inni badacze, dużą rolę mogła odegrać, popularna w kręgach włoskiej i francuskiej bohemy artystycznej XV i XVI wieku, ars memoriae ( sztuka pamięci ), której zabiegi koncentrowały się na medytacji nad starannie dobraną serią obrazów ukazujących różne idee o religijnej i filozoficzno-gnostyckiej treści. Medytacja ta miała na celu odciśnięcie w umyśle człowieka czegoś w rodzaju matrycy – określonej struktury alegorycznych wyobrażeń uwidoczniających ukryte prawa kierujące widzialnym i niewidzialnym kosmosem. Zazwyczaj używano do tego od stu do dwustu ( czasami więcej ) ikon ułożonych w logicznym, wyrażającym jakąś treść ciągu. Zabiegom tym mógł służyć, złożony z 50 rycin „tarot” Mantegny zamieszczony w dwóch manuskryptach z 1470 roku, a jak również liczący 96 kart „tarot” Tortony oraz podobna do jego „tarota” piętnastowieczna talia 97 kart zwanych minchiate. O istnieniu tak rozbudowanych „tarotów” wspominają ponadto kroniki, mówiące o taliach uformowanych ze stu lub więcej obrazków.

     Obie te hipotezy zakładają, że tarot zrodził się na drodze powolnej ewolucji. Mają one jednak pewną słabość. Najpierw dlatego, że od zarania swych dziejów talia tarota składała się z dwóch, integralnie ze sobą związanych części: 56 zwykłych kart typu naib oraz 22 alegorycznych ikon. Oznacza to, że „tarotów” Mantegny i Tortony oraz kart minchiate nie można mylić z tarotem. Widzieć w nich raczej trzeba tarotopodobny zbiór alegorii pełniący określone funkcje w ars memoriae, lecz nie mający nic wspólnego z hazardową grą. Po wtóre z tej przyczyny, że aczkolwiek nazwa tej gry i kart atutowych tarota ( triumphi, trionfi, ronfa ) wzięła się od ludus triumphorum, dowodzi to tylko tego, iż zadziałało tu prawo analogii. Tak, jak okazałymi i widocznymi były tamte, prezentowane w czasie karnawałowych pochodów przedstawienia, tak również ważnymi i nadrzędnymi w stosunku do 56 kart naib były przebijające je 22 „tronfy” Wielkich Wtajemniczeń – karty „zwycięskie”, „tryumfujące”, godne okazania. Po trzecie wreszcie nic nie wskazuje na to, że tarot ukształtował się w skutek „ewolucyjnych procesów”. Przeciwnie. Jego najstarsze wersje ( tarot Jacqemina Gringonneura, tarot Bonifacia Bemby ) świadczą o tym, że wszedł on na arenę dziejów od razu w gotowej postaci. Zaś fakt, że anonimowy autor wydanego w 1500 roku traktatu Sermones de ludo cum aliis napisał o Głupcu, że „jest albo nigdzie, albo jest wszędzie” potwierdza to, iż tarot był pierwszą talią kart, w której systemie zastosowano matematyczną ideę zera i że nie uczyniono tego przypadkowo.

     Tarot bowiem, jak słusznie zauważył żyjący w końcu XVIII wieku francuski mag Etteilla, to przede wszystkim system; system oparty na wielopłaszczyznowej strukturze alegorii, numerologicznych symbolach i matematycznych prawidłowościach stosunków liczb 3, 7, 11 i 21. Liczby te stanowią jego arytmozoficzny kościec, zaś przeprowadzone za ich pomocą matematyczne operacje uwidaczniają jego harmonijność i nabierają symbolowego znaczenia:

     3 pomnożone przez 7 daje wynik 21 symbolizujący Wielkie Wtajemniczenia ( plus zerowy arkan Głupca ). Z kolei siódemka pomnożona przez jedenastkę owocuje liczbą 77 ( liczba arkanów tarota oraz Głupiec ). Jedenastka, którą mnoży się przez 21 „przekształca się” w 231 - sumę liczbowych wartości Wielkich Wtajemniczeń ( 0+1+2+3 i dalej do 21 ). Także trzy pomnożone przez siedem i przez jedenaście równa się 231. Te same liczby, tj. 3, 7 i 11 dodane do siebie dają sumę 21 będącą „ukrytą” trójką ( bo 2 + 1 = 3 ). Ponadto jeśli podzielimy Wielkie Arkana na dwie części ( po 11 kart w każdej ) i ułożymy według poniższego schematu, przekonamy się, że sumując liczbowe wartości wyższego i dolnego arkanu, zawsze zyskujemy „magiczny” wynik 21.

 

0        1       2      3       4       5       6       7       8       9     10

21      20     19    18     17     16     15     14     13     12     11

 

     I tak dalej, i temu podobne... Operacji tych można przeprowadzić nieskończenie wiele. W nieskończość też można tasować i wykładać karty, grając nimi i odczytując ich wróżebne oraz ezoteryczne przesłanie. Obłęd? Tak, obłęd. Lecz on to jest najlepszym dowodem, że tarot musiał mieć konkretnego wynalazcę, ponieważ jedynie w umyśle człowieka obłęd taki mógł się zrodzić.

     Człowiek ten musiał zetknąć się z kartami naib ( co sugeruje, że stworzył tarota pomiędzy 1341 a 1392 rokiem ). Musiał znać pojęcie zera oraz jego matematyczne właściwości. Musiał fascynować się arytmozofią i kombinatoryką liczb. Musiał dobrze się orientować w popularnych motywach ikonograficznych ( niektóre z nich uwidocznił na Wielkich Arkanach, inne twórczo przeobraził ). Nie wiemy dlaczego dodał do 52 kart naib cztery figury. Zagadką pozostaje, czemu ograniczył ilość alegorycznych wizerunków do 22. Niejasne jest wreszcie czemu wybrał te właśnie, a nie inne alegorie. Wiemy za to, że bez tych trzech składników - Mniejszych Arkanów ( karty naib ), Wtajemniczeń Wielkich ( karty alegoryczne ) i Głupca (arkan zerowy) tarot by nie zaistniał. Nie można byłoby nim grać, wróżyć i czarować. Nie można byłoby używać go do ezoterycznych i magicznych celów.

PRZEJDŹ DO CZĘŚCI 4 ( GENEZA TAROTA. ALCHEMIA )

sobota, 03 czerwca 2006
HISTORIA TAROTA (2)

c2tmt_h335.jpg (65912 octets)     

     Pierwsze wzmianki o tarocie pochodzą z przełomu XIV i XV wieku, tj. z czasów, kiedy znano już zwyczajne karty do gry zwane naib. Ich pierwowzorem była – jak można domniemywać – indyjska talia kart gandżifa złożona z 10 kolorów podzielonych na blotki oraz karty figuralne przedstawiające hinduskie bóstwa. W Persji liczbę „dworów”  zredukowano do czterech, karty zaś nazwano kandżifah. Od Persów zamiłowanie do karcianego hazardu przejęli Arabowie, którzy nadali kartom nazwę na’ib. Oni też z kolei zarazili „karcianym wirusem” Europejczyków.

     Musiało to nastąpić w latach trzydziestych XIV stulecia, około bowiem 1341 roku anonimowy autor francuskiego poematu Renard le Contrefait wspomina kartach do gry nazywanych naippe i zastanawia się ludzie ulegają ich zgubnemu czarowi. W 1367 roku władze Brna zabroniły mieszkańcom grodu grać kartami naib. Dwanaście lat później, tj. w 1378 roku, karty zwane naypes, nahipu, naibi, naip podbiły serca Francuzów, Włochów, Szwajcarów, Hiszpanów i Niemców. Pod koniec XIV wieku barbanccy kupcy założyli szereg manufaktur masowo produkujących talie naib. W odróżnieniu do kart malowanych ręcznie i będących własnością szlachetnie urodzonych bogaczy, posiadały one ujednolicony wzór ikonograficzny, który w XV wieku niczym prawie nie różnił się do Małych Wtajemniczeń tarota marsylskiego. Fakt ten potwierdzają przeprowadzone pod Mediolanem archeologiczne badania, w których trakcie wydobyto spod ziemi kilkadziesiąt kart naib datowanych na drugą połowę XV stulecia.

     Talia naib składała się z 36, 48, a częściej z 52 kart podzielonych na cztery „dwory”. W Niemczech sygnowały je dzwonki, żołędzie, puchary i pałki, we Francji i Flandrii - kara, kiery, trefle i piki, we Włoszech i Hiszpanii – buławy, kielichy, miecze ( bądź włócznie ) oraz monety. Nie występowały w niej alegoryczne karty, typowe dla tarota. Tarot pojawił się później, gdzieś między 1392 a 1430 rokiem ( talia namalowana we Francji przez Jacqemina Gringonneura, talia Bonifacia Bemby, nadwornego malarza mediolańskich książąt z rodu Sforzów ). Grywano nim w hazardową grę zwaną triumphi, trionfi, ronfą, a potem tarocchi lub ( w liczbie pojedynczej ) tarocco. Dość szybko zaczęto używać także do celów wróżebnych.

     „Pewnego razu – pisze o tym Girolamo Bargagli w wydanej w 1572 książce Dialogo da Giuochi – widziałem mężczyzn zabawiających się grą w tarocco. Każdy z jej uczestników wylosował z talii jedną kartę i przybierał imię tej karty, po czym głośno wyjaśniano przyczyny dla których każdy z graczy był reprezentowany przez tę kartę, którą wylosował. Tym, który to wyjaśniał był człowiek rozdający karty, wielce obznajomiony z ich znaczeniami”.

     Podobne igraszki uprawiano sto lat wcześniej na dworze mediolańskich książąt. Polegały one na losowaniu kart i układaniu na ich podstawie rymowanych historyjek o tematyce miłosnej, bohaterskiej lub moralnej. Zabawę tę uwielbiał Leonardo da Vinci, częsty gość pałacu Sforzów (zainspirowała go ona do napisania słynnych Bajek ). Z obyczajem tym zetknął się również Merlini Cocai ( 1491 – 1544 ), autor  sonetów o tarotowej symbolice. Najciekawszy z nich to sonet piąty, będący wróżbą którą ogłasza królowej zakochany w niej bez wzajemności Limerno. Sonet ten jest zarazem pierwszą, znaną próbą wyjaśnienia sekwencji Wielkich Wtajemniczeń.

     Cocai widział w tych arkanach personifikację cnót i szlachetnych przymiotów charakteru. Odmiennego zdania był wenecki poeta Pietro Aretino, który w 1510 roku w jednej ze swych satyr ochrzcił tarota mianem „mówiących kart” i oznajmiał, że zdobiące jego karty symbole są źródłem złowrogich mocy. Miecze – dowodził – przyciągają mord i zbrodnię, kielichy sprawiają, że gracze popadają w pijaństwo, buławy przynoszą rozterki duszy, monety wzmacniają chciwość skąpców, karta Papieża sygnalizuje, że hazardzista całkowicie zaprzedał się grze, Cesarz – że uwikłał się w sidła „tyrana” ( tj. własnych pożądliwości ), giermkowie zaś i rycerze wyobrażają pyszałków, pochlebców i łotrów,  w jakich przemieniają się wszyscy, którzy kochają karty tarota. Natomiast wedle żyjącego na przełomie XVI i XVII wieku niemieckiego pisarza Jacoba Cammerlandera stanowiły one system wiążący ich numeryczne wartości z mistycznymi wydarzeniami lub pryncypiami religii chrześcijańskiej. I tak, na przykład, piątka kielichów miała uosabiać pięć ksiąg mojżeszowych, czwórka – czterech ewangelistów, trójka mieczy – trzy krzyże Kalwarii, dwójka kielichów – dwie tablice przykazań itp.

     W wiekach XV i XVI większość twórców tarotów albo wzorowała się na tarocie Bonifacia Bemby ( malarz ten stworzył kilkanaście talii kart ), albo tworzyła ich własne odmiany ( tarot Goldschmidta, d’Este, Rothschilda, Sola-Busca, Catelina Geofreya i inne ). Ostatnią taką próbę podjął w 1610 roku anonimowy twórca tarota paryskiego. Jego tarot uznać trzeba za ogniwo pośrednie między tarotową ikonografią okresu średniowiecza i renesansu a uformowanym w połowie XVII stulecia kanonem tarota marsylskiego. Pierwszą wersję tego tarota wydał latach 1643-1664 paryski producent kart Jacques Vievill. W ślady Vievilla poszli inni producenci karcianych obrazków: Jean Noblet (1659), Francois Chosson ( 1672 ), Pierre Madenie (1709 ), Francois Heri ( 1718 ), Charles Thomasset ( 1731 ), Jean Pierre Payen (1735), C. Burdel ( 1751 ), Besacon – ( 1760 ), N. Conver ( 1760 ), C. Madigne ( 1777 ), A. Paiche ( 1780 ). Dzięki nim tarot ten stał się archetypowym wzorcem wszystkich, późniejszych tarotów.

     Ikony talii tarota marsylskiego nosiły w sobie piętno astrologicznej, alchemicznej i kabalistycznej symboliki. Zauroczony jej sekretnością francuski okultysta Antoine Court de Gebelin (1725-1784) uznał że symbole te wywodzą się z egipskich hieroglifów, sam zaś tarot jest obrazkową księgą ezoterycznej wiedzy ułożoną przez boga Totha.

     „Wyobraźmy sobie ogarniające nas zdumienie – pisał - kiedy niezawodnie przekonujemy się, iż ta księga starożytnych Egipcjan wciąż istnieje w naszych czasach; ta jedyna w świecie księga uratowana z płomieni, które strawiły najwspanialsze biblioteki Egiptu, zawierająca ich wierzenia i tysiące tak bardzo interesujących rzeczy [...]. Ta egipska księga – powtarzam – jest wszystkim, co ocalało [...]. Złożona jest z 77 względnie z 78 kart lub obrazków podzielonych na pięć części [...]. Świat zna tę księgę jako grę w tarota”.

     Court de Gebelin wywiódł nazwę „tarot” z dwóch, staroegipskich jakoby słów: tar – król, oraz ro, ros, roq – droga. On pierwszy też skojarzył 22 arkana Wielkich Wtajemniczeń z 22 literami hebrajskiego alfabetu. Analogia ta dowodziła, jak mniemał, że prawzorem tarota była Księga Bożych Tajemnic, którą – według kabalistycznych legend – otrzymał Adam w raju z rąk archanioła Raziela, a która składała się z 72 obrazów i jednego diagramu prezentującego Boską Istotę.

     Idee te rozwinął i sprzągł z arkanami magii operatywnej Eliphas Levi (1810-1875), autor wielu poczytnych książek o okultystycznej kabale i hermetyzmie. Levi nie tylko zebrał wszystko, co dotąd napisano w tarocie, ale i również uczynił zeń podstawę swego magicznego systemu. Dzieło to kontynuowali po jego śmierci Stanislaus de Guaita (1861-1897), Oswald Wirth (1860-1943), Papus (1865-1916) i inni okultyści, upatrujący w Levim odnowiciela tradycji dawnych „nauk tajemnych”.

     W drugiej połowie XIX wieku do grona tego dołączył angielski okultysta MacGregor Mathers (1854-1918), założyciel bractwa o nazwie Hermetyczny Zakon Złotego Brzasku. W kartach tarota Mathers widział symbole etapów, przez które winien przejść adept „wysokiej magii”. Idea ta znalazła praktyczne odbicie w inicjacyjnych rytach i wtajemniczeniach Zakonu. Jednym z najważniejszych elementów tych rytuałów był cykl medytacji nad kartami tarota, wizualizacji pojawiających się w umyśle obrazów i korelacji przeżytych doznań z poszczególnymi fragmentami diagramu wyobrażającego kabalistyczne Drzewo Życia.                                                 

     Amerykańskiemu odgałęzieniu Złotego Brzasku przewodził Artur Edward Waite ( 1857-1942 ), wybitny okultysta, kabalista i znawca dziejów magii, który w 1910 roku opracował wspólnie z Pamelą Colman Smith nową wersję tarota nazywaną „Tarotem Rider-Waite’a”. W tarocie tym miejsce VIII arkanu ( Sprawiedliwość ) zajął arkan XI ( Moc ), zaś geometryczne diagramy widniejące na blotkach Wtajemniczeń Małych zostały zastąpione figuralnymi scenami. Jeszcze dalej w próbach przekształcenia marsylskiego wzorca poszedł inny członek Zakonu Złotego Blasku, Aleister Crowley (1875-1949). Autorką malowideł była Frieda Harris, którą Crowley ponoć hipnotyzował po to, by wszedłszy w trans, lepiej odczuwała przeżyte przezeń wizje. Namalowana w oparciu o jego instrukcje talia „Tarota Totha” całkowicie zrywała z panującym do tej pory obyczajem wzorowania się na dawnych tarotowych wizerunkach. Tą też drogą podążyli wszyscy niemal późniejsi okultyści oraz ich naśladowcy spod znaku New Age.

PRZEJDŹ DO CZĘŚCI 3 ( POCHODZENIE TAROTA )

czwartek, 01 czerwca 2006
Tarot (1)

  AS DE BATON Tarot de Marseile Restauré par A.Jodorwsky et Ph.Camoin   CZĘŚĆ PIERWSZA. TAROT

.

     Talia tarota składa się z 78 kart zwanych arkanami ( od łacińskiego arcanum – wtajemniczenie ), z których każdy jest ideogramem posiadającym wróżebno-ezoteryczne znaczenie i obrazującym jakąś sytuację. Dzieli się ona na dwie, główne części: Wielkie Wtajemniczenia i Wtajemniczenia Małe ( Wtajemniczenia Mniejsze ).

     Część pierwsza składa się z 22 kart alegorycznych, oznakowanych  numerami od 0 do 21. Są to: Głupiec, Mag, Papieżyca, Cesarzowa, Cesarz, Papież, Kochankowie, Rydwan, Sprawiedliwość, Eremita, Koło Fortuny, Moc, Wisielec, Śmierć, Umiarkowanie, Diabeł, Wieża, Gwiazda, Księżyc, Słońce, Sąd Ostateczny, Świat. Każdemu z tych arkanów przypisana jest określona symbolika astrologiczna, numerologiczna i kabalistyczna. Ich ciąg odczytuje się jako opowieść o przygodach człowieka ( w tarocie reprezentuje go arkan zerowy - Głupiec ), który na swojej drodze spotyka rozmaite postaci i przechodzi przez różne fazy życia. Jest to zarazem historia duchowej inicjacji ucznia osiągającego coraz to wyższe stopnie wtajemniczenia w arkana magicznej sztuki.

     Część druga to 56 kart podzielonych na cztery kolory oznakowane symbolami buław, kielichów, mieczy i monet1. W skład jednego koloru wchodzi 14 kart: as, dziewięć blotek (od dwójki do dziesiątki) oraz cztery karty figuralne ( król, królowa, rycerz, giermek ). Podobnie jak Wtajemniczenia Wielkie są one nosicielami wróżebnych i ezoterycznych treści pomocnych w przewidywaniu przyszłych zdarzeń. Jeśli Wtajemniczenia Wielkie ukazują procesy związane z duchowym, wewnętrznym światem człowieka ( mikrokosmosem ), Arkana Małe odzwierciedlają makrokosmos – czasoprzestrzenne continuum widzialnego i niewidzialnego wszechświata. Przez to właśnie uniwersum przedziera się tarotowy Głupiec, ażeby dotrzeć do celu, którym jest 21 arkan -  Świat.

     Tarot jest narzędziem, służącym do przepowiadania przyszłości i zawiera w sobie rozmaite treści. Z grubsza rzecz biorąc istnieją cztery sposoby czytania tarota. Korelują one z jego czterema, podstawowymi funkcjami: wróżebną, ezoteryczną, inicjacyjną i magiczną.

     Na poziomie dywinacyjnego ( wróżebnego ) czytania tarota pełni on funkcje rolę mdium, które pozwala wróżbicie przewidzieć zdarzenia czasu przyszłego, bądź rozświetlić zagadki przeszłości. Każda karta tarota ukazuje jakąś konkretną, życiową sytuację, jej zaś wykładnia koncentruje się na zagadnieniach egzystencjalnych, dotyczących losów ludzi proszących o wróżbę. Możliwe jest także badanie przyszłości krajów, narodów, a nawet całej ludzkości. Opisana w Wielkich Arkanach droga Głupca symbolizuje życie człowieka rozpięte między punktami granicznymi – narodzinami i śmiercią ( i ewentualnie tym, co dzieje się po niej ). Ciąg tych kart opowiada o poczęciu, dorastaniu, dojrzewaniu, zakładaniu rodziny, osiągnięciu życiowych celów, karierze zawodowej itd..

     Sposób drugi służy poznaniu ezoterycznych treści tarota, który jawi się jako zapis sekretnego przekazu. Do jego rozszyfrowania niezbędny jest „klucz”. Tarot daje się otwierać każdym „kluczem”. Może nim być numerologia, astrologia, kabała, hermetyzm, alchemia, ezoteryczne chrześcijaństwo, teorie Karola Gustawa Junga, mistyka hinduska, sufizm, szamanizm, buddyzm zen, huna lub cokolwiek innego. Cecha ta sprawia, że adept dostrzega w tarocie kompendium uniwersalnej wiedzy o zasadach każdej drogi duchowego rozwoju, zaś w Głupcu – personifikację dążącej ku oświeceniu lub zbawieniu duszy.

     Trzeci sposób czytania dokonuje się na poziomie intuicyjnym. Dochodzi wtedy do nawiązania indywidualnego, intymnego kontaktu z tarotem - mistrzem i duchowym przewodnikiem kartomanty. Arkana tarota stają się obiektem kontemplacji i medytacji, odciskają się w umyśle adepta, którego psychiczna i duchowa konstrukcja ulega przemianie. Wielkie Wtajemniczenia są dlań czymś w rodzaju mapy obrazującej trasę jego własnej pielgrzymki, przygody Głupca - analogią osobistych przeżyć i doświadczeń. 

    Na czwartym poziomie czytania tarot staje się przekaźnikiem mocy astralnego kosmosu i wiedzie adepta wprost ku temu uniwersum. Tarocista obcuje z astralnymi bytami, które przybierają postać magicznych pomocników, duchowych mistrzów, aniołów itp. Będąc owocem stosowanych przez niego praktyk ( dywinacji, wizualizacji, medytacji, rytualnych operacji, świadomego śnienia itp. ), wędrówka ta nabiera cech szamańskiej wyprawy w rejony dolnego i górnego świata. Adept żywi przekonanie, że zyskał wewnętrzny wgląd we wszystkie arkana tarota, ten zaś staje się integralnym elementem jego jaźni.

     Każdy ze sposobów czytania i stosowania tarota funkcjonuje w ścisłym związku z pozostałymi. Wróżbicie wolno oczywiście wierzyć, że nie przechodzi inicjacyjnego procesu i nie uprawia magii ( lecz, na przykład, udziela konsultacji, porad życiowych itp. ). Ezoterykowi wolno ufać, że skoro zajmuje się tarotem na płaszczyźnie poznawczej, nic go nie łączy z wróżbiarstwem, inicjacją oraz magią. Medytującemu nad kartami tarociście wolno z pogardą odnosić się do zawodowych wróżek w przekonaniu, że nie ma on z nimi nic wspólnego. Fakt jednak pozostaje faktem. Cztery aspekty tarotowych arkanów występują łącznie, choć zazwyczaj jeden z nich dominuje nad pozostałymi. Wysnuwają się one bowiem z tego samego źródła. Źródło to nazwać można „duchem tarota” lub, jak niebawem przekonamy, „duchem wszelkiej duchowości”.     


1 Buławy nazywane są również kijami, pałkami, różdżkami lub maczugami; kielichy – pucharami; monety – denarami, pentaklami bądź dyskami.

piątek, 31 marca 2006
KRÓLEWSKA DROGA GŁUPCÓW (1)

Nikt nie wie, skąd się zjawił, kiedy powstał ani kto go stworzył. Mówią, że wyszedł znikąd i donikąd prowadzi. Inni twierdzą, ze przypomina Drogę bez Wędrowca i Wędrowca bez drogi. Okultyści ( kto dzisiaj ufa okultystom? ) wywodzą jego imię od dwóch staroegipskich słów: tar – król, królewski, oraz ro, ros, roq – ścieżka, dukt, trakt, droga. Dwunastowieczny kabalista Abulafia ( ten sam, który przepowiedział śmierć trzech papieży, zanim czwarty Następca Chrystusa rozkazał pozbawić go życia, ratując chrześcijaństwo przed niechybnym chaosem ) utrzymywał, ze jest on słynną Sefer Raciel ( Księgą Tajemnic ), „którą – jak pisał -  Święty, oby był błogosławiony, wręczył Adamowi po jego wygnaniu z Raju”. Żyjący w końcu XVIII wieku mag Etteilla dostrzegał w nim sekretne przesłanie boga Totha, papież Sykstus IV – perfidne narzędzie szatana. Czymkolwiek jest, nikogo nie pozostawił obojętnym. Przez jednych wyklinany, odsądzany od czci i wiary, przez drugich wynoszony do godności księgi hermetycznego objawienia , zaznał goryczy prześladowań i słodyczy miłosnej adoracji. Płonął na stosach. Gnił w kazamatach Świętego Oficjum. Poznał, czym są sale książęcych pałaców i żebracze izdebki. Wie, czym jest upojenie hazardem. Słyszał pijackie pieśni, brzęk mamony, magiczne zaklęcia, gregoriańskie śpiewy, łacińskie modlitwy egzorcystów. Dotykały go dłonie ludzi wszystkich stanów. Nie jest mu obca żadna sfera życia. I dlatego nikomu nie pozwolił się okiełznać i do końca zrozumieć.

Nazywają go tarotem. Składa się z 78 kart podzielonych na dwie części: Wielkie Wtajemniczenia ( 22 karty atutowe ) i Wtajemniczenia Mniejsze ( 56 kart ). Te pierwsze tworzą ciąg alegorii wyobrażających Głupca, Maga, Papieżycę, Cesarzową, Cesarza, Papieża, Kochanków, Rydwan, Sprawiedliwość, Eremitę, Kolo Fortuny, Moc, Wisielca, Śmierć, Umiarkowanie, Diabla, Wieżę Boga, Gwiazdę, Księżyc, Słonce, Sąd Ostateczny i Świat. Te drugie uformowane są w cztery „państwa” albo „dwory”, oznakowane symbolami Buław, Kielichów, Mieczy i Denarów., złożone zaś z królów, królowych, rycerzy, giermków oraz blotek od dziesiątki do asa.

Jeszcze w 1450 roku, kiedy na życzenie mediolańskiego księcia Franciszka Sforzy malarz Bonifacio Bembo narysował pierwszą, zachowaną w całości talię kart tarota, grywano nim w grę zwana ronfą i przepuszczano bajeczne fortuny. W czterdzieści lat potem zawędrował na stos, dokąd posłał go mistyk i religijny fanatyk Savanarola. W 1510 roku wenecki poeta Pietro Aretino określił go mianem „mówiących kart” ( la catre parlare ), nadmieniając w pamiętnikach, że Miecze przynoszą zbrodnie, Kielichy – pijaństwo, Buławy – rozterki, a Denary zwane Monetami – skąpstwo i chciwość, karta Papieża mówi o wiernym oddaniu się grze, karta Cesarza uosabia moc tyrana przyzwyczajonego do rządzenia ludźmi, giermkowie zasię i rycerze, jako karty pośledniejszego gatunku, są wyobrażeniami pochlebców, zauszników tudzież totumfackich, dla których donos jest rozkoszą, a trucizna użytecznym narzędziem.

Później odkryli go siedemnastowieczni alchemicy i zaklęli w jego kartach tajemne znaczenia, szyfrując w nich formułę służącą do wyprodukowania kamienia filozofów. W XIX wieku słynny okultysta, Eliphas Levi narysował własną talie tarota, która potem zasłynęła jako pierwsza, obrazkowa księga okultystycznej kabały. Gdy, wróciwszy wprzódy na łono katolickiego kościoła  i nakazawszy służącemu spalić wszystkie notatki, ów pierwszy i ostatni „mag Zachodu” umarł w zapomnieniu, tarot zmaterializował się w Anglii, skąd rychło podążył na zachód, ku Ameryce, i na wschód, do Rosji.

Do dziś służy wróżkom, Cygankom, hochsztaplerom, filozofom, artystom. Zainspirował Jana Potockiego do napisania Rękopisu znalezionego w Saragossie. Eliot zaszyfrował jego magiczne znaczenia w poemacie Ziemia Jałowa. Francuski kubista Jean Berthole odnalazł w nim sekret sekretów ukazujących mu czasoprzestrzenie wielowymiarowego kosmosu geometrycznych brył, zaś ojciec surrealizmu, Salvadore Dali – objawienie podziemnych bóstw Hellady. Ma tysiące odmian i postaci. Jest Lewiatanem, Sabaothem, Pytią, Apollinem, Bestią 666, Abraxasem, Tym, który Jest i który Będzie, Łonem bogini Hathor, Eonem gnostyków, Wielkim Architektem masonów, Chrystusem różokrzyżowców, a nawet Karolem Marksem socjalistów.

CZĘŚĆ 2

KRÓLEWSKA DROGA GŁUPCÓW (2)

Mówią, że posiada pięć sekretnych imion, które zawarto w anagramie:

 TARO

 ATOR

 ROTA

 ORAT

 Powiadają też, że w jego centrum skrywa się szóste imię tarota, którego nie sposób wypowiedzieć, a które kabaliści zapisywali jako JHWH. Można je ponoć przekształcić w liczbę 441 – numerolgiczny ekwiwalent hebrajskiego słowa emet – prawda. Słyszano, że wypisawszy owo słowo na skrawku pergaminu i położywszy na czole golema Reb ben Jochaj ożywił nim glinianego olbrzyma. Następnie wymazał z emet literę alef,  przeistaczając w słowo mot  ( śmierć ), a wtedy golem padł martwy. Prawda i śmierć, życie i zatrata. Zapamiętajcie: prawo tarota głosi, że podobne przyciąga podobne i rodzi się z podobnego.

  

A oto i on. Tarot. Możecie kupić go w sklepie. Dotknąć. Przetasować. Ułożyć w Celtycki Krzyż albo w inny system dywinacji. Poda się każdej dłoni. Zaczaruje wasz umysł zniewalającym urokiem kolorowych ikon. Niektórym ujawni ich magiczną siłę. Innym objawi wiedzę. Jeszcze innym pomoże przepowiadać przyszłość. Każdemu da to, na co zasłużył i ofiaruje to, co w sobie zawsze nosił.

Dlatego na początku waszej drogi pochylicie się nad nim z uwagą. Będziecie go badać i analizować. Odkrywać w nim coraz to nowe przesłania. Aż wreszcie, pewnego dnia, dotknąwszy palcem karty Maga stwierdzicie:

Ludzka wola oświecona prawdą serca Papieżycy i wyrażająca się zaufaniem do Cesarzowej może być realizowana autorytetem władzy Cesarza i wstawiennictwem Papieża. Wtenczas pomoc wychodząca od Kochanków przynosi zwycięstwo Rydwanu, który - dzięki Sprawiedliwości i cierpliwym poszukiwaniom odwracającego się od Koła Fortuny Eremity - odnajdzie w Mocy wsparcia świetlistego lwa, a ofiarowując mu siebie jako Wisielec pokona Śmierć, żeby zmartwychwstać w Umiarkowaniu i stać się panem samego siebie...

Po czym, pewni, ze odkryliście sekret tarota rozpoczniecie z nim niebezpieczną grę, wróżąc lub zgłębiając sekretne przesłania jego ikon. Otworzą się przed wami niezmierzone przestrzenie astralnych kosmosów, posiądziecie wiedzę o ludziach i ich tajemnych zamiarach, kto wie – może nawet zdobędziecie władzę nad siłami, które rządzą otaczającym was światem. Tarot odsłoni to wszystko przed wami, lecz nie znajdziecie w tym ukojenia, a co najwyżej satysfakcję poznania tego, co niewidzialne dla wielu. Aż wreszcie przyjdzie czas, kiedy zrozumiecie w czym rzecz i poczujecie tego brak. Wtedy schowacie talię kart tarota głęboko do szuflady, bo nie będzie już wam potrzebna. Otworzycie drzwi. Wyjdziecie na zewnątrz i udacie się wczesnym rankiem na orzeźwiający spacer. A kiedy ktoś zapyta was: „Dokąd idziesz?”, odpowiecie:     

Tylko tam, gdzie Diabeł nas usidla, a wyrok nieba zrzuca z Wieży Boga, pojawia się Gwiazda prawdziwej nadziei i jej promienie rozwiewają ciemności księżycowej ułudy. Wtedy jaśnieje Słońce spotkania z samym sobą. Blask przebudzenia z koszmarnego snu zwiastuje zaniechanie Sądu Ostatecznego oraz radość Głupca, który pląsając idzie tam, dokąd prowadzi go Świat.

 

Kto ma uszy do słuchania i oczy do patrzenia, ten słyszy i widzi...

Warszawa-Radość, 21. 03. 2006 roku

środa, 25 stycznia 2006
ZWIERCIADŁO ŚWIATŁA I MROKU

 

 

Z kim się naradzał, aby nabrać rozumu

i nauczyć się właściwej drogi ?

Kto uczył go poznania i wskazał

mu drogę rozumu ?

Izajasz 40.14

 

  TAROT

 

Licząca 78 kart talia dzieli się na dwie części: Wielkie Wtajemniczenia i Wtajemniczenia Małe (Mniejsze). Część pierwsza składa się z 22 kart nazywanych arkanami (od łacińskiego arcanum – wtajemniczenie) i numerowanych od 0 do 21. Każdy arkan, będąc ideogramem obrazującym sytuację, nosi tytuł i posiada znaczenie wróżebno-ezoteryczne. Część druga to 56 kart podzielonych na cztery kolory, oznakowane symbolami buław, kielichów, mieczy i pentakli1. W skład jednego koloru wchodzi 14 kart: as, dziewięć blotek (od dwójki do dziesiątki) oraz cztery karty figuralne (król, królowa, rycerz, giermek). Podobnie jak Wtajemniczenia Wielkie są one nosicielami wróżebnych i ezoterycznych treści pomocnych w przewidywaniu przyszłych zdarzeń.

Pochodzenie tarota nie jest znane. W środowiskach okultystycznych panuje przekonanie, że wywodzi się on ze starożytnego Egiptu, skąd dotarł do Europy razem z Cyganami2. Historycy nie potwierdzają tej hipotezy, doszukując się pierwowzoru tarotowych wizerunków w ludus triumphorum – średniowiecznych malowidłach przedstawiających tryumfalne pochody organizowane we włoskich miastach z okazji religijnych i świeckich świąt3. W formowaniu się ikonograficznego kanonu Wielkich Wtajemniczeń, powiadają inni badacze, dużą rolę mogła odegrać ars memoriae (sztuka pamięci), której zabiegi koncentrowały się na medytacji nad starannie dobraną serią obrazów ukazujących różne idee o religijnej i filozoficzno-gnostyckiej proweniencji. Miała ona na celu odciśnięcie w umyśle człowieka czegoś w rodzaju matrycy – określonej struktury alegorycznych wyobrażeń uwidoczniających prawidła rządzące światem i pozwalających je rozumieć4.

Tarot pojawił się w Europie na przełomie XIV i XV wieku. Grywano nim w hazardową grę zwaną ronfą, która później otrzymała nazwę tarocco5. Jak podaje jeden z pamiętnikarzy, w przerwach między kolejnymi rozdaniami kart hazardziści umilali sobie czas odgadywaniem znaczeń wyciąganych na chybił trafił atutów i przepowiadaniem w oparciu o ich znaczenia przyszłości6.

W połowie XVII wieku uległ istotnej zmianie ikonograficzny kanon Wielkich Wtajemniczeń. Jego prawzorem stał się wydany w latach 1643-1664 tarot paryskiego producenta kart Jacquesa Vievilla. Z tarota tego wywodzi się najważniejsza, uznawana za archetypową odmiana tarotowych wizerunków nazywana tarotem marsylskim.

Ikony tarota marsylskiego nosiły w sobie piętno astrologicznej, alchemicznej i kabalistycznej symboliki. Zauroczony jej sekretnością francuski okultysta Antoine Court de Gebelin (1725-1784) uznał że symbole te wywodzą się z egipskich hieroglifów, sam zaś tarot jest „obrazkową księgą” ułożoną przez boga Totha7.


1 Buławy nazywane są również kijami, pałkami, różdżkami lub maczugami; kielichy – pucharami; pentakle – denarami, monetami bądź dyskami.

2 Teoria ta zyskała największą popularność w kręgach francuskiego okultyzmu ( patrz: Papus, Tarot Cyganów, Warszawa, 1994 ). Szerzej omawiam ją w Biblii szatana ( J.W.Suliga, Biblia szatana, Łódź, 1991 ).

3 Rafał T. Prinke, Tarot. Dzieje niezwykłej talii kart, Warszawa, 1991; J. W. Suliga, Biblia szatana.  

4 Szerzej omawia to Rafał T. Prinke, Tarot. Dzieje niezwykłej talii kart.

5 „Pewnego razu – pisze Girolamo Bargagli w wydanej w 1572 książce Dialogo da Giuochi – widziałem mężczyzn zabawiających się grą w tarocco. Każdy z jej uczestników wylosował z talii jedną kartę i przybierał imię tej karty, po czym głośno wyjaśniano przyczyny dla których każdy z graczy był reprezentowany przez tę kartę, którą wylosował. Tym, który to wyjaśniał był człowiek rozdający karty, wielce obznajomiony z ich znaczeniami” ( Cytat za: R. S. Kaplan, The Encyklopedia of Tarot, vol. I, New York, 1985, s.30 ).

 6 Według żyjącego na przełomie XVI i XVII wieku niemieckiego pisarza Jacoba Cammerlandera system ten był bardzo rozpowszechniony wśród hazardzistów. I tak, na przykład, piątka koloru Kielichów miała uosabiać pięć Ksiąg Mojżeszowych, czwórka – czterech ewangelistów, dwójka – dwie Tablice Przykazań itp. Patrz: J.W.Suliga, Biblia szatana.

7„Wyobraźmy sobie – pisze Gebelin – ogarniające nas zdumienie, kiedy niezawodnie przekonujemy się, iż ta księga starożytnych Egipcjan wciąż istnieje w naszych czasach; ta jedyna w świecie księga uratowana z płomieni, które strawiły najwspanialsze biblioteki Egiptu, zawierająca ich wierzenia i tysiące tak bardzo interesujących rzeczy [...]. Ta egipska księga – powtarzam – jest wszystkim, co ocalało [...]. Złożona jest z 77 względnie z 78 kart lub obrazków podzielonych na pięć części [...]. Świat zna tę księgę jako grę w tarota” ( Cytat za R. S. Kaplan, The Encyklopedia of Tarot, s. 13 ).

(2)

   Court de Gebelin wywiódł nazwę „tarot” z dwóch, staroegipskich jakoby słów: tar – król, oraz ro, ros, roq – droga. On pierwszy też skojarzył 22 arkana Wielkich Wtajemniczeń z 22 literami hebrajskiego alfabetu. Analogia ta dowodziła, jak mniemał, że prawzorem tarota była Księga Bożych Tajemnic, którą – według kabalistycznych legend – otrzymał Adam w raju z rąk archanioła Raziela.

Idee te rozwinął i sprzągł z arkanami magii operatywnej Eliphas Levi (1810-1875), autor wielu poczytnych książek o okultystycznej kabale i hermetyzmie. Levi nie tylko zebrał wszystko, co dotąd napisano w tarocie, ale i również uczynił zeń podstawę swego magicznego systemu. Dzieło to kontynuowali po jego śmierci Stanislaus de Guaita (1861-1897), Oswald Wirth (1860-1943), Papus (1865-1916) i inni okultyści, upatrujący w Levim odnowiciela tradycji dawnych „nauk tajemnych”.

W drugiej połowie XIX wieku do grona tego dołączył angielski okultysta MacGregor Mathers (1854-1918), założyciel bractwa o nazwie Hermetyczny Zakon Złotego Brzasku. W kartach tarota Mathers widział symbole etapów, przez które winien przejść adept „wysokiej magii”8. Idea ta znalazła praktyczne odbicie w inicjacyjnych rytach i wtajemniczeniach Zakonu. Jednym z najważniejszych elementów tych rytuałów był cykl medytacji nad kartami tarota, wizualizacji pojawiających się w umyśle obrazów i korelacji przeżytych doznań z poszczególnymi fragmentami diagramu wyobrażającego kabalistyczne Drzewo Życia9.

Amerykańskiemu odgałęzieniu Złotego Brzasku przewodził Artur Edward Waite (1857-1942), wybitny okultysta, kabalista i znawca dziejów magii, który w 1910 roku opracował wspólnie z Pamelą Colman Smith nową wersję tarota nazywaną „Tarotem Rider-Waite’a”. W tarocie tym miejsce VIII arkanu (Sprawiedliwość) zajął arkan XI (Moc), zaś geometryczne diagramy widniejące na blotkach Wtajemniczeń Małych zostały zastąpione figuralnymi scenami. Jeszcze dalej w próbach przekształcenia marsylskiego wzorca poszedł inny członek Zakonu Złotego Brzasku, Aleister Crowley (1875-1949). Namalowana w oparciu o jego rysunki talia „Tarota Totha” całkowicie zrywała z panującym do tej pory obyczajem wzorowania się na dawnych tarotowych wizerunkach10. Crowley nadal swemu tarotowi niepowtarzalne piętno i tą też drogą poszli wszyscy niemal późniejsi okultyści i ich naśladowcy spod znaku New Age11.


8 Proces ten Mathers przedstawił w krótkiej formule, w której symbolami etapów magicznej inicjacji są (podane przez nas w nawiasach) karty Wielkich Wtajemniczeń:

 „Ludzka wola (Mag) oświecona przez wiedzę (Kapłanka) i wyrażająca się świadomym i zdecydowanym działaniem (Władczyni) winna być zrealizowana (Władca) poprzez głębokie pokłady miłosierdzia i dobroczynności (Kapłan). Wówczas mądre wskazówki (Kochankowie) przyniosą zwycięstwo (Rydwan) dzięki umiejętności zachowania równowagi (Sprawiedliwość) i umiarkowania (Eremita) wobec ciągłych zmian losu (Koło Fortuny). Hart ducha (Moc) uświęcony ofiarowywaniem samego siebie (Wisielec) zatryumfuje nad nieszczęściem (Śmierć) albowiem intelektualna tylko dążność do ujednolicania przeciwieństw (Umiarkowanie) nie może przeciwstawiać się nieuchronnemu fatum (Diabeł). Jednakże z każdej klęski (Wieża) jest wyjście i zawsze gwiazda nadziei (Gwiazda) rozjaśnia zapadający mrok ułudy (Księżyc) i zapowiada najwyższe szczęście (Słońce) jako ostateczny i końcowy wynik (Sąd Ostateczny) tej drogi. I tak oto początkowe szaleństwo (Głupiec) niweczy zły urok, przynosząc niezniszczalna nagrodę (Świat)” ( Cytat za: R. S. Kaplan, The Encyklopedia of Tarot, s. 5 ). 

9 Szczegółowy ich opis czytelnik znajdzie w książce Nevilla Drurego Don Juan, Mescalito i współczesna magia. Mitologia przestrzeni wewnętrznej, Warszawa, 1992. Ujawnił je i opisał Israel Regardie w The Complete Golden Dawn System of Magic, vol. I-IV, Phoenix 1984. Pisze też o nich uczeń Regardiego Robert Wang w An Introduction to the Golden Dawn System Tarot, New York 1978 i w The Qabalistic Tarot, New York 1980.

10 Autorką malowideł była Frieda Harris, którą Crowley ponoć hipnotyzował po to, by wszedłszy w trans, lepiej odczuwała przeżyte przezeń wizje. Patrz: F. King, The Magical World of Aleister Crowley, London 1987.  

11 Co oczywiście doprowadziło do ogromnego zamieszania i dowolności w sposobach przedstawiania arkanów. Tylko nieliczne współczesne taroty mogą być uznawane za okultystyczne czy ezoteryczne, gdyż powstały jako „produkt finalny” cyklu medytacji wizualizacyjnych. W każdym jednak przypadku mamy do czynienia z TAROTEM, tj. jakąś jego (mniej lub bardziej udaną) wersją. Pełną gamę współczesnych tarotów prezentuje R. S. Kaplan w trzech tomach swej Encyklopedii tarota oraz R.Pollack w The New Tarot, London 1989.

(3)

     „Herezja” ta nie była wszelako „herezją”, lecz naturalną konsekwencją stosowania magiczno-wizualizacyjnych praktyk stanowiących kościec ezoterycznej doktryny Złotego Brzasku, którą ten z kolei odziedziczył po osiemnasto- i dziewiętnastowiecznych okultystach francuskich i ich duchowych antenatach: różokrzyżowcach, alchemikach i hermetystach epoki średniowiecza. Doktrynę tą Crowley zrewolucjonizował i nazwał „magiją”12. A następnie, serio potraktowawszy odkryte przez Eliphasa Leviego prawo „magicznej analogii”13, po mistrzowsku zastosował je w sztuce „obrazowania niewidzialnego” i ukrywania czegoś w czymś pozornie odkrytym.

Karta tarota bowiem nie jest zwyczajnym karcianym obrazkiem. I nigdy najprawdopodobniej nim nie była. Nie jest również alegorią, czy zbiorem symboli. Jest w pełnym tego słowa znaczeniu ikoną stworzoną wedle określonych reguł i pośredniczącą pomiędzy jej użytkownikiem a tym, czego istnienie mu unaocznia. W odróżnieniu jednak od bizantyjskiej ikony, która objawia sacrum nie ukrywając jego obecności ( skutkiem czego staje się częścią przejawionego w nim Światła ), ikona tarotowa okrywa się mrokiem tajemnicy i tym sposobem kusi ludzi do podjęcia wysiłku jej rozszyfrowania14. „Raz pokazać to tyle, co sto razy powiedzieć”, poucza nas Alan W. Watts i ma rację15. Sugerowana w tarocie sekretność jego ikon jest tego prawidła potwierdzeniem. Im głębiej w nią wnikamy, tym szersze otwiera się jej rozumienia, tym więcej rodzi się impresji, różnorakich skojarzeń oraz błędnych i „obłędnych” interpretacji. Dopiero osadzona w konkretnej doktrynie ezoterycznej, tajemnica owa zdaje się wyjaśniać, ujawniając drugą warstwę sekretu, za którą kryją się dalsze. Akceptację tego stanu rzeczy można uznać za początek prawdziwego wtajemniczenia w istotę żywej magii, będącej wedle definicji Ramseya Dukesa „tą techniką, za pomocą której umysł ludzki usiłuje oddziaływać na swój świat”16.

         

12 Jej zasady Crowley opisał w wielu książkach. W Polsce ukazała się najważniejsza z nich Magija w teorii i praktyce, Kraków 1999. Patrz również: A. Crowley, The Magical Record of the Beast 666, London 1972, oraz The Book of Toth, London 1978. 
13 „Analogia – pisze Eliphas Levi w Magii transcendentalnej – jest kluczem wszystkich sekretów natury i jedyną fundamentalną podstawą wszelkich objawień. To dlatego mamy wrażenie, jakby religie napisane były w niebie oraz w całej przyrodzie. I tak powinno być, ponieważ dzieło Boga jest księgą Boga, i to, co On pisze, winno się dostrzegać zarówno w wyrazie Jego myśli, jak i też w Jego bycie (jeśli uważamy, że jest On najwyższą myślą). Analogia jest kwintesencją kamienia filozoficznego [...] kluczem wielkiego arkanu, korzeniem drzewa życia, nauką dobra i zła. Odnaleźć dokładną skalę analogii w rzeczach przyswajalnych przez naukę oznacza ustalić podstawy wiary, a przez to wejść w posiadanie różdżki czarodziejskiej ( Cytat za: A. Kostołowski, Eliphas Levi – mag jako artysta, w: Interpretacja dzieła sztuki, Warszawa 1976, s.126 ).

14Sztukę tę, której wyrazem jest tarot, a zwłaszcza tarot marsylski, opanował do perfekcji Eliphas Levi, ilustrując swoje książki własnoręcznie wykonywanymi rysunkami (wśród nich znalazły się przedstawienia dwóch arkanów tarota (Rydwan i Diabeł). „Jak przystało na dobrego znawcę alchemicznych ksiąg – komentuje tę umiejętność Levi’ego Andrzej Kostołowski – nie wyjaśnia [...] „tajemnic” swoimi rysunkami (raczej nawet rozciąga znany z dawnych traktatów system ukrywania pod pozorem ujawniania ostatecznych „kluczy” tajemnic), z jednej strony pragnie trafić do prawdziwych adeptów, którzy mogliby błyskawicznie zrozumieć, o co chodzi, z drugiej strony, wobec wszystkich którzy traktują okultyzm jako jeszcze jedną wyprawę w rejony ezoteryczne [...] akcentuje ornamentalne zasnuwanie problemu mgłą tajemnicy, spoza której raz po raz wyzierają symbole fanatastyczności” ( A. Kostołowski, Eliphas Levi – mag jako artysta, s. 147 ).

15 Allan W. Watts, Droga zen, Poznań 1997, s. 211

16 Ramsey Dukes, Seksualne tajemnice czarnych magów obnażone, Poznań 1992

Chcesz przeczytać całość? Wejdź na: