kalendarze na bloga

Centrum Terapii Uzależnień Duchowych
piątek, 23 marca 2007
O WYŻSZOŚCI ŚWIĄT WIELKIEJ NOCY NAD ŚWIĘTAMI BOŻEGO NARODZENIA
. Tytuł tego eseju jest oczywiście żartobliwy, podobnie jak żartobliwą i pełną serdecznego przekomarzania się może być dyskusja o „wyższości” wielkanocnej palmy nad bożonarodzeniową choinką. Każde z tych świąt wprowadza nas w czas niezwykły i w pewnym sensie magiczny. Każde odnosi się do dwóch, jakże ważnych dla chrześcijaństwa wydarzeń: narodzin Bożego Syna, Jego śmierci i powstania z martwych. Jak tedy można dowodzić wyższości jednego nad drugim? Czy jest coś, co czyni Wielkanoc „wyższym”? Wszak bez Bożych Narodzin nie byłoby Wielkiej Nocy. Betlejemski cud zapowiada misterium Paschy. Jedno święto nie może istnieć bez drugiego.
środa, 11 października 2006
ANIOŁOWIE RAZ JESZCZE
Wciąż ich spotykamy. Nieziemsko pięknych, świetlistych, opiekuńczych i pełnych miłości. Aniołowie. Po hebrajsku – malakim ( posłańcy, zwiastuni ). Po grecku – angelos ( heroldowie, emisariusze ). Kim są? Skąd pochodzą? Jaka jest ich prawdziwa natura?
czwartek, 31 sierpnia 2006
ANIOŁY
Przez słowo Pana powstały niebiosa i wszystkie ich zastępy przez tchnienie jego ust (Psalm 33. 6)
środa, 24 maja 2006
ŚWIĘTY KRĄG POLSKI 1
Angażując się w duchowe poczynania żaden człowiek nie pozostaje „samotną wyspą”. Czy tego chce, czy nie kroczy po drodze, po której szli jego przodkowie, a także inni duchowi pielgrzymi, prorocy, święci, herosi tradycji, do jakiej należy. Nieświadomie naśladuje czyny owych bohaterów i aktualizuje ich sens, odnajdując w nich, zakodowany w swojej podświadomości, pierwowzór doznawanego doświadczenia religijnego. Dokonuje się ono w jego wnętrzu i kształtuje w nim pamięć o wszystkich tych „magicznych miejscach” i „mistycznych chwilach”, w których przeżył spotkanie z sacrum i gdzie naocznie przekonał się, iż oprócz materialnego świata istnieje jeszcze świat duchowy. Jego wizja pokrywa się zazwyczaj z mitologicznym obrazem kosmosu opisywanym przez tę duchową tradycję, z jakiej człowiek ten się wywodzi. Nie zawsze musi się z nią identyfikować, lecz nawet gdy ją odrzuca, tkwi ona w archetypowych głębiach jego duszy i raz po raz ożywa...
ŚWIĘTY KRĄG POLSKI 2
Powszechność występowania takich „sakralno-geograficznych” mandal najlepiej dowodzi jak głęboko owo archetypowe wyobrażenie kosmosu tkwi w ludzkiej świadomości, która dopiero wtedy zyskuje doznanie pełni, gdy sytuuje siebie w granicach „bosko-ludzkiego kręgu”. Fakt ten skłonił mnie to do podjęcia próby odnalezienia analogicznego wzorca na terenach Polski. Pomysł ten zrodził się w mojej głowie w czasie mego pobytu w Stanach Zjednoczonych, po obejrzeniu satelitarnych zdjęć Czarnych Gór – locum sacrum plemion Dakota i rozmowach, jakie przeprowadziłem z szamanami plemienia Hopi, dla których mandaliczny krąg stanowi naturalny sposób postrzegania i doświadczania przestrzeni geograficznej oraz związków łączących zamieszkujących ten obszar ludzi. Pomyślałem wtedy, że nie inaczej musiało być w Polsce w czasach przedchrześcijańskich, a więc w tej epoce, kiedy jeszcze myślenie takie mogło rozwijać się w sposób naturalny, nie zaburzony przez sztucznie, bądź co bądź, wszczepione w te tereny chrześcijaństwo. Z drugiej strony wiedziałem również, że i ono nie jest wolne od takiej wizji uniwersum, a skoro tak, to może nie tyle zniszczyło ono ów, hipotetyczny „Polski Święty Krąg” ( jak go umownie nazwałem ), co nałożyło się nań, wzbogacając go o nowe wymiary i sensy.
piątek, 24 lutego 2006
ERWINA SÓWKI HYMN DO WIELKIEJ BOGINI
Cóż to był za czas poprzedzający objawienie się Boga?” – pyta Jerzy Prokopiuk we słowie wstępnym do „Białej Bogini” Roberta Gravesa. I odpowiada: „Był to czas Bogini, Bogini Wielkiej Matki. Na początku była Bogini Matka – tak mogłaby zaczynać się jej Ewangelia.”1
ERWINA SÓWKI HYMN DO WIELKIEJ BOGINI 2
Tym, co spaja wszystkie te tematyczne wątki zdaje się być Kobieta. Jest to Niewiasta o nieprzeniknionym obliczu ( święta Barbara rezydująca w podziemiach i zasiadająca na tronie ustawionym pod drzewem rosnącym nieopodal kopalni, Urella, troista bogini z Narodzin uczuć, itp. ); Dziewczynka-Dziewica będąca uosobieniem niewinności, którą oglądamy na, kojarzącym się z malarstwem Balthusa obrazie Podlotki, lub na malunku przedstawiającym nagą świętą Barbarę leżącą na śniegu; czy wreszcie Kochanka ze zróżnicowanego formalnie cyklu tematów „tantrycznych” (Ananda, Kochanki, Echo i wiele innych). Trójpodział ten coś nam przypomina. Czyżbyśmy mieli do czynienia ze świadomym, lub – co bardziej prawdopodobne – nieświadomym nawiązaniem do najstarszego substratu religijnych pojęć uformowanego w okresie paleolitu i neolitu? Wtedy faktycznie wierzono, że „na początku” była tylko Bogini, ukazująca się człowiekowi w trzech najważniejszych postaciach: Dziewicy, Matki i Staruchy ( Matrony ); Magna Mater ogarniająca sobą wszystkie sfery kosmosu (podziemia, świat ziemski, niebiosa), i objawiająca się ludziom jako Biała bądź Czarna Pani ( była bowiem zarówno łaskawa jak i złowróżbna, promieniująca miłością i demoniczna, rodząca i uśmiercająca każde swoje dziecko ).
ERWINA SÓWKI HYMN DO WIELKIEJ BOGINI 3
Czytając te słowa zamykam oczy, lecz zamiast Urelli przenikającej ciało śpiącego mężczyzny lub ukazującej mu się w czerwonej sukience z symbolami krzyża Ankh w dłoniach, widzę lesiste stoki góry Ślęży, okalające jej wierzchołek kamienne wały, górującą nad Sobótką Wieżycę i trzeci szczyt ślężańskiego masywu – Radunię. Widzę trzy góry, gdzie czczono Wielką Matkę, Potnia Theron – przeczystą Panią Zwierząt, demoniczną Władczynię Podziemi i darzącą wszelkimi dobrami Królową Nieboskłonu. Widzę nigdy nie zawłaszczone przez chrześcijaństwo mityczne centrum Śląska, piramidę ukształtowaną przez naturę, a więc i Tę, którą jest owa natura. Widzę sanktuarium Matki Boskiej Piekarskiej, Jasnogórską świątynię Czarnej Madonny i ciągnące ku nim rzesze górniczych pielgrzymek. Widzę dziewczęta topiące Marzannę-Śmiercichę i powracające do wsi z Gaikiem przystrojonym we wstążki niczym panna młoda. Śmierć umarła, ze śmierci wynurzyło się niezniszczalne życie. Ciemna Bogini pobłogosławiła górniczy stan. Widzę to wszystko i się uśmiecham, Duch Boży bowiem zawsze przemawia ustami maluczkich, ubogich duchem i dzieci.
NIESKOŃCZONY KRĄG ZIEMI
Lubię las. Lubię wałęsać się po nim ot tak, bez wyraźnego celu. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Wielu moich znajomych lubi to robić. Różni nas to, że moje leśne wędrówki są, jeśli tak można rzec, całkowicie bezinteresowne. Nie pożądam jego jagód. Nie fascynuje mnie zbieranie grzybów. Nie poluję, nie tropię zwierząt. Idę, zanurzam się weń i sam ten fakt, że rozwiera się przede mną niczym ogromny, żywy, nieco straszny, lecz przecież tak naprawdę bezbronny stwór, napawa mnie radością. Wtulam się weń, milczę, on też milczy, i w tym milczeniu zawiera się więcej słów, niż zdołałbym kiedykolwiek wypowiedzieć...
poniedziałek, 23 stycznia 2006
Droga miecza
Na wojnie jednym los wyznaczył rolę Rolanda, do końca trwającego na wysuniętej placówce, drugich obdarzył przygodami Szwejka - ofiary dziejowej zawieruchy. Niezależnie jednak od tego, czy było się rozmiłowanym w wojaczce Achillesem czy Tersytesem namawiającym Achajów do odstąpienia spod Troi, trzeba było zasmakować goryczy żołnierki, by przekonać się, że wojna jest cząstką ludzkiej kultury i nie zawsze chwalebnym stygmatem człowieczeństwa. Człowiekowi nie udało się "przekuć mieczy na lemiesze". Czas światowego pokoju, mimo obietnic proroków, nie nastąpił. Broń to nadal narzędzie powszechnego użytku i symbol rycerstwa.
niedziela, 22 stycznia 2006
WRÓŻBY, BÓG I DIABEŁ PO RAZ DRUGI, ALE NIECO INACZEJ...
Wiadomość o zamieszczeniu w listopadowym numerze miesięcznika Gwiazdy mówią... felietonu Wróżby, Bóg i diabeł, w którym znany Astrolog zechciał okiem fachowca przyjrzeć się mojej osobie, zastała mnie w Niemczech. Przekazała mi ją pewna znajoma, a przeczytawszy przez telefon co celniejsze fragmenty spytała: „Słuchaj, czy on naprawdę nie wie o co tu chodzi, czy tylko udaje?”. „I jedno, i drugie” – odparłem. „Ach, rozumiem! - zachichotała i nawiązując do znanego dowcipu o żabie, rzekła: „On chce być piękny i inteligentny zarazem...”.
POMIĘDZY MATKĄ A OJCEM. Kilka rozważań na temat europejskiego modelu inicjacji (1)
„Charakterystyczne zachowania zbiorowe danej populacji – pisze Jerzy Bąbel – mają swe główne źródło w archetypach rządzących jej nieświadomością zbiorową. Objawia się to przede wszystkim w tzw. „charakterze narodowym”, a więc w szczególnych, dominujących cechach, które są łatwo rozpoznawalne przez obcych, a które rzutują na stosunek tej populacji do siebie i innych, a także na cały szereg relacji typu społeczeństwo-władza, społeczeństwo-ekonomia, historia, martyrologia, zaświat itd. Archetypy rządzące nieświadomością zbiorową są wzmacniane lub osłabiane przez różne dramatyczne doświadczenia całej społeczności. Stanowią najważniejsze składniki ideologicznego systemu sterującego daną populacją, warunkują jej zachowania, aktualny, a także przyszły byt. Archetypy mają więc ogromną wartość dla całego narodu. Uzewnętrzniają się przede wszystkim w formie wyobrażeń religijnych.” ( Jerzy Bąbel, Archetypy świadomości europejskiej, (w:): ALBO albo. Problemy psychologii i kultury, Nr 2/2000, s.139 ).
POMIĘDZY MATKĄ A OJCEM. Kilka rozważań na temat europejskiego modelu inicjacji (2)
Wyszedłszy poza opłotki Palestyny, chrześcijaństwo zetknęło się z kultami pogańskimi, w których dostrzegło owoc działalności szatana. Pogańskie bóstwa sprowadzone zostały do roli demonów, przeciwników Syna Bożego, jedynego, prawdziwego Władcy, pośrednika, zbawiciela i przewodnika ludzkości w drodze do boskiego Ojca, który – jako ofiara złożona przez samego siebie „za grzech świata” - zawisł nas krzyżu, czyniąc go nowym drzewem życia, i poprzez swoją śmierć oraz zmartwychwstanie zespolił w sobie wszystkie poziomy makro i mikrokosmosu rozerwane na skutek „pierworodnego grzechu” Adama i Ewy. Dość szybko jednak stało się jasne, że walka Boga z szatanem nie zakończyła się w momencie Męki i Zmartwychwstania. „Gra” toczyła się dalej, jej „stawką” zaś było zbawienie człowieka za życia i po śmierci. Gwarantował mu to Kościół wstawiający się zań u Boga, a złożony nie tylko z żywych, ale i również z przebywających w niebie świętych, którym przewodzili Matka Boska i Jan Chrzciciel personifikujący orędowniczą moc kościelnej instytucji.
Inicjacyjne aspekty peregrinatio ad loca sacra (1)
Dusza moja pragnie i tęskni do przedsieni Pańskich... Psalm 84 ( 83 ) 3 „Dla człowieka religijnego – pisze Mircea Eliade - przestrzeń nie jest jednorodna; są w niej rozdarcia, pęknięcia: są fragmenty przestrzeni jakościowo różne od innych (...). Jest więc obszar święty, a więc „mocny”, ważny, i są inne obszary, nie uświęcone, a więc pozbawione struktury i konsystencji, jednym słowem – amorficzne. Więcej: dla człowieka religijnego ta niejednorodność przestrzeni znajduje wyraz w doświadczeniu przeciwieństwa, jakie zachodzi między obszarem świętym, jedynym rzeczywistym, tym, który istnieje realnie, a całą resztą, otaczającą ów obszar dziedziną bezkształtu. Powiedzmy od razu, że religijne doświadczenie niejednorodności przestrzeni to pradoświadczenie, które można przyrównać do „ustanowienia świata”. Nie chodzi o spekulację teoretyczną, ale o pradoświadczenie religijne, wyprzedzające wszelką refleksję nad światem. To właśnie „rozdarcie” przestrzeni pozwala na ustanowienie świata, gdyż ono to odsłania „punkt stały”, oś wszelkiej przyszłej orientacji, wszelkiego ukierunkowania” (Mircea Eliade, Sacrum, mit, historia, Warszawa 1974, s. 49-50).
Inicjacyjne aspekty peregrinatio ad loca sacra (2)
Centrum reprezentuje niebiosa, szczyt kosmicznej góry. Żeby się nań wspiąć pielgrzym odnajduje wejście prowadzące ku „świętej rzeczy”, przestępuje kolejny próg, po czym składa hołd Bóstwu przejawionemu w kultowym obiekcie podchodząc doń najbliżej jak można i jak przewiduje to rytuał otwarcia. Po czym uświęcony opuszcza centralny obszar sanktuarium wyjściem wiodącym do świata profanum. Wyjście oznaczone może byc na dwa sposoby.